adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Basilius naprawdę miał dużo szacunku do Wizengamotu. Tak przynajmniej bardzo usilnie powtarzał sobie raz po raz, gdy wychodził z rozprawy z sądowej w sprawie tamtej pechowej wizyty u rodziny Tatcherów, z której wyniknęło tylko tyle, że będzie musiał zjawić się jako świadek jeszcze raz, bo dzisiaj okazało się, że część oskarżonych, nagle i zupełnie niespodziewanie zachorowała rano na smoczą grypę i chociaż Basilius, jak prawdopodobnie wszyscy inni, był pewny, że tylko udawali, to i tak wszystko zostało przełożone na późniejszy termin.
Po prostu kurwa świetnie.
Basilius wszedł do windy, a gdy drzwi się za nim zamknęły, po prostu oparł się o ścianę i przymknął na chwilę oczy. Był naprawdę zmęczony i gdyby nie to, że miał zdecydowanie zbyt dużo spraw na głowie, najchętniej sam zasymulowałby smoczą ospę, tak aby nie musiał z nikim rozmawiać, ani niczego robić przez kilka następnych tygodni. Prawdę mówiąc to, że jakiś Prewett kiedyś zostanie zaciągnięty wbrew swoim chęcią do sali Wizengamotu, było raczej czymś pewnym, ale po pierwsze nigdy nie zakładał, że to będzie on, a po drugie to była najgorszy z możliwych momentów na tego typu sprawy.
No, drugi najgorszy z możliwych momentów, bo przynajmniej nie był to piątek trzynastego.
Naprawdę nie miał sił, aby musieć jeszcze chodzić po Ministerstwie Magii w sprawie idiotów od głupich proszków. Jakiekolwiek próby myślenia o śmierci ojca, kończyły się chaosem w głowie, a że myślał o niej często, to umysł Prewetta obecnie przypominał bardziej jakiś abstrakcyjny obraz naćpanego tamtym pamiętnym proszkiem artysty, niż coś z czego mógłby korzystać. Jeszcze dwa tygodnie temu był pewny, że jeśli tylko przebrną przez pogrzeb ze wszystkimi jego nieprzyjemnościami, jak załatwianie formalności, przyjmowanie kondolencji, czy rodzinne konflikty, bo matka zakazała przemawiania na uroczystości jedynej osobie, która miała na to ochotę, to będzie już dobrze. Niestety mylił się. Z Icarusem było źle. Z Electra chyba było dobrze, co może powinno go martwić, ale jakoś nie martwiło, natomiast matka... Matka psychicznie wydawała się być całkiem stabilna, ale wszyscy zauważyli że fizycznie musiało jej się pogorszyć przez chorobę i Basilius, czując się w obowiązku qby zajmować się każdym, miał wrażenie, że próbował gasić kilka pożarów jednocześnie, a żaden nie dawał się tak łatwo pokonać. Może ta smocza ospa to naprawdę nie był taki głupi pomysł. Albo po prostu zacznie robić pajacyki, aż nie zemdleje.
Otworzył oczy na chwilę przed tym, gdy otworzyły się drzwi windy, tak by przeczesać jeszcze palcami wyjątkowo ulizane włosy i poprawić elegancki, czarny ubiór, a gdy drzwi się otworzyły...
– Dzisiaj nie jest trzynasty – wyrzucił z siebie do stojącej przed nim Brenny, która chyba nie tyle co czekała na windę, co przechodziła obok.
Nie. Nie. Nie był trzynasty. Dlaczego Brenna tutaj była? A no tak. Pracowała tutaj. Ale i tak. Czemu na nią wpadł? Prewett wpatrywał się zaskoczony w czarownicę, nie wiedząc, czy uciekać, odezwać się po przyjacielsku, czy po prostu usiąść na ziemi i się poddać. Reakcję wymusiły dopiero drzwi windy, które, powoli zaczęły się ponownie zamykać z nim w środku.