02.09.2024, 21:21 ✶
Zazwyczaj lubił pochłaniać się pracą. Nieustanne zajmowanie się kolejnymi pacjentami oraz ich problemami było satysfakcjonujące, a jednocześnie pozwalało mu się odciąć od towarzyszących mu trosk i zmartwień. O ile takowe akurat miał, co wcale nie było jakoś częste. Ciężko się temu dziwić, bo przecież trudno o posiadanie problemów, gdy większość czasu, także tego wolnego, spędzasz w pracy. Od czasu rozstania z Dandelion przesiadywanie z Mungiem pomagało mu odciąć się od smutku i pustki. Z pewnością nie było to rozwiązanie idealne, ale tak było po prostu łatwiej. Nigdy nie był najlepszy w rozwiązywanie sytuacji, gdy w grę wchodziły emocje.
Zdawać by się mogło, że wcześniejsze sytuacje nauczyły go, że po prostu nie nadaje się do relacji, ale gdy na horyzoncie pojawiła się Viorica, logika została odłożona na bok. Może nie od razu, ale starczyło wyjście do baru, żeby się w niej zauroczył. Oczywiście ciągle się stresował, ale postanowił zaryzykować. Skończyło się tak, jak zwykle. Znowu coś zepsuł. Tym razem jednak nawet nie wiedział, o co konkretnie może się winić, także czuł się źle "tak po prostu". Dla zasady.
Słysząc o Heather i jej energii, jego myśli mimowolnie poleciały do Vior. Uśmiechnął się nieco boleśnie, po czym lekko pokręcił głową.
— Jeśli mogę być z Tobą szczery, to starczy mi już tej dodatkowej energii. Zdecydowanie lepiej czuję się, gdy siedzę w pracy przez większość dnia. Przynajmniej wiem, czego mogę się spodziewać — westchnął, ze smutkiem. Wspomnienia z Windermere wciąż były żywe i cholernie bolesne. Zapewne będzie tak jeszcze przez dłuższy czas.
Liczył na to, że szybsze skończenie i tak nieudanego już urlopu mu pomoże, ale jak do tej pory jego samopoczucie nie uległo większym zmianom, przynajmniej na lepsze. Ciągły stres i niepewność wpłynęły bowiem na jego zdecydowanie, gdy chodziło o medyczne rzeczy, co z kolei spowodowało kilka nieprzyjemnych rozmów z pacjentami oraz personelem szpitala.
W tej chwili czuł się niczym zbity, mokry pies, któremu właściciel kazał spać pod gołym niebem. Fakt, że przerwę mógł spędzić w towarzystwie brata, był chyba jedynym pozytywnym aspektem tego dnia. Starał się zachować w sobie wszystkie te emocje, ale nigdy nie był w tym dobry. Jeśli tylko Cameron poświęcił nieco czasu, mógł zauważyć, że z jego bratem ewidentnie coś jest nie tak. Bardziej niż zazwyczaj.
Z tego ponurego zamyślenia wyrwała go nagła uwaga Camerona. Zaskoczyła go na tyle, że mimowolnie parsknął, a w oczach na krótką chwilę pojawiła się wesoła iskierka. Co prawda nie została tam jakoś szczególnie długo, ale w tej sytuacji i tak było to całkiem sporym krokiem do przodu.
— Masz rację, nie mogę się tak zachowywać. W końcu jesteśmy w pracy — zaczął, zastanawiając się nad dalszymi słowami brata. Był tym najbardziej ogarniętym? Och, poprzeczka zdecydowanie nie była ustawiona aż tak nisko. — Doceniam komplementy, ale do Cecylki mi daleko. Nie powinieneś też ujmować sobie. Tylko jeden z nas ma problemy ze zrozumieniem pojęcia posiadania czasu wolnego — dorzucił jeszcze, zerkając przy tym na rozmówcę. Tak, przesiadywanie z w takim towarzystwie zdecydowanie mu pomagało. Szkoda, że ich czas powoli się kończył.
— Hmmm, może z nią porozmawiam? W sensie — nie będę wspominał, że chcę się za Tobą wstawić. Mogę po prostu porozmawiać, podpytać o jej podopiecznych i ewentualnie coś zasugerować? Co o tym sądzisz? — Co prawda wizja dyskutowania z Florence przyprawiała go o dreszcze, ale nie chciał zostawić brata w potrzebie. Może nie będzie tak źle?
— No dobra, w takim razie wiemy, że jej rodzice są bogaci i znani. Jak z charakterami? Jak przyjęli Wasze zaręczyny? Bo wiesz, jeśli do tej pory nie dzieje się nic złego to podejrzewam, że po prostu cię lubią — w trakcie mówienia sięgnął po sakiewkę i przesunął w stronę brata kilka galeonów. — W takim razie miłej zabawy na mieście, Cam. O której kończysz? Pracę. Chociaż... przerwy zostało ci ile? Ja będe musiał się niedługo zbierać. Pacjenci czekają — W normalnych warunkach czułby ekscytację wizją dziesiątek potrzebujących, ale tym razem czuł się zmęczony. Dziwne.
Zdawać by się mogło, że wcześniejsze sytuacje nauczyły go, że po prostu nie nadaje się do relacji, ale gdy na horyzoncie pojawiła się Viorica, logika została odłożona na bok. Może nie od razu, ale starczyło wyjście do baru, żeby się w niej zauroczył. Oczywiście ciągle się stresował, ale postanowił zaryzykować. Skończyło się tak, jak zwykle. Znowu coś zepsuł. Tym razem jednak nawet nie wiedział, o co konkretnie może się winić, także czuł się źle "tak po prostu". Dla zasady.
Słysząc o Heather i jej energii, jego myśli mimowolnie poleciały do Vior. Uśmiechnął się nieco boleśnie, po czym lekko pokręcił głową.
— Jeśli mogę być z Tobą szczery, to starczy mi już tej dodatkowej energii. Zdecydowanie lepiej czuję się, gdy siedzę w pracy przez większość dnia. Przynajmniej wiem, czego mogę się spodziewać — westchnął, ze smutkiem. Wspomnienia z Windermere wciąż były żywe i cholernie bolesne. Zapewne będzie tak jeszcze przez dłuższy czas.
Liczył na to, że szybsze skończenie i tak nieudanego już urlopu mu pomoże, ale jak do tej pory jego samopoczucie nie uległo większym zmianom, przynajmniej na lepsze. Ciągły stres i niepewność wpłynęły bowiem na jego zdecydowanie, gdy chodziło o medyczne rzeczy, co z kolei spowodowało kilka nieprzyjemnych rozmów z pacjentami oraz personelem szpitala.
W tej chwili czuł się niczym zbity, mokry pies, któremu właściciel kazał spać pod gołym niebem. Fakt, że przerwę mógł spędzić w towarzystwie brata, był chyba jedynym pozytywnym aspektem tego dnia. Starał się zachować w sobie wszystkie te emocje, ale nigdy nie był w tym dobry. Jeśli tylko Cameron poświęcił nieco czasu, mógł zauważyć, że z jego bratem ewidentnie coś jest nie tak. Bardziej niż zazwyczaj.
Z tego ponurego zamyślenia wyrwała go nagła uwaga Camerona. Zaskoczyła go na tyle, że mimowolnie parsknął, a w oczach na krótką chwilę pojawiła się wesoła iskierka. Co prawda nie została tam jakoś szczególnie długo, ale w tej sytuacji i tak było to całkiem sporym krokiem do przodu.
— Masz rację, nie mogę się tak zachowywać. W końcu jesteśmy w pracy — zaczął, zastanawiając się nad dalszymi słowami brata. Był tym najbardziej ogarniętym? Och, poprzeczka zdecydowanie nie była ustawiona aż tak nisko. — Doceniam komplementy, ale do Cecylki mi daleko. Nie powinieneś też ujmować sobie. Tylko jeden z nas ma problemy ze zrozumieniem pojęcia posiadania czasu wolnego — dorzucił jeszcze, zerkając przy tym na rozmówcę. Tak, przesiadywanie z w takim towarzystwie zdecydowanie mu pomagało. Szkoda, że ich czas powoli się kończył.
— Hmmm, może z nią porozmawiam? W sensie — nie będę wspominał, że chcę się za Tobą wstawić. Mogę po prostu porozmawiać, podpytać o jej podopiecznych i ewentualnie coś zasugerować? Co o tym sądzisz? — Co prawda wizja dyskutowania z Florence przyprawiała go o dreszcze, ale nie chciał zostawić brata w potrzebie. Może nie będzie tak źle?
— No dobra, w takim razie wiemy, że jej rodzice są bogaci i znani. Jak z charakterami? Jak przyjęli Wasze zaręczyny? Bo wiesz, jeśli do tej pory nie dzieje się nic złego to podejrzewam, że po prostu cię lubią — w trakcie mówienia sięgnął po sakiewkę i przesunął w stronę brata kilka galeonów. — W takim razie miłej zabawy na mieście, Cam. O której kończysz? Pracę. Chociaż... przerwy zostało ci ile? Ja będe musiał się niedługo zbierać. Pacjenci czekają — W normalnych warunkach czułby ekscytację wizją dziesiątek potrzebujących, ale tym razem czuł się zmęczony. Dziwne.