02.09.2024, 21:59 ✶
Nie było lepszego miejsca na tymczasowe złapanie oddechu od pustej, zamkniętej kafeterii. Nie dość, że o tej porze dnia drzwi były zamknięte dla każdego prócz uzdrowicieli i pozostałych (nielicznych na nocnych dyżurach) pracowników szpitala, to mało kto faktycznie fatygował się, żeby wejść na samą górę. To sprawiało, że zazwyczaj można było trafić na te same, również spragnione spokoju osoby.
Z upływem czasu wypracowali swoją niepisaną rutynę. Co najlepsze, nigdy nie musieli o niej rozmawiać. Reguły ustaliły się same. To było niemal piękne.
- Pomyślałbyś, że to niemal pełnia - Ambroise głęboko wciągnął powietrze i pokręcił głową, kierując wzrok na nowoprzybyłego kolegę.
To wiele by wyjaśniało. Nie chodziło o żaden związek z wilkołakami albo coś w tym stylu. Pełnia działała na wszystkich dziwnych ludzi, mieszając w głowach i uzdrowiciele mieli wtedy pełne ręce roboty. Zajmowali się najbardziej osobliwymi przypadkami, które na ogół nie występowały w żadnej innej kwadrze księżyca. Odnosił wrażenie, że mało kto łączył kropki tak bardzo jak pracownicy ochrony zdrowia oraz prawa i porządku. Nikt inny nie potrafił zrozumieć porozumiewawczych spojrzeń kierowanych w stronę zachodzącego słońca. Czasami nie musiał wyglądać za okno, żeby wiedzieć, jaki był wieczór. Stopień narastania wariacji odpowiadał postępowaniu faz księżycowych. Największe wariactwo przypadało zawsze na pełnię.
- Otóż nie - westchnął. - Już myślałem, że straciłem kilka dni. Potem, że wariuję i czegoś nie widzę, ale nie. Niech sam Merlin ma nas w opiece, jeśli to dopiero początek - ponownie wciągnął powietrze i bardzo powoli je wypuścił. Sam nie wiedział, co miał na myśli. Czy mówił to w kontekście reszty tego dyżuru, czy może chodziło o to, co miało nadejść za kilka dni. Być może o oba. Z dużym prawdopodobieństwem można było powiedzieć, że tak.
Jeśli to był standardowy weekendowy chaos, to co miało się wydarzyć za nieco ponad tydzień, kiedy weekend miał niemal pokryć się z pełnią. Gdyby nie pracoholizm i zatwardziała obowiązkowość, Greengrass mógłby rozważyć wzięcie wolnego na te kilka dni. Zapewne mało kto byłby zdziwiony. Niektórzy całkiem celowo dobierali swoje dyżury w taki sposób, żeby omijać nocne zmiany w najbardziej zwariowane daty.
- Nie wiem, jak to robicie, że pacjenci nadal nie wychodzą z nową klątwą - stwierdził, przecierając oczy ze zmęczenia. - Gdybym specjalizował się w klątwach, już dawno mieliby ośle uszy - trudno było stwierdzić czy żartował, czy mówił poważnie. Tak właściwie to sam nie mógł tego zagwarantować. Czasami aż się prosiło, żeby zrobić coś wątpliwego moralnie, nawet jeśli Ambroise cenił wysoką etykę zawodu.
Z upływem czasu wypracowali swoją niepisaną rutynę. Co najlepsze, nigdy nie musieli o niej rozmawiać. Reguły ustaliły się same. To było niemal piękne.
- Pomyślałbyś, że to niemal pełnia - Ambroise głęboko wciągnął powietrze i pokręcił głową, kierując wzrok na nowoprzybyłego kolegę.
To wiele by wyjaśniało. Nie chodziło o żaden związek z wilkołakami albo coś w tym stylu. Pełnia działała na wszystkich dziwnych ludzi, mieszając w głowach i uzdrowiciele mieli wtedy pełne ręce roboty. Zajmowali się najbardziej osobliwymi przypadkami, które na ogół nie występowały w żadnej innej kwadrze księżyca. Odnosił wrażenie, że mało kto łączył kropki tak bardzo jak pracownicy ochrony zdrowia oraz prawa i porządku. Nikt inny nie potrafił zrozumieć porozumiewawczych spojrzeń kierowanych w stronę zachodzącego słońca. Czasami nie musiał wyglądać za okno, żeby wiedzieć, jaki był wieczór. Stopień narastania wariacji odpowiadał postępowaniu faz księżycowych. Największe wariactwo przypadało zawsze na pełnię.
- Otóż nie - westchnął. - Już myślałem, że straciłem kilka dni. Potem, że wariuję i czegoś nie widzę, ale nie. Niech sam Merlin ma nas w opiece, jeśli to dopiero początek - ponownie wciągnął powietrze i bardzo powoli je wypuścił. Sam nie wiedział, co miał na myśli. Czy mówił to w kontekście reszty tego dyżuru, czy może chodziło o to, co miało nadejść za kilka dni. Być może o oba. Z dużym prawdopodobieństwem można było powiedzieć, że tak.
Jeśli to był standardowy weekendowy chaos, to co miało się wydarzyć za nieco ponad tydzień, kiedy weekend miał niemal pokryć się z pełnią. Gdyby nie pracoholizm i zatwardziała obowiązkowość, Greengrass mógłby rozważyć wzięcie wolnego na te kilka dni. Zapewne mało kto byłby zdziwiony. Niektórzy całkiem celowo dobierali swoje dyżury w taki sposób, żeby omijać nocne zmiany w najbardziej zwariowane daty.
- Nie wiem, jak to robicie, że pacjenci nadal nie wychodzą z nową klątwą - stwierdził, przecierając oczy ze zmęczenia. - Gdybym specjalizował się w klątwach, już dawno mieliby ośle uszy - trudno było stwierdzić czy żartował, czy mówił poważnie. Tak właściwie to sam nie mógł tego zagwarantować. Czasami aż się prosiło, żeby zrobić coś wątpliwego moralnie, nawet jeśli Ambroise cenił wysoką etykę zawodu.