03.09.2024, 10:41 ✶
Słuchał jej odpowiedzi, patrzył na twarz wykrzywioną pychą, na słodkie próby zaimponowania mu pozą, kształtem maski, wygiętych w łuk ust i uniesionego podbródka. Oglądał ją trochę jak młodą klacz na pokazie, nawet jeśli sam, jako amator smoczych hodowli, nigdy do końca nie mógł docenić piękna koni. Ich siła, układ mięśni, gracja były niczym w porównaniu do potęgi, którą niosły ze sobą magiczne gady, z drugiej strony ładna krzywizna, symetria twarzy przełamana małym detalem... pozostawało to wciąż estetycznym wrażeniem, które można było docenić.
Tak więc i Anthony doceniał ją, rozbawiony butą i śmiałością, która nagle wstąpiła w przygaszone dziewczę, pomimo trawiącej ją żałoby i niepewności. Podobał jej się płomień igrający w całkiem ładnych oczach, to jak sądziła, że obrażając go, zyska jego uwagę. Protekcjonalność rzeczywiście przychodziła mu w sposób naturalny, nie zauważał jej nawet w tym co mówił i jak do niej mówił. Ostatecznie, mógłby być jej ojcem, jeśli tylko byłoby to w jakikolwiek sposób fizycznie możliwe.
Nie odważyłabym się kpić z pańskiego idealizmu – czyż samo to zdanie w swojej istocie, w swoim pojawieniu się w przestrzeni nie było kpiną i wyzwaniem? Anthony nie bał się go w żadnej mierze, jego idealizm został dawno temu pogrzebany, kolejnym i kolejnym potwierdzeniem faktu, że idealiści umierają, jak chociażby wspomniany Coriolanus, gdy Shafiq zamierzał żyć jak najdłużej i cieszyć się tym, co ów życie mu przynosiło. Młoda Malfoyówna rzucała mu jednak rękawicę. Jak bardzo będzie rozczarowana, gdy rozmówca jej nie podejmie?
Mężczyzna w pozorze zasłuchany, uśmiechnął się do niej łagodnie, i skinął głową w pozorze przyznając jej rację we wszystkich głupotkach, które prześlizgnęły się przez jej rozdwojony język. Przywilejem młodości było mówić co ślina na język przyniesie, a on... przyszedł tu tylko poczytać. Dlatego też. może nieco nieoczekiwanie dla niej, odwrócił się na powrót do wybranej przez siebie książki i rozsunął jej obitą w skórę okładkę, tracąc - przynajmniej z zewnątrz - zupełnie zainteresowanie nią, przerzucając uwagę na treść zapisaną między szeleszczącymi stronami.
Tak więc i Anthony doceniał ją, rozbawiony butą i śmiałością, która nagle wstąpiła w przygaszone dziewczę, pomimo trawiącej ją żałoby i niepewności. Podobał jej się płomień igrający w całkiem ładnych oczach, to jak sądziła, że obrażając go, zyska jego uwagę. Protekcjonalność rzeczywiście przychodziła mu w sposób naturalny, nie zauważał jej nawet w tym co mówił i jak do niej mówił. Ostatecznie, mógłby być jej ojcem, jeśli tylko byłoby to w jakikolwiek sposób fizycznie możliwe.
Nie odważyłabym się kpić z pańskiego idealizmu – czyż samo to zdanie w swojej istocie, w swoim pojawieniu się w przestrzeni nie było kpiną i wyzwaniem? Anthony nie bał się go w żadnej mierze, jego idealizm został dawno temu pogrzebany, kolejnym i kolejnym potwierdzeniem faktu, że idealiści umierają, jak chociażby wspomniany Coriolanus, gdy Shafiq zamierzał żyć jak najdłużej i cieszyć się tym, co ów życie mu przynosiło. Młoda Malfoyówna rzucała mu jednak rękawicę. Jak bardzo będzie rozczarowana, gdy rozmówca jej nie podejmie?
Mężczyzna w pozorze zasłuchany, uśmiechnął się do niej łagodnie, i skinął głową w pozorze przyznając jej rację we wszystkich głupotkach, które prześlizgnęły się przez jej rozdwojony język. Przywilejem młodości było mówić co ślina na język przyniesie, a on... przyszedł tu tylko poczytać. Dlatego też. może nieco nieoczekiwanie dla niej, odwrócił się na powrót do wybranej przez siebie książki i rozsunął jej obitą w skórę okładkę, tracąc - przynajmniej z zewnątrz - zupełnie zainteresowanie nią, przerzucając uwagę na treść zapisaną między szeleszczącymi stronami.