15.01.2023, 06:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2023, 06:11 przez Elliott Malfoy.)
Sztywność była drugim... a nie, trzecim imieniem Elliotta, więc bez niej czuł się czasami jak bez ręki. Zwłaszcza przy ludziach, których trzymał blisko, ale nie na tyle blisko, aby rozluźnienie było jego pierwszą myślą. Z domu wyniósł raczej przekonania, że nie można opuszczać gardy, nawet przy najbliższych, co często było niesamowicie męczące i odizolowywało go od świata, zarówno od ciepła innych. Kiedyś, jak był młodszy lgnał do niego jak ćma do powieszonego na ganku światła, ale z wiekiem zauważył, że tymczasowe przyjemności nie zawsze są warte świeczki. Zamykał się w sobie z każdym, kolejnym rokiem jeszcze bardziej.
- Dziekuję - odparł krótko, a na kolejne stwierdzenie uniósł brwi, odrobinę teatralnie, ale celował swoimi zachowaniami w to, aby być odebranym odrobinę mniej chłodno - Mowienie 'nie przejmuj się manierami' do człowieka takiego, jak ja, jest jak próba nauczenia starego psa nowych sztuczek, ale pewnie masz trochę racji - zaśmiał się pod nosem, jakby rozochocony przyzwoleniem drugiego mężczyzny na brak używania wyuczonych formułek.
Skoro dostał dowolność to skomponował drinka odrobine słodszego, a raczej gorzko-słodkiego, posługujac się nutami nieco owocowymi, ginem oraz bąbelkami toniku. Pomimo wietrznej pogody wrzucił do obydwu szklanek po dwie kostki lodu. Nie był typem, który przepadał za faktycznymi, mocnymi oraz czystymi alkoholami. Pił je, gdy wypadało, gdy musiał wlewać w siebie bursztynowe trunki, bo oczy zbyt dużej ilości osób skupnione było na tym, co akurat w siebie wlewał. Nie musiał sie tym martwić w domowym zaciszu, a uznał, nawet, że Castiel doceni taki gest szczerości, jeżeli o rodzaj przyrządzenia alkoholu chodzi. W koncu zawsze było do odejscie od 'manier' czy 'sztywności', w których atmosferze Flint nie chciał przesiadywać.
- Też nie pomaga fakt, że nie miałem siły się przebrać po pracy - wyżalił sie, bo przecież temu miał służyć ten wieczór. Nie był jednak typem emocjonalnym, więc poza krótkimi zdaniami, jakie miały świadczyć o jego roztargnieniu z powodu utraty tak bliskiej osoby, nie był nazbyt wylewny - Więc musisz mi wybaczyć tą 'wielko-panieńskość', ludzi zazwyczaj to przygniata, masz rację, ale to kwestia przyzyczajeń. Nie powiem, że moje dorastanie miało cokolwiek wspólnego z kształtowaniem relacji z rodzicami, bardziej wdrążaniem jak się zachowywać, po co, w jaki sposób do kogo mówić - machnął ręką, kręcąc palcem młynek niby od niechcenia - et cetra, et certa - dodał poniekąd znudzonym tonem i wywrócił oczyma, jakby samo myślenie o domu rodzinnym przyprawiało go o mdłości, ale też zaraz uśmiechnął się neutralnie, pokrzepiająco, upewniajac Castiela, że raczej była to luźno wypowiedziana myśl, niż gorzki żal, który spędza mu sen z powiek.
- I odpowiednio rozluźnione - żartobliwy ton przesmyknął się przez głoski, gdy Elliott uniósł szklankę. Upił odrobinę trunku, pozwalajac, aby ten rozszedł się po podniebieniu przyjemnym, słodkawo-gorzkim smakiem. Wziął drugi łyk, niewielki, bo zaraz po tym odstawił szklankę na niewielki stolik, chcąc skupić się na kolejnej cześci rozmowy.
- Cóż, dla ciebie sprawa jest to zapewne bardzo codzienna, dla mnie niekoniecznie. Mój dziadek zostawił mi sygnet, ma pewne specjalne właściwości, na których zatrzymaniu w nim bardzo mi zależy. Niestety, wnioskuje, że albo od początku, o czym dziadek nie wiedział, bo przywiósł go z Indii, nie był pierwszym właściwielem, lub po fakcie, wyladowała na nim jakaś klątwa. - zrobił pauzę, pochylajac się w fotelu, przez co przybliżył się do swojego rozmówcę. Pokazał mu bladą dłoń o długich palcach - lewą -, na najkrotszym z nich widniał złoty sygnet z małym szafirem u góry i wzorami fal u dołu. Mozna było go otworzyć.
- Zanim coś powiesz, tak sprawdzałem zawartość, nic w nim nie było. Dzaidek go nosił, nie wydawał się zbyt przejętey ani niezdrowy, a jego śmierć nie miała z tą biżuterią związku. Ja, natomiast, nie mogę sygnetu ściągnąć, a czuję tez, że władza w dłoni powoli zanika. - widać było, ze czuje z tego powodu dyskomfort, być może podskórne zirytowanie, że musi prosić o pomoc, stawiajac się w podatnej na zranienie sytuacji.
- Dziekuję - odparł krótko, a na kolejne stwierdzenie uniósł brwi, odrobinę teatralnie, ale celował swoimi zachowaniami w to, aby być odebranym odrobinę mniej chłodno - Mowienie 'nie przejmuj się manierami' do człowieka takiego, jak ja, jest jak próba nauczenia starego psa nowych sztuczek, ale pewnie masz trochę racji - zaśmiał się pod nosem, jakby rozochocony przyzwoleniem drugiego mężczyzny na brak używania wyuczonych formułek.
Skoro dostał dowolność to skomponował drinka odrobine słodszego, a raczej gorzko-słodkiego, posługujac się nutami nieco owocowymi, ginem oraz bąbelkami toniku. Pomimo wietrznej pogody wrzucił do obydwu szklanek po dwie kostki lodu. Nie był typem, który przepadał za faktycznymi, mocnymi oraz czystymi alkoholami. Pił je, gdy wypadało, gdy musiał wlewać w siebie bursztynowe trunki, bo oczy zbyt dużej ilości osób skupnione było na tym, co akurat w siebie wlewał. Nie musiał sie tym martwić w domowym zaciszu, a uznał, nawet, że Castiel doceni taki gest szczerości, jeżeli o rodzaj przyrządzenia alkoholu chodzi. W koncu zawsze było do odejscie od 'manier' czy 'sztywności', w których atmosferze Flint nie chciał przesiadywać.
- Też nie pomaga fakt, że nie miałem siły się przebrać po pracy - wyżalił sie, bo przecież temu miał służyć ten wieczór. Nie był jednak typem emocjonalnym, więc poza krótkimi zdaniami, jakie miały świadczyć o jego roztargnieniu z powodu utraty tak bliskiej osoby, nie był nazbyt wylewny - Więc musisz mi wybaczyć tą 'wielko-panieńskość', ludzi zazwyczaj to przygniata, masz rację, ale to kwestia przyzyczajeń. Nie powiem, że moje dorastanie miało cokolwiek wspólnego z kształtowaniem relacji z rodzicami, bardziej wdrążaniem jak się zachowywać, po co, w jaki sposób do kogo mówić - machnął ręką, kręcąc palcem młynek niby od niechcenia - et cetra, et certa - dodał poniekąd znudzonym tonem i wywrócił oczyma, jakby samo myślenie o domu rodzinnym przyprawiało go o mdłości, ale też zaraz uśmiechnął się neutralnie, pokrzepiająco, upewniajac Castiela, że raczej była to luźno wypowiedziana myśl, niż gorzki żal, który spędza mu sen z powiek.
- I odpowiednio rozluźnione - żartobliwy ton przesmyknął się przez głoski, gdy Elliott uniósł szklankę. Upił odrobinę trunku, pozwalajac, aby ten rozszedł się po podniebieniu przyjemnym, słodkawo-gorzkim smakiem. Wziął drugi łyk, niewielki, bo zaraz po tym odstawił szklankę na niewielki stolik, chcąc skupić się na kolejnej cześci rozmowy.
- Cóż, dla ciebie sprawa jest to zapewne bardzo codzienna, dla mnie niekoniecznie. Mój dziadek zostawił mi sygnet, ma pewne specjalne właściwości, na których zatrzymaniu w nim bardzo mi zależy. Niestety, wnioskuje, że albo od początku, o czym dziadek nie wiedział, bo przywiósł go z Indii, nie był pierwszym właściwielem, lub po fakcie, wyladowała na nim jakaś klątwa. - zrobił pauzę, pochylajac się w fotelu, przez co przybliżył się do swojego rozmówcę. Pokazał mu bladą dłoń o długich palcach - lewą -, na najkrotszym z nich widniał złoty sygnet z małym szafirem u góry i wzorami fal u dołu. Mozna było go otworzyć.
- Zanim coś powiesz, tak sprawdzałem zawartość, nic w nim nie było. Dzaidek go nosił, nie wydawał się zbyt przejętey ani niezdrowy, a jego śmierć nie miała z tą biżuterią związku. Ja, natomiast, nie mogę sygnetu ściągnąć, a czuję tez, że władza w dłoni powoli zanika. - widać było, ze czuje z tego powodu dyskomfort, być może podskórne zirytowanie, że musi prosić o pomoc, stawiajac się w podatnej na zranienie sytuacji.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦