03.09.2024, 16:38 ✶
– Wiemy to – zapewnił go Basilius, bo przecież nie potrzebował słów, by wiedzieć że mimo wszystko byli rodzeństwem i byli dla siebie ważni. Hej, pomimo wszystko dalej że sobą mieszkali, a Basilius, nawet jeśli czasem trochę marudził, nie żałował swojej decyzji o ponownej przeprowadzce. Nawet otworzył usta, bo zachęcony tą chwilą, aż sam chciał powiedzieć coś uroczo-ckliwego, ale w ostatnim momencie zrezygnował. – I nawzajem. – Było to przecież prawdziwe życie, a nie deski teatru, by wygłaszać jakieś monologi o braterskiej miłości. Zwłaszcza teraz, gdy oboje siedzieli na podłodze, on miał coś z nosem, a Icarus popękane żebra. No i pewnie gdyby nagle zaczął gadać poetycko, to brat jeszcze mógłby uznać, że Basilius coś brał.
Cerber, wbrew pozorom, był zachwycony, że ktoś rzucił mu piłkę, nawet jeśli ta dość krzywo potoczyła się po podłodze. Jednocześnie jednak następnym razem podszedł do starszego Prewetta, jakby wyczuwając, że ten nawet z krwią na twarzy, był w nieco lepszym stanie. Czarodziej oczywiście od razu go pogłaskał.
Powoli pokręcił głową.
– To znaczy, jeśli chcesz poczekać, to będziesz musiał tak kilka tygodni, mogę ci przynieść poduszkę i herbatę jeśli chcesz – mruknął, przywołujac za pomocą różdżki chusteczkę, którą jako tako próbował wyczyścić sobie krew spod nosa. Lepka część powoli zaczynała drażnić jego skórę, a co gorsza, miał wrażenie, że krwotok jeszcze nie do końca ustal. – Daj mi chwilę i pójdę po Florence, bo– skrzywił się nieco. – Chyba lepiej, by to ona cię opatrzyła, niż ja.
Cerber, wbrew pozorom, był zachwycony, że ktoś rzucił mu piłkę, nawet jeśli ta dość krzywo potoczyła się po podłodze. Jednocześnie jednak następnym razem podszedł do starszego Prewetta, jakby wyczuwając, że ten nawet z krwią na twarzy, był w nieco lepszym stanie. Czarodziej oczywiście od razu go pogłaskał.
Powoli pokręcił głową.
– To znaczy, jeśli chcesz poczekać, to będziesz musiał tak kilka tygodni, mogę ci przynieść poduszkę i herbatę jeśli chcesz – mruknął, przywołujac za pomocą różdżki chusteczkę, którą jako tako próbował wyczyścić sobie krew spod nosa. Lepka część powoli zaczynała drażnić jego skórę, a co gorsza, miał wrażenie, że krwotok jeszcze nie do końca ustal. – Daj mi chwilę i pójdę po Florence, bo– skrzywił się nieco. – Chyba lepiej, by to ona cię opatrzyła, niż ja.