15.01.2023, 12:04 ✶
Rozmasował czoło wnętrzem dłoni.
- Jeśli coś mi się przypomni albo wpadnę na jakąś inną przyczynę takiej interakcji to wyślę ci list. - za pomocą obcej sowy bo jego własna niedomagała po tym jak wysłał ją w szaleńczy lot z Londynu do Doliny Godryka. Skoro już miało się sypać to wszystko po kolei, dlaczego nie naraz? Musiał porozmawiać z Fergusem, jeśli tylko nie zostanie stamtąd ponownie wyrzucony przez jego ojca. Może w trakcie wymiany przeżyć i wspomnień coś mu się przypomni? Pamięć ludzka była zawodna zwłaszcza, że wciąż tkwił w szoku i mózg mielił najbardziej szokujące obrazy, odrzucając w niepamięć niektóre szczegóły.
Nie spodziewał się takiego podkreślenia decyzji Erika. Był przekonany, że ma więcej w tej kwestii do powiedzenia skoro chciała wglądu do dokumentacji. Cóż, póki co jej nie dostanie bo przez jakiś czas nie powinien pokazywać się w Banku. W ciągu tygodnia - dwóch poprosi współpracownika o wysłanie mu jednej konkretnej teczki i gdy ochłonie, gdy porozmawia z Fergusem, będzie mógł wrócić myślami do badań. To wszystko jest czasochłonne jednak zgoda Erika motywowała do działania. Mimo wszystko nie zamierzał się spieszyć aby nie popełnić błędu. Wiedział już jedno - Fergus musi być dostatecznie daleko gdy będzie się na tym koncentrował. Dodatkowe środki bezpieczeństwa dostosowane indywidualnie do konkretnej jednostki.
Formalność wypowiedzi Brenny trochę go mierziła. Nie był przyzwyczajony do tej powagi, braku uśmiechu, braku energii i radości w spojrzeniu. Przez swój niezbyt stabilny stan psychiczny odbierał to osobiście choć może nie powinien. Złożył ręcznik w kostkę i położył obok księgi na którą starał się zbyt często nie patrzeć. Dość już czerwienienia się jak hibiskus.
- W porządku. Chcesz popływać? - zapytał odwracając się do niej przodem. Chwycił dłońmi brzeg pomostu i wszedł do wody tak do wysokości szyi. Woda zachlupotała witając go dźwięcznie z powrotem. Podniósł głowę i popatrzył na Brennę z odległości.
- Na jachcie mam jeszcze kawałek skrzeloziela. Możemy zwiedzić dno. - zaproponował choć w głosie był słyszalny stres. Nie miał nic wspólnego z rozluźnionym i zrelaksowanym człowiekiem.
- Jeśli coś mi się przypomni albo wpadnę na jakąś inną przyczynę takiej interakcji to wyślę ci list. - za pomocą obcej sowy bo jego własna niedomagała po tym jak wysłał ją w szaleńczy lot z Londynu do Doliny Godryka. Skoro już miało się sypać to wszystko po kolei, dlaczego nie naraz? Musiał porozmawiać z Fergusem, jeśli tylko nie zostanie stamtąd ponownie wyrzucony przez jego ojca. Może w trakcie wymiany przeżyć i wspomnień coś mu się przypomni? Pamięć ludzka była zawodna zwłaszcza, że wciąż tkwił w szoku i mózg mielił najbardziej szokujące obrazy, odrzucając w niepamięć niektóre szczegóły.
Nie spodziewał się takiego podkreślenia decyzji Erika. Był przekonany, że ma więcej w tej kwestii do powiedzenia skoro chciała wglądu do dokumentacji. Cóż, póki co jej nie dostanie bo przez jakiś czas nie powinien pokazywać się w Banku. W ciągu tygodnia - dwóch poprosi współpracownika o wysłanie mu jednej konkretnej teczki i gdy ochłonie, gdy porozmawia z Fergusem, będzie mógł wrócić myślami do badań. To wszystko jest czasochłonne jednak zgoda Erika motywowała do działania. Mimo wszystko nie zamierzał się spieszyć aby nie popełnić błędu. Wiedział już jedno - Fergus musi być dostatecznie daleko gdy będzie się na tym koncentrował. Dodatkowe środki bezpieczeństwa dostosowane indywidualnie do konkretnej jednostki.
Formalność wypowiedzi Brenny trochę go mierziła. Nie był przyzwyczajony do tej powagi, braku uśmiechu, braku energii i radości w spojrzeniu. Przez swój niezbyt stabilny stan psychiczny odbierał to osobiście choć może nie powinien. Złożył ręcznik w kostkę i położył obok księgi na którą starał się zbyt często nie patrzeć. Dość już czerwienienia się jak hibiskus.
- W porządku. Chcesz popływać? - zapytał odwracając się do niej przodem. Chwycił dłońmi brzeg pomostu i wszedł do wody tak do wysokości szyi. Woda zachlupotała witając go dźwięcznie z powrotem. Podniósł głowę i popatrzył na Brennę z odległości.
- Na jachcie mam jeszcze kawałek skrzeloziela. Możemy zwiedzić dno. - zaproponował choć w głosie był słyszalny stres. Nie miał nic wspólnego z rozluźnionym i zrelaksowanym człowiekiem.