03.09.2024, 21:18 ✶
Termin do 7.09, 20.00
Isaac nie musiał martwić się o Brygadzistkę: teren Stonehange był wbrew pozorom duży, a ona biegła do nich dopiero, i choć znalazła się już dość blisko, gdy pojawiły się schody, obaj mężczyźni wciąż znajdowali się pomiędzy nią, a tym, co czekało w środku. Półprzezroczysta tarcza zalśniła, stworzona przez Bagshota i poł sekundy później rozbiła się w pył, kiedy uderzyły o nią kamienie i ziemia – rozbryzły się jednak dzięki barierze na boki, nie czyniąc im krzywdy.
Zaklęcie Morpheusa uderzyło i…
…uniosło wyżej ziemię.
W pierwszej chwili mogło się wydawać, że nie trafił albo stało się coś dziwnego, w powietrzu zawisło bowiem mnóstwo kamieni i gród ziemi. Sekundę później jednak dało się dostrzec, że to wszystko porusza się nie tylko uniesione czarem Niewymownego – że ta ziemia i kamienie drżą, zbierają się razem, jakby próbowały się połączyć. Tworzyły istotę, strażnika tego miejsca, stworzonego z mocy żywiołu – prastare zaklęcie, niewątpliwie nasączone jakąś jeszcze mocą albo rytuałami, skoro przetrwało tak długo. Więcej i więcej ziemi i kamieni zaczęło się podrywać z podłoża, już nie wzniesionych jednak przez Morpheusa, nadając istocie kształt nie człowieka może, ale humanoidalny, szeroki w tym, co u mężczyzny byłoby barkami, wysoki na ponad dwa metry – i w miarę jak to się działo, jasnym było, że czar rzucony przez Longbottoma nie ma szans długo utrzymać go w powietrzu.
Isaac nie musiał martwić się o Brygadzistkę: teren Stonehange był wbrew pozorom duży, a ona biegła do nich dopiero, i choć znalazła się już dość blisko, gdy pojawiły się schody, obaj mężczyźni wciąż znajdowali się pomiędzy nią, a tym, co czekało w środku. Półprzezroczysta tarcza zalśniła, stworzona przez Bagshota i poł sekundy później rozbiła się w pył, kiedy uderzyły o nią kamienie i ziemia – rozbryzły się jednak dzięki barierze na boki, nie czyniąc im krzywdy.
Zaklęcie Morpheusa uderzyło i…
…uniosło wyżej ziemię.
W pierwszej chwili mogło się wydawać, że nie trafił albo stało się coś dziwnego, w powietrzu zawisło bowiem mnóstwo kamieni i gród ziemi. Sekundę później jednak dało się dostrzec, że to wszystko porusza się nie tylko uniesione czarem Niewymownego – że ta ziemia i kamienie drżą, zbierają się razem, jakby próbowały się połączyć. Tworzyły istotę, strażnika tego miejsca, stworzonego z mocy żywiołu – prastare zaklęcie, niewątpliwie nasączone jakąś jeszcze mocą albo rytuałami, skoro przetrwało tak długo. Więcej i więcej ziemi i kamieni zaczęło się podrywać z podłoża, już nie wzniesionych jednak przez Morpheusa, nadając istocie kształt nie człowieka może, ale humanoidalny, szeroki w tym, co u mężczyzny byłoby barkami, wysoki na ponad dwa metry – i w miarę jak to się działo, jasnym było, że czar rzucony przez Longbottoma nie ma szans długo utrzymać go w powietrzu.