03.09.2024, 21:36 ✶
Patrick wzruszył ramionami. W tym geście było coś nonszalanckiego, jakby naprawdę wcale nie brał pod uwagę aż tak poważnego scenariusza. I w sumie nie brał, bo gdyby rzeczywiście śmierciożercy mieli zaatakować w mugolskiej części Londynu, na miejscu pojawiłoby się o wiele więcej ludzi, niż tylko ich dwóch (no, chyba że Thomas zdołałby dostrzec dopiero co planowany atak a oni we dwóch mieliby strasznego pecha).
Zresztą, będąc zupełnie szczerym, wcale nie podejrzewał by brat Nory próbował ich wzywać dla sportu. Czarodzieje czasem mieszali w życiu mugoli, zwłaszcza kiedy mieli do nich ułatwiony dostęp. Albo płatali im figle, czasem tragiczne w skutkach. Nie tak dawno Steward zetknął się ze sprawą czarnoksiężnika, który sprzedawał mugolom figurki Ponuraka na wyprzedażach garażowych. Z boku wyglądało to niewinnie, ale te figurki później wybuchały, niszczyły domy a jedną osobę nawet pozbawiły życia.
- Nierozsądne – skomentował uwagę Thomasa o swędzie czarnej magii. Ale to chyba oznaczało, że czarodziej, którego mieszkanie właśnie obserwowali, był wyjątkowo pewny siebie, skoro nie obawiał się krótko po jej użyciu paradować po Pokątnej. – Ale to wyjaśnia czemu wzbudził twoją uwagę. I… spokojnie, nie podejrzewam żebyś wzywał nas bez potrzeby – zaznaczył na wszelki wypadek, posyłając bratu Nory przepraszający uśmiech.
Kiwnął na słowa Erika, choć wychodziło na to, że poza zamianą mugola w papugę, w grę mógł jeszcze wchodzić nielegalny handel i Patrick wolał się nie zastanawiać czy kupowanie takiego ptaka przez czarodziei było powodowane dziwnym fetyszem czy też służyło zdobywaniem mugoli do jakichś mroczniejszych celów.
- Dobra, podchodzę tam. Zapukam, poczekam czy ktoś mi otworzy, jeśli nie to mogę spróbować z alohomorą. A jeśli i to się nie uda… to zawsze możemy sprawdzić, czy jest jakieś otwarte okno by dostać się do środka. A jak i to zawiedzie to mamy trzy tropy: pierwszy to sklep zoologiczny, drugi: mugolska policja, można tam sprawdzić, czy nie ma nic o zaginięciach w tej dzielnicy? Trzeci, już właściwie zacząłeś, Thomasie. To obserwacja. – zaryzykował, spoglądając na obydwu mężczyzn. Zawsze istniała szansa, że czarodziej wybierał jakieś konkretne osoby do transmutacji. Może pod kątem potencjalnego nabywcy? Skoro rozchodziły się na pniu, to najpewniej od początku był na nie kupiec. – Możecie podejść ze mną, ale chyba lepiej żeby ktoś został na zwiadach, tak na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że ten facet zaraz tu wróci.
O ile nie było nic do dodania, Patrick ruszył w stronę wspomnianego mieszkania. Zamrugał, starając się zwalczyć narastające w sobie przeczucie, że nie było tu nic ciekawego. Pewnie, gdyby nie słowa Thomasa i świadomość magicznych zabezpieczeń, poddałby się.
Teraz jednak przezwyciężył własne myśli i zapukał do drzwi. Raz. Drugi. Trzeci. Czwarty. Mocno, tak na wszelki wypadek, jakby w środku naprawdę miał ktoś być. A potem jeśli nikt mu nie otworzył, stanął z boku tak by nie dostrzegł go żaden mugol (jeśli podeszli z nim to po prostu poprosił ich o zasłonięcie go), wyciągnął różdżkę i wyszeptał: alohomora.
Zresztą, będąc zupełnie szczerym, wcale nie podejrzewał by brat Nory próbował ich wzywać dla sportu. Czarodzieje czasem mieszali w życiu mugoli, zwłaszcza kiedy mieli do nich ułatwiony dostęp. Albo płatali im figle, czasem tragiczne w skutkach. Nie tak dawno Steward zetknął się ze sprawą czarnoksiężnika, który sprzedawał mugolom figurki Ponuraka na wyprzedażach garażowych. Z boku wyglądało to niewinnie, ale te figurki później wybuchały, niszczyły domy a jedną osobę nawet pozbawiły życia.
- Nierozsądne – skomentował uwagę Thomasa o swędzie czarnej magii. Ale to chyba oznaczało, że czarodziej, którego mieszkanie właśnie obserwowali, był wyjątkowo pewny siebie, skoro nie obawiał się krótko po jej użyciu paradować po Pokątnej. – Ale to wyjaśnia czemu wzbudził twoją uwagę. I… spokojnie, nie podejrzewam żebyś wzywał nas bez potrzeby – zaznaczył na wszelki wypadek, posyłając bratu Nory przepraszający uśmiech.
Kiwnął na słowa Erika, choć wychodziło na to, że poza zamianą mugola w papugę, w grę mógł jeszcze wchodzić nielegalny handel i Patrick wolał się nie zastanawiać czy kupowanie takiego ptaka przez czarodziei było powodowane dziwnym fetyszem czy też służyło zdobywaniem mugoli do jakichś mroczniejszych celów.
- Dobra, podchodzę tam. Zapukam, poczekam czy ktoś mi otworzy, jeśli nie to mogę spróbować z alohomorą. A jeśli i to się nie uda… to zawsze możemy sprawdzić, czy jest jakieś otwarte okno by dostać się do środka. A jak i to zawiedzie to mamy trzy tropy: pierwszy to sklep zoologiczny, drugi: mugolska policja, można tam sprawdzić, czy nie ma nic o zaginięciach w tej dzielnicy? Trzeci, już właściwie zacząłeś, Thomasie. To obserwacja. – zaryzykował, spoglądając na obydwu mężczyzn. Zawsze istniała szansa, że czarodziej wybierał jakieś konkretne osoby do transmutacji. Może pod kątem potencjalnego nabywcy? Skoro rozchodziły się na pniu, to najpewniej od początku był na nie kupiec. – Możecie podejść ze mną, ale chyba lepiej żeby ktoś został na zwiadach, tak na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że ten facet zaraz tu wróci.
O ile nie było nic do dodania, Patrick ruszył w stronę wspomnianego mieszkania. Zamrugał, starając się zwalczyć narastające w sobie przeczucie, że nie było tu nic ciekawego. Pewnie, gdyby nie słowa Thomasa i świadomość magicznych zabezpieczeń, poddałby się.
Teraz jednak przezwyciężył własne myśli i zapukał do drzwi. Raz. Drugi. Trzeci. Czwarty. Mocno, tak na wszelki wypadek, jakby w środku naprawdę miał ktoś być. A potem jeśli nikt mu nie otworzył, stanął z boku tak by nie dostrzegł go żaden mugol (jeśli podeszli z nim to po prostu poprosił ich o zasłonięcie go), wyciągnął różdżkę i wyszeptał: alohomora.