03.09.2024, 22:30 ✶
Pierwszy pocałunek był niezgrabny, nieśmiały, pełen niepewności. Ten drugi krył w sobie coś gorącego i prawdziwego.
Dziewczyna nie spodziewała się takiej bliskości, bo cały ten wieczór był dla niej jednym wielkim chaosem. Na chwilę się rozłączyli, a potem Mona dała się pociągnąć jeszcze raz do pocałunku. Zamknęła oczy, tłumiąc westchnienie. Poczuła na ustach dotyk ust chłopaka, który był słodszy. Pewniejszy. Głodniejszy? Przez chwilę zdawało jej się, że czas przestał istnieć. To, co miało być może niezręcznym pocałunkiem, stało się czymś więcej. Kiedy Icarus przyciągnął ją bliżej, położył dłonie na jej policzkach, ona poczuła, jak cała jej niepewność zniknęła. Zastąpiło ją pragnienie, by po prostu... być bliżej niego. Nie była zdumiona tym, jak mocno reagowało ciało. Czy Icarus widział jak jej kolana miękły pod jego dotykiem?
Kiedy się od siebie odsunęli, Mona momentalnie poczuła falę paniki na widok krwi z jego nosa.
— Czy bardzo boli? Przepraszam, ja… naprawdę jedyny nos, w który dzisiaj celowałam, należał do tamtego Ślizgona. Nie twój — próbowała zażartować, ale żal ścisnął ją za serce po raz dziesiąty tego wieczoru.
Icarus krwawił przez nią. Wyciągnęła dłonie w jego stronę jeszcze raz, odsuwając jego własną. Delikatnie otarła krew z jego ust i skórę pod nosem, ale mimowolnie tylko rozmazała ją po jego twarzy. Z lekkim uśmiechem naciągnęła rękaw sukni na palce, a potem z większą uwagą zaczęła delikatnie ocierać jego skórę. Druga ręka nieświadomie powędrowała ku jego policzkowi.
— Krwawisz przeze mnie, a pierwsze o co pytasz, to czy chcę z tobą chodzić? — powiedziała miękko, nie wiedząc, czy powinna bardziej przejmować się jego krwawiącym nosem, czy tym, co się między nimi właśnie wydarzyło. Szybko troska o niego wygrała. — Powinniśmy pójść do skrzydła szpitalnego, Icarusie.
Spojrzała na niego jeszcze raz, odsuwając się odrobinę. A kiedy do jej głowy przyszedł pewien pomysł, na jej twarzy rozkwitł uśmiech.
— Tak, chciałabym być twoją dziewczyną — nachyliła się lekko w jego stronę, jakby chciała podkreślić powagę sytuacji, choć jej głosu był wesoły. — Ale pod jednym warunkiem. Musisz przejrzeć każde wydanie, jakie kiedykolwiek zostało opublikowane o dragonbornach. Dopiero wtedy możemy to oficjalnie przypieczętować. Co ty na to?
Jej oczy iskrzyły od rozbawienia. Starała się rozładować sytuację żartem, ale prawda była taka, że nawet nie myślała o tym, żeby się wycofać. Mona powoli zaczęła go ciągnąć do pielęgniarki, nie czekając na odpowiedź.
Dziewczyna nie spodziewała się takiej bliskości, bo cały ten wieczór był dla niej jednym wielkim chaosem. Na chwilę się rozłączyli, a potem Mona dała się pociągnąć jeszcze raz do pocałunku. Zamknęła oczy, tłumiąc westchnienie. Poczuła na ustach dotyk ust chłopaka, który był słodszy. Pewniejszy. Głodniejszy? Przez chwilę zdawało jej się, że czas przestał istnieć. To, co miało być może niezręcznym pocałunkiem, stało się czymś więcej. Kiedy Icarus przyciągnął ją bliżej, położył dłonie na jej policzkach, ona poczuła, jak cała jej niepewność zniknęła. Zastąpiło ją pragnienie, by po prostu... być bliżej niego. Nie była zdumiona tym, jak mocno reagowało ciało. Czy Icarus widział jak jej kolana miękły pod jego dotykiem?
Kiedy się od siebie odsunęli, Mona momentalnie poczuła falę paniki na widok krwi z jego nosa.
— Czy bardzo boli? Przepraszam, ja… naprawdę jedyny nos, w który dzisiaj celowałam, należał do tamtego Ślizgona. Nie twój — próbowała zażartować, ale żal ścisnął ją za serce po raz dziesiąty tego wieczoru.
Icarus krwawił przez nią. Wyciągnęła dłonie w jego stronę jeszcze raz, odsuwając jego własną. Delikatnie otarła krew z jego ust i skórę pod nosem, ale mimowolnie tylko rozmazała ją po jego twarzy. Z lekkim uśmiechem naciągnęła rękaw sukni na palce, a potem z większą uwagą zaczęła delikatnie ocierać jego skórę. Druga ręka nieświadomie powędrowała ku jego policzkowi.
— Krwawisz przeze mnie, a pierwsze o co pytasz, to czy chcę z tobą chodzić? — powiedziała miękko, nie wiedząc, czy powinna bardziej przejmować się jego krwawiącym nosem, czy tym, co się między nimi właśnie wydarzyło. Szybko troska o niego wygrała. — Powinniśmy pójść do skrzydła szpitalnego, Icarusie.
Spojrzała na niego jeszcze raz, odsuwając się odrobinę. A kiedy do jej głowy przyszedł pewien pomysł, na jej twarzy rozkwitł uśmiech.
— Tak, chciałabym być twoją dziewczyną — nachyliła się lekko w jego stronę, jakby chciała podkreślić powagę sytuacji, choć jej głosu był wesoły. — Ale pod jednym warunkiem. Musisz przejrzeć każde wydanie, jakie kiedykolwiek zostało opublikowane o dragonbornach. Dopiero wtedy możemy to oficjalnie przypieczętować. Co ty na to?
Jej oczy iskrzyły od rozbawienia. Starała się rozładować sytuację żartem, ale prawda była taka, że nawet nie myślała o tym, żeby się wycofać. Mona powoli zaczęła go ciągnąć do pielęgniarki, nie czekając na odpowiedź.