15.01.2023, 13:24 ✶
Pewnie wyglądała na taką, która lubiła szachy i te wszystkie umysłowe łamigłówki – sztywniara z koszulą zapiętą pod samą szyję i wsadzoną schludnie w spodnie. Bo tak zazwyczaj wyglądała w pracy, w tym całym mundurze, marynarce, spodniach. Włosy do pracy też spinała. I prezentowała się tam zupełnie inaczej niż teraz, choć nadal musiała z daleka krzyczeć: schludna sztywniara, w tej swojej nienagannej sukience. W tym wypadku pozory nie myliły, bo rzeczywiście lubiła te sztywniarskie zajęcia, ale to głównie dlatego, że lubiła gimnastykę umysłową. Lubiła się sprawdzać. Na tym polegała ambicja, która prowadziła ją przez całe życie.
- Sama na siebie? Nie, nie grałam – uniosła wyżej jedną brew. - A może chciałbyś, żebym cię nauczyła? – to tak… przy okazji. Nie dlatego, żeby wymigać się od zachcianek tego wieczoru. Westchnęła niemalże ciężko. - Przy stole jak ludzie czy na podłodze jak… nie wiem – jak nie wiem. Zazwyczaj grała przy stole. Ale dzisiaj już pokazała mu, że wcale nie musi przy stole siedzieć – mogła się wyłożyć wygodnie na podłodze, tam było na to zdecydowanie więcej miejsca. A przynajmniej w tym saloniku, w którym się właśnie znajdowali, odcięci od reszty domowników. Cokolwiek Sauriel wybrał, Victoria rozłożyła szachy, a właściwie figury szachowe same ustawiły się na miejsce. Po chwili zastanowienia ustawiła szachownicę tak, żeby czarne były po stronie Sauriela. Nie dlatego, że mu żałowała zaczynania, a dlatego, że pewnie będzie piszczał, że to on to będzie grać czarnymi! No, tak więc… mogli zacząć grę. Co zdecydowanie nie mogło być dla Victorii proste bo będzie musiała go poprawiać. Sugerować gdzie ma się ruszyć, żeby JĄ SAMĄ ZAŁATWIĆ. Na brodę Merlina. Naprawdę długo musiał obmyślać tę swoją listę rzeczy na dzisiaj.
- Skoczek na H3, Sauriel. Skoczek na H3 – byli już przy końcu tej partii i Victoria była bliska masowania sobie skroni. - Musisz ruszyć skoczka. Wtedy moja królowa go sprzątnie, a to ci zrobi miejsce na zamatowanie mojego króla, rozumiesz?
- Sama na siebie? Nie, nie grałam – uniosła wyżej jedną brew. - A może chciałbyś, żebym cię nauczyła? – to tak… przy okazji. Nie dlatego, żeby wymigać się od zachcianek tego wieczoru. Westchnęła niemalże ciężko. - Przy stole jak ludzie czy na podłodze jak… nie wiem – jak nie wiem. Zazwyczaj grała przy stole. Ale dzisiaj już pokazała mu, że wcale nie musi przy stole siedzieć – mogła się wyłożyć wygodnie na podłodze, tam było na to zdecydowanie więcej miejsca. A przynajmniej w tym saloniku, w którym się właśnie znajdowali, odcięci od reszty domowników. Cokolwiek Sauriel wybrał, Victoria rozłożyła szachy, a właściwie figury szachowe same ustawiły się na miejsce. Po chwili zastanowienia ustawiła szachownicę tak, żeby czarne były po stronie Sauriela. Nie dlatego, że mu żałowała zaczynania, a dlatego, że pewnie będzie piszczał, że to on to będzie grać czarnymi! No, tak więc… mogli zacząć grę. Co zdecydowanie nie mogło być dla Victorii proste bo będzie musiała go poprawiać. Sugerować gdzie ma się ruszyć, żeby JĄ SAMĄ ZAŁATWIĆ. Na brodę Merlina. Naprawdę długo musiał obmyślać tę swoją listę rzeczy na dzisiaj.
- Skoczek na H3, Sauriel. Skoczek na H3 – byli już przy końcu tej partii i Victoria była bliska masowania sobie skroni. - Musisz ruszyć skoczka. Wtedy moja królowa go sprzątnie, a to ci zrobi miejsce na zamatowanie mojego króla, rozumiesz?