04.09.2024, 04:41 ✶
W życiu Atreusa bardzo rzadko zdarzały się takie momenty, kiedy nie wiedział co ze sobą zrobić. No dobrze, może nie do końca, bo zwykle kiedy faktycznie coś takiego się działo, to robił wtedy cokolwiek - najczęściej bijąc pięścią na oślep albo głową w mur, to drugie na całe szczęście w tym metaforycznym sensie. Co jednak było już bardziej nietypowe, to kiedy nie następowała ta najbardziej oczekiwana reakcja, kiedy dochodziło do impasu; nie bił, nie krzyczał, tylko stał i patrzył. Tak samo jak teraz zastygł, wbijając w gówniarza zaskoczone spojrzenie, skutecznie pozbawiony przez moment możliwości odezwania się.
Co on właściwie powiedział?
Bulstrode miał wrażenie, że się chyba właśnie przesłyszał, ale im dłużej się nad tym zastanawiał, tym pewniejszy był, że dzieciak go właśnie głośno i wyraźnie oskarżył o chęć obnażania się przed nieletnim. Odwrócił twarz w stronę Erika, kiedy ten znalazł się obok i przez moment wyglądał jak sarna, która znalazła się na drodze akurat wtedy, kiedy zza zakrętu wyskoczył na nią samochód. Otworzył usta, a potem je zamknął. I powtórzył to jeszcze parę razy.
Łeb mu ukręcę. Pojawiło się nagle w jego głowie, jasno i wyraźnie, napisane na czerwono i podkreślone trzy razy. Nie musiał się rozglądać, żeby poczuć na sobie zniesmaczone spojrzenia najbliższej widowni, która do tej pory albo zajmowała się własnymi sprawami, albo z umiarkowanym zainteresowaniem przyglądała się jak radzi sobie pan Mulpepper ze zrujnowaną apteką.
Dziecku jednak ukręcić głowy nie dał rady, albo chociaż się do niego odezwać, bo z podwórka kamienicy wychynął na nich jakiś wysoki typ z przeklętą mordą i obrzucił jego i Erika zirytowanym spojrzeniem. Przez moment wyraźnie przeskakiwał spojrzeniem między nimi, aż wreszcie zatrzymał je na Longbottomie.
- Ty zwyrolu. Dzieciaki będziesz macał? - zacharczał w jego stronę, głosem przepalonym od alkoholu i fajek wątpliwej jakości. Nie czekał też w sumie na odpowiedź, bo zaraz zacisnął pięść i zamachnął się, najwyraźniej absolutnie niezainteresowany fakt, że stali przed nim funkcjonariusze.
Co on właściwie powiedział?
Bulstrode miał wrażenie, że się chyba właśnie przesłyszał, ale im dłużej się nad tym zastanawiał, tym pewniejszy był, że dzieciak go właśnie głośno i wyraźnie oskarżył o chęć obnażania się przed nieletnim. Odwrócił twarz w stronę Erika, kiedy ten znalazł się obok i przez moment wyglądał jak sarna, która znalazła się na drodze akurat wtedy, kiedy zza zakrętu wyskoczył na nią samochód. Otworzył usta, a potem je zamknął. I powtórzył to jeszcze parę razy.
Łeb mu ukręcę. Pojawiło się nagle w jego głowie, jasno i wyraźnie, napisane na czerwono i podkreślone trzy razy. Nie musiał się rozglądać, żeby poczuć na sobie zniesmaczone spojrzenia najbliższej widowni, która do tej pory albo zajmowała się własnymi sprawami, albo z umiarkowanym zainteresowaniem przyglądała się jak radzi sobie pan Mulpepper ze zrujnowaną apteką.
Dziecku jednak ukręcić głowy nie dał rady, albo chociaż się do niego odezwać, bo z podwórka kamienicy wychynął na nich jakiś wysoki typ z przeklętą mordą i obrzucił jego i Erika zirytowanym spojrzeniem. Przez moment wyraźnie przeskakiwał spojrzeniem między nimi, aż wreszcie zatrzymał je na Longbottomie.
- Ty zwyrolu. Dzieciaki będziesz macał? - zacharczał w jego stronę, głosem przepalonym od alkoholu i fajek wątpliwej jakości. Nie czekał też w sumie na odpowiedź, bo zaraz zacisnął pięść i zamachnął się, najwyraźniej absolutnie niezainteresowany fakt, że stali przed nim funkcjonariusze.
[klik]