– Jak dla mnie, to jest całkiem ciemno – powiedziała z sarkazmem, ale ta rozmowa nie odbiegała od rozmówek jakie ze sobą prowadzili przez latam Ginewra potrafiła być tak poważna, jak lubiła wciskać kij w mrowisko, niejednokrotnie prowokując chociażby Letę, gdy zaczęła już jakiś temat, przepadała za droczeniem się. – A może Robert Winter nigdy nie istniał? Może to wyimaginowany krewny, żeby być przykrywką – dołączyła do tych rozmyślań, wpatrując się w ciemność niewielkiego tunelu, ale nawet z kocimi oczami nie widziała tam niczego nadzwyczajnego, ot wąskie przejście. Nikt pewnie nie przewidział, że ktoś w ogóle włamie się do tego grobowca, a nawet jeśli, to że będzie sprawdzać sarkofagi jakichś przypadkowych zmarłych. Ale oto byli, patrząc w ciemność – ta jednak nie odpowiadała swoim spojrzeniem.
– Ha, nie oczekuj! – powtórzyła za nim i uśmiechnęła się wyzywająco. – Bycie dżentelmenem to ostatnie o co bym cię podejrzewała – dodała, patrząc jak Cathal gramoli się do środka z pewnym zainteresowaniem, bo to zawsze był zabawny widok: wielki chłop, małe przejście, dużo przekleństw. A byłoby prościej gdyby jej zaufał, żeby go odrobinę tymczasowo zmniejszyła, ale nie! Faceci mieli ten swój idiotyczny kompleks wielkości, przy którym miała ochotę wywracać oczami. – Lubię jak jesteś chamem – stwierdziła po prostu, czekając aż wciśnie się do tunelu na tyle, by i dla niej w końcu było miejsce. I była to prawda: lubiła to w nim, uważała to za całkowicie odświeżające, bez tych wymuszonych tańców wokół ludzi, uważania na słowa i tak dalej. Lubiła tę bezpośredniość.
A potem bardzo pokazowo znowu zmieniła się z kota i jak gdyby nigdy nic wlazła w przejście zaraz za nim. Ona słuchała jakich rosyjskich… chyba przekleństw, a on mógł słyszeć odbijający się od kamiennych ścian koci pomruk, bo Ginny mruczała – bawiła się całkiem nieźle idąc ślimaczym tempem za stękającym Cathalem.
Wyszła zaraz za nim i od razu się odmieniła się, niemalże pokazowo, bo ona ani trochę nie zmęczyła się tym małym spacerkiem w dół ciasnym i zajebiście niewygodnym dla Shafiqa przejściem, i kiedy on rozmasowywał kark, zakręciła w powietrzu swoją różdżką.
– Następnym razem po prostu zamienię cię w kociaka i przeniosę w zębach, jak na niegrzecznego chłopca przystało – czy była to groźba? Raczej taka bez pokrycia, bo Ginewra była w sobie zaskakująco wiele poszanowania do granic drugiego człowieka, tak długo, jak nie wchodziło to na sprawy medyczne, nie mogła sobie po prostu odmówić pozaczepiania Cala. – Założę się, że gdybym rozumiała chociaż słowo z tego co tam gadałeś pod nosem, to zwiędły by mi uszy – dodała i w końcu dała mu spokój, bo rozejrzała się po miejscu, w którym się znaleźli. – Taa, tak to wygląda. Strasznie dużo zachodu, typ miał chyba sporo do ukrycia – stwierdziła i oparła jedną dłoń na biodrze. Rzuciłaby zaklęcia rozpraszania na dobry początek, ale doskonale wiedziała, że nie jest w nich żadnym asem. Po prostu rozglądała się, szukając czegokolwiek, co przykuwałoby uwagę.
Percepcja
Akcja nieudana
Akcja nieudana