04.09.2024, 11:51 ✶
– Jeżeli nie zrozumieją w swoim ojczystym języku, w takich chwilach pozostaje uciec się do bardziej uniwersalnej mowy przemocy – odparła Charlotte. Wprawdzie nie była wyćwiczona w walce wręcz, a i doskonale wiedziała, że jak już sięga się po różdżkę, sytuacja może łatwo eskalować… ale uważała, że jak ktoś nie rozumiał słowa „nie”, to już sam eskalował sytuację i pora sięgać po drastyczne środki.
– Ależ nie smęcę, Jessie – roześmiała się Charlotte, bo zaiste, nie należała do osób, które traciłyby czas na smucenie się czymkolwiek. Zdawało się, że jest niczym Mała Mi z pewnej mugolskiej bajki: mogła być albo zła, albo wesoła, nie chciała i nie umiała być smutna, a przynajmniej nie dłużej niż parę chwilę. – W tej chwili rozważam, czy zjeść jeszcze parę tych makaroników, czy raczej zdecydować się na ciasteczka – przyznała, spoglądając mu w oczy z rozbawieniem. Och, chętnie by poznała synową, ale i ani trochę się jej do tego nie spieszyło. Zresztą, gdyby postanowił mieć partnera, to jakoś by to zaakceptowała, przyjaźń z Anthonym dawno nauczyła ją pewnej tolerancji, chociaż pewnie wtedy trzymałaby jakoś tak odrobinę dystansu – nikt w końcu nie mówił, że Charotte Kelly była miłą osobą. Doskonale potrafiła taką udawać, ale to coś zupełnie innego.
Z pewnym rozbawieniem patrzyła, jak jej syn trafia do grona osób pociągniętych do łapania muszki – a potem zabrała się ostatecznie i za makaroniki, i za ciasteczka, i za maliny z bitą śmietaną, podsuwając je także synowi. Wypiła trochę szampana i trochę wina, i nawet zatańczyła z jednym z tych mniej pijanych wujków, a Jasperowi zasugerowała, że może zaprosiłby na parkiet o, tę dziewczynę, co tam podpiera biedna ścianę. (Charlotte, w zależności od nastroju, czasem takimi pogardzała, że brak im pewności siebie i obycia, aby dobrze się bawić, czasem zaś czuła do nich odrobinę współczucia – tyle, na ile było ją stać. A dziś te maliny były słodkie, bita śmietana doskonała i wprawiło to panią Kelly w dobry nastrój.)
Minęła ponad godzina, odkąd ich tutaj zaciągnięto, gdy po rozejrzeniu się po gościach, coraz bardziej upojonych alkoholem uznała, że pora się zbierać – zwłaszcza, że i jej zaczynało szumieć w głowie.
– To co? Zbieramy się? – spytała, zgarniając jeszcze kawałek ciasta i żałując szczerze, że nie bardzo miała jak zabrać go więcej.
– Ależ nie smęcę, Jessie – roześmiała się Charlotte, bo zaiste, nie należała do osób, które traciłyby czas na smucenie się czymkolwiek. Zdawało się, że jest niczym Mała Mi z pewnej mugolskiej bajki: mogła być albo zła, albo wesoła, nie chciała i nie umiała być smutna, a przynajmniej nie dłużej niż parę chwilę. – W tej chwili rozważam, czy zjeść jeszcze parę tych makaroników, czy raczej zdecydować się na ciasteczka – przyznała, spoglądając mu w oczy z rozbawieniem. Och, chętnie by poznała synową, ale i ani trochę się jej do tego nie spieszyło. Zresztą, gdyby postanowił mieć partnera, to jakoś by to zaakceptowała, przyjaźń z Anthonym dawno nauczyła ją pewnej tolerancji, chociaż pewnie wtedy trzymałaby jakoś tak odrobinę dystansu – nikt w końcu nie mówił, że Charotte Kelly była miłą osobą. Doskonale potrafiła taką udawać, ale to coś zupełnie innego.
Z pewnym rozbawieniem patrzyła, jak jej syn trafia do grona osób pociągniętych do łapania muszki – a potem zabrała się ostatecznie i za makaroniki, i za ciasteczka, i za maliny z bitą śmietaną, podsuwając je także synowi. Wypiła trochę szampana i trochę wina, i nawet zatańczyła z jednym z tych mniej pijanych wujków, a Jasperowi zasugerowała, że może zaprosiłby na parkiet o, tę dziewczynę, co tam podpiera biedna ścianę. (Charlotte, w zależności od nastroju, czasem takimi pogardzała, że brak im pewności siebie i obycia, aby dobrze się bawić, czasem zaś czuła do nich odrobinę współczucia – tyle, na ile było ją stać. A dziś te maliny były słodkie, bita śmietana doskonała i wprawiło to panią Kelly w dobry nastrój.)
Minęła ponad godzina, odkąd ich tutaj zaciągnięto, gdy po rozejrzeniu się po gościach, coraz bardziej upojonych alkoholem uznała, że pora się zbierać – zwłaszcza, że i jej zaczynało szumieć w głowie.
– To co? Zbieramy się? – spytała, zgarniając jeszcze kawałek ciasta i żałując szczerze, że nie bardzo miała jak zabrać go więcej.