04.09.2024, 15:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2024, 15:57 przez Icarus Prewett.)
Icarus nie do końca rozumiał, co się działo. To już była zupełnia szamotanina, czysty chaos. Miał w gardle i w nosie słoną wodę, był wymarznięty i przerażony. Teraz liczyło się tylko, żeby przeżyć. To był bardzo podstawowy instynkt, co sprawiało, że chociaż przez chwilę nie myślał o ojcu. Było w tym wszystkim coś paradoksalnie oczyszczającego.
Wreszcie fale wyrzuciło na brzeg jego i nieznajomą czarownicę. Icarus zakrztusił się morską wodą i dopiero poczuł, w jakim naprawdę był stanie. I – co to ważniejsze – to, jakie miał niesamowite szczęście. Powoli trafiało do niego, że znalazł się przed chwilą w sytuacji granicznej. Prawie umarł i co gorsza, był wtedy na to chętny. Czy to był tylko syreni śpiew? A może Icarus chciał jej ulec? Jak źle z nim było?
Podniósł się z trudem i spojrzał na nieznajomą czarownicę. Uratowała go, choć mogła go zostawić. Tak jakby to było dla niej coś oczywistego.
– Ja... dziękuję. Uratowałaś mi życie – rzekł zachrypniętym głosem. – Czy mogę... jakoś się odwdzięczyć? Mam pieniądze... Znaczy... moja rodzina ma.
Trudno było mu formułować zdania. Tak jakby woda morska zalała mu i umysł. Jednak miał na tyle rozumu, by odsunąć się od zalewających brzeg fal. Jeszcze by syrena złapała go za nogę i spróbowała wciągnąć z powrotem do wody. Poza tym, już wystarczyło mu na dziś (i następne kilka miesięcy) kąpieli w zimnej wodzie. Ubranie lepiło się do niego i drżał z wyziębienia. Wiedział, że kolejne dni spędzi pod pierzyną, z gorączką, bolącym gardłem i kaszlem. A Basil będzie go pewnie wypytywał o to, co się stało. Icarus spodziewał się długiego wykładu od brata, o tym, że wskakiwanie do wody za syrenim śpiewem było złe dla zdrowia.
Wreszcie fale wyrzuciło na brzeg jego i nieznajomą czarownicę. Icarus zakrztusił się morską wodą i dopiero poczuł, w jakim naprawdę był stanie. I – co to ważniejsze – to, jakie miał niesamowite szczęście. Powoli trafiało do niego, że znalazł się przed chwilą w sytuacji granicznej. Prawie umarł i co gorsza, był wtedy na to chętny. Czy to był tylko syreni śpiew? A może Icarus chciał jej ulec? Jak źle z nim było?
Podniósł się z trudem i spojrzał na nieznajomą czarownicę. Uratowała go, choć mogła go zostawić. Tak jakby to było dla niej coś oczywistego.
– Ja... dziękuję. Uratowałaś mi życie – rzekł zachrypniętym głosem. – Czy mogę... jakoś się odwdzięczyć? Mam pieniądze... Znaczy... moja rodzina ma.
Trudno było mu formułować zdania. Tak jakby woda morska zalała mu i umysł. Jednak miał na tyle rozumu, by odsunąć się od zalewających brzeg fal. Jeszcze by syrena złapała go za nogę i spróbowała wciągnąć z powrotem do wody. Poza tym, już wystarczyło mu na dziś (i następne kilka miesięcy) kąpieli w zimnej wodzie. Ubranie lepiło się do niego i drżał z wyziębienia. Wiedział, że kolejne dni spędzi pod pierzyną, z gorączką, bolącym gardłem i kaszlem. A Basil będzie go pewnie wypytywał o to, co się stało. Icarus spodziewał się długiego wykładu od brata, o tym, że wskakiwanie do wody za syrenim śpiewem było złe dla zdrowia.