04.09.2024, 16:19 ✶
Nie pomyślałby, że praca w Mungu zamieni go w starą plotkarę, ale lubił posłuchać wydarzeń z innych oddziałów. Czuł się co prawda jak złośliwa starsza pani przypominająca sępa, ale nauczył się z tym żyć. Miło było posłuchać, że nie tylko ich oddział miewał absurdalne przypadki. Nie życzył ich Basiliusowi, ale skoro się wydarzyły to nie miał nic przeciwko plotkom i wymianie kilku narzekań. Szczególnie, że żaden inny oddział nie był tak interesujący jak urazy pozaklęciowe i klątwy.
- A masz pewność, że była jakakolwiek synowa? Znając te wasze klątwy, może mówiła do młodszej siebie albo uroiła sobie syna i synową - Zażartował bez energii, mieszając herbatę czubkiem palca, bo nie wziął łyżeczki. Ani nie dosypał tam cukru, prawdę mówiąc. Nie lubił herbaty z cukrem. Czuł natarczywą potrzebę oparzenia się w palec, bo wtedy czułby, że nie zasypia. Odwlekał moment pójścia w ślady kolegi i skuszenia się na kawę. Tak dobrze pachniała, ale herbata też była niczego sobie.
- Ciekawe jak zareaguje, kiedy ktoś mu powie, że wszystkie leki są zielone na pewnym etapie - skwitował z przekąsem. Przecież niemal do wszystkiego wykorzystywano składniki roślinne, które były (uwaga, uwaga) zielone. Niektóre bardziej a inne mniej, ale wszystkie miały coś zielonego. Nawet płatki kwiatów były wcześniej przytwierdzone do zielonych łodyżek albo brązowych gałązek i zielonych listków. Poza tym był zdania, że niektóre zielone leki były lepsze od innych, ale takich nie podawali w szpitalu. A szkoda, bo może pomogłyby na najgorsze przypadki.
- No tak - odchrząknął. Przymknął oczy i pomasował skronie. Już po wyrazie twarzy nie musiał mówić, że temat odwiedzin na oddziałach był mu znany.
To byli jego ludzie. Jeszcze nie wiedział, kto dokładnie, ale miał zamiar się dowiedzieć. Podczas tego dyżuru był najstarszym doświadczeniem uzdrowicielem, więc nie mógł tego zostawić. Wyrozumiale dał im chwilę na przegadanie tego, co się stało. Liczył na to, że winni stażyści dobrowolnie dotrą do wspólnej wersji wydarzeń. Tak byłoby łatwiej. Był skłonny zaakceptować jedno wyznanie winy, nałożyć konsekwencję na tego ochotnika i zamknąć temat. Jeszcze nie wiedział, czym mógłby nagrodzić empatię winnego bądź winnej, ale planował to zrobić na bieżąco.
Na tę chwilę przeszedł mu największy gniew, więc kara mogłaby być gładka, gdyby nie to, że był pewien, że znalezienie odpowiedzialnego nie miało pójść łatwo. Najświeższe roczniki stażystów miały ewidentne problemy z braniem odpowiedzialności. To zawsze były okoliczności zewnętrzne a nigdy ich wina. Powoli zaczynał dopuszczać okoliczność oblania kogoś na pokaz, żeby przywrócić równowagę sił. Mało kto musiał odbywać wydłużony staż. Zazwyczaj nie trzeba było podejmować takich skrajnych decyzji, ale tym razem musieli to rozważyć. Szczególnie, że mleko rozlało się poza ich oddział.
- Niemal próbowali wepchać się na nocowanki - westchnął ciężko. Czy musiał coś dodawać? Może też powinien skorzystać z kawy, bo herbata nie robiła nic prócz tego, że poparzyła mu podniebienie. Nie był w formie.
- Pewnie masz rację. Warto byłoby wykazać się większą finezją, ale przysięgam, że tych tam najchętniej zamieniłbym w dodatkowe łóżka - powiedział nie kryjąc, że pod żartami skryła się niema groźba. Niektórzy byli tak oporni na wiedzę, że nie próbowali postawić się na miejscu medyków i pacjentów w szpitalu. Oni potrzebowali spokoju. Co gorsza, bywało, że tacy ludzie zostawali tymi niechlubnymi stażystami I działy się takie rzeczy jak ten wieczór.
- Daj mi znać, jeżeli wpadniesz na coś godnego rozważenia - zażartował. A może nie żartował? Sam nie wiedział. - Ja jestem zbyt wyrwany z butów a jeszcze muszę nagrodzić naszych gwiazdorów - zabrzmiał bardziej niezadowolenie niż groźnie, ale to były pozory. Ich dobre serduszka z oddziału zasługiwały na wszystkie wymyślne zemsty za tę dodatkową pracę. Szczególnie, że narobiły to również Prewettowi i jego zespołowi a kto wie, komu jeszcze.
- A masz pewność, że była jakakolwiek synowa? Znając te wasze klątwy, może mówiła do młodszej siebie albo uroiła sobie syna i synową - Zażartował bez energii, mieszając herbatę czubkiem palca, bo nie wziął łyżeczki. Ani nie dosypał tam cukru, prawdę mówiąc. Nie lubił herbaty z cukrem. Czuł natarczywą potrzebę oparzenia się w palec, bo wtedy czułby, że nie zasypia. Odwlekał moment pójścia w ślady kolegi i skuszenia się na kawę. Tak dobrze pachniała, ale herbata też była niczego sobie.
- Ciekawe jak zareaguje, kiedy ktoś mu powie, że wszystkie leki są zielone na pewnym etapie - skwitował z przekąsem. Przecież niemal do wszystkiego wykorzystywano składniki roślinne, które były (uwaga, uwaga) zielone. Niektóre bardziej a inne mniej, ale wszystkie miały coś zielonego. Nawet płatki kwiatów były wcześniej przytwierdzone do zielonych łodyżek albo brązowych gałązek i zielonych listków. Poza tym był zdania, że niektóre zielone leki były lepsze od innych, ale takich nie podawali w szpitalu. A szkoda, bo może pomogłyby na najgorsze przypadki.
- No tak - odchrząknął. Przymknął oczy i pomasował skronie. Już po wyrazie twarzy nie musiał mówić, że temat odwiedzin na oddziałach był mu znany.
To byli jego ludzie. Jeszcze nie wiedział, kto dokładnie, ale miał zamiar się dowiedzieć. Podczas tego dyżuru był najstarszym doświadczeniem uzdrowicielem, więc nie mógł tego zostawić. Wyrozumiale dał im chwilę na przegadanie tego, co się stało. Liczył na to, że winni stażyści dobrowolnie dotrą do wspólnej wersji wydarzeń. Tak byłoby łatwiej. Był skłonny zaakceptować jedno wyznanie winy, nałożyć konsekwencję na tego ochotnika i zamknąć temat. Jeszcze nie wiedział, czym mógłby nagrodzić empatię winnego bądź winnej, ale planował to zrobić na bieżąco.
Na tę chwilę przeszedł mu największy gniew, więc kara mogłaby być gładka, gdyby nie to, że był pewien, że znalezienie odpowiedzialnego nie miało pójść łatwo. Najświeższe roczniki stażystów miały ewidentne problemy z braniem odpowiedzialności. To zawsze były okoliczności zewnętrzne a nigdy ich wina. Powoli zaczynał dopuszczać okoliczność oblania kogoś na pokaz, żeby przywrócić równowagę sił. Mało kto musiał odbywać wydłużony staż. Zazwyczaj nie trzeba było podejmować takich skrajnych decyzji, ale tym razem musieli to rozważyć. Szczególnie, że mleko rozlało się poza ich oddział.
- Niemal próbowali wepchać się na nocowanki - westchnął ciężko. Czy musiał coś dodawać? Może też powinien skorzystać z kawy, bo herbata nie robiła nic prócz tego, że poparzyła mu podniebienie. Nie był w formie.
- Pewnie masz rację. Warto byłoby wykazać się większą finezją, ale przysięgam, że tych tam najchętniej zamieniłbym w dodatkowe łóżka - powiedział nie kryjąc, że pod żartami skryła się niema groźba. Niektórzy byli tak oporni na wiedzę, że nie próbowali postawić się na miejscu medyków i pacjentów w szpitalu. Oni potrzebowali spokoju. Co gorsza, bywało, że tacy ludzie zostawali tymi niechlubnymi stażystami I działy się takie rzeczy jak ten wieczór.
- Daj mi znać, jeżeli wpadniesz na coś godnego rozważenia - zażartował. A może nie żartował? Sam nie wiedział. - Ja jestem zbyt wyrwany z butów a jeszcze muszę nagrodzić naszych gwiazdorów - zabrzmiał bardziej niezadowolenie niż groźnie, ale to były pozory. Ich dobre serduszka z oddziału zasługiwały na wszystkie wymyślne zemsty za tę dodatkową pracę. Szczególnie, że narobiły to również Prewettowi i jego zespołowi a kto wie, komu jeszcze.