-Yhym... A nie bałabyś się, połamać paznokci? Ty w ogóle umiesz się bić? - zaśmiał się, bo przecież zdzielenie kogoś gazetą po uchu nie było formą "przemocy", która byłaby dobrym rozwiązaniem.
A najczęściej nie była po prostu dobrym pomysłem, bo najczęściej twoim przeciwnikiem był dwa razy większy od ciebie paker, a jeśli był to chuderlak, to zaraz rzuci się na ciebie całe stado jego przyjaciół. I tak źle i tak niedobrze. Poza tym nie wyobrażał sobie swojej matki, rozpoczynającej bójkę i bardziej spodziewał się usłyszeć w odpowiedzi "Od tego mam przecież ciebie". No i jak tu nie kochać tej mamy Kelly?
-Spróbuj ciasteczek. Tych chyba jeszcze nie jadłaś - i sięgnął po wspomniane słodycze, ustawione na stole trochę dalej, niż te słodkości, którymi raczyli się do tej pory.
Charlotte mogła trzymać gdzieś w sobie nutkę nadziei, że kiedyś jej najstarszy syn przedstawi jej dziewczynę, która miałaby zostać jej synową, ale na to będzie musiała jeszcze trochę poczekać. Może nawet trochę dłużej niż "trochę". Istniała niewielka szansa, że kiedyś przedstawi matce partnera, ale istniała równie niewielka szansa, że nie przedstawi nikogo, bo nie będzie miał kogo przedstawiać. Wszystko było możliwe.
Jasper musiał przyznać, że wesele, na które zostali zaciągnięci (w sumie bardziej jego mama, a on po prostu poszedł za nią, żeby jej pilnować) nie było takie złe. Jedzenie było pyszne, a Jessie nawet dołączył do czynnej zabawy. I kiedy jego mama poszła na parkiet z jednym z mniej pijanych wujków, on zaprosił do tańca tę dziewczynę, która podpierała ścianę. Była całkiem ładna i nawet miła, gdy wymienili między sobą kilka zdań.
I może w sumie nawet zostałby trochę dłużej (te makaroniki naprawdę były pyszne), ale powoli zaczynał tęsknić za swoim łóżkiem. No i musiał jeszcze zająć się Benjim.
-Zbieramy się - odpowiedział z uśmiechem i owinął w dwie chusteczki kilka makaroników, dwie pudrowe róże i kilka ciastek dla rodzeństwa.
Niestety, za dużo wziąć nie mógł, bo nie miał w co, ale przynajmniej nie wrócą do domu z pustymi rękami. Życzyli jeszcze parze młodej szczęśliwego pożycia i wreszcie opuścili lokal, żegnając się jeszcze z tymi gośćmi, którzy zwrócili na nich uwagę i życzyli dobrej nocy.
A jednak nikt się nie zorientował.