15.01.2023, 14:29 ✶
Nie musiał mieć żadnego wyobrażenia, bo sam należał do rodziny czystej krwi i siedział w tym od dziecka. Widział więc dokładnie na czym to polega. Jakie tu mają zainteresowania i z czym to wszystko się je. Tak, lubiła, ba! kochała kwiaty. Ale lubiła też inne rzeczy, na przykład warzyć eliksiry. Lubiła tę precyzję, lubiła sam proces. Ojciec zawsze ją do tego zachęcał kiedy zauważył, że mała Victoria lubiła się przyglądać jak on pracuje. TO robiły rodziny czystokrwistych, tak oprócz tego co tam sobie w głowie widział na ten temat Sauriel.
- To już zauważyłam. Zdolny ale leniwy. Mógłbyś osiągnąć co tylko zechcesz, gdyby tylko ci się zachciało – i gdyby mu pozwolono, rzecz jasna. A pewnie był leniwy, bo chciał nie tego, co mógł mieć, tylko tego, czego nie mógł. I tak, to był komplement – że nie uważała go za kompletnego tłuka, którego najchętniej by udusiła i zakopała pod rabatkami. Mimo wszystko posłała Saurielowi lekki uśmiech, nim skupiła się na grze. Bo faktycznie nie był tragiczny. To teraz wychodziło – był naprawdę bystry… tylko był tak leniwy, że łatwiej było mu udawać skończonego debila, bo wtedy nikt nic od niego nie chciał i nikt nie zawracał mu gitary. - Nie było. Przecież są ciekawsze rzeczy niż gra w szachy – zwykle się ludziom nudzi prędko. ALbo i nie, ale to nie ten wiek po prostu.
Była bliska wywrócenia oczami, na szczęście Sauriel usłuchał. Jego skoczek ustawił się na właściwe miejsce i wtedy ona wydała komendę swojej królowej. Ta przesunęła się, siedząca na swoim tronie na miejsce, wstała z niego, złapała za krzesełko i przyłożyła skoczowi Sauriela, wywracając go. Zostawiła krzesełko na polu, po czym złapała za koński lejec i zaciągnęła go za szachownicę, po czym wróciła. I teraz Victoria spojrzała wyczekująco na Sauriela. Wystarczyło, że da komendę swojemu gońcowi i to był koniec gry, szach mat.
- Kto by pomyślał, Kocie, kto by pomyślał – mruknęła i faktycznie przyłożyła dłonie do skroni by je rozmasować. Bo nie dość, że musiała myśleć o swoich ruchach, to jeszcze o jego, bogowie. - Strzałka! – zawołała w końcu i skrzatka zaraz pojawiła się z trzaskiem, patrząc, że w zasadzie to tutaj nikt nikogo rzeczywiście nie jadł, i że państwo to grali sobie grzecznie w szachy. - Przyniesiesz mi lampkę miodu pitnego? – poprosiła Strzałkę i spojrzała na Sauriela. - A ty coś chcesz? – ona sama czuła, że musi się napić i zrelaksować po tej grze, która była tak naprawdę dwoma grami dla niej.
- To już zauważyłam. Zdolny ale leniwy. Mógłbyś osiągnąć co tylko zechcesz, gdyby tylko ci się zachciało – i gdyby mu pozwolono, rzecz jasna. A pewnie był leniwy, bo chciał nie tego, co mógł mieć, tylko tego, czego nie mógł. I tak, to był komplement – że nie uważała go za kompletnego tłuka, którego najchętniej by udusiła i zakopała pod rabatkami. Mimo wszystko posłała Saurielowi lekki uśmiech, nim skupiła się na grze. Bo faktycznie nie był tragiczny. To teraz wychodziło – był naprawdę bystry… tylko był tak leniwy, że łatwiej było mu udawać skończonego debila, bo wtedy nikt nic od niego nie chciał i nikt nie zawracał mu gitary. - Nie było. Przecież są ciekawsze rzeczy niż gra w szachy – zwykle się ludziom nudzi prędko. ALbo i nie, ale to nie ten wiek po prostu.
Była bliska wywrócenia oczami, na szczęście Sauriel usłuchał. Jego skoczek ustawił się na właściwe miejsce i wtedy ona wydała komendę swojej królowej. Ta przesunęła się, siedząca na swoim tronie na miejsce, wstała z niego, złapała za krzesełko i przyłożyła skoczowi Sauriela, wywracając go. Zostawiła krzesełko na polu, po czym złapała za koński lejec i zaciągnęła go za szachownicę, po czym wróciła. I teraz Victoria spojrzała wyczekująco na Sauriela. Wystarczyło, że da komendę swojemu gońcowi i to był koniec gry, szach mat.
- Kto by pomyślał, Kocie, kto by pomyślał – mruknęła i faktycznie przyłożyła dłonie do skroni by je rozmasować. Bo nie dość, że musiała myśleć o swoich ruchach, to jeszcze o jego, bogowie. - Strzałka! – zawołała w końcu i skrzatka zaraz pojawiła się z trzaskiem, patrząc, że w zasadzie to tutaj nikt nikogo rzeczywiście nie jadł, i że państwo to grali sobie grzecznie w szachy. - Przyniesiesz mi lampkę miodu pitnego? – poprosiła Strzałkę i spojrzała na Sauriela. - A ty coś chcesz? – ona sama czuła, że musi się napić i zrelaksować po tej grze, która była tak naprawdę dwoma grami dla niej.