05.09.2024, 00:57 ✶
- Jesteś wyrafinowanie nieprzyzwoity. Ale uważaj, bo któregoś razu obleję się jego całą butelką i wtedy stracisz rozum - uśmiechnęła się do niego lekko i odrobinę zadziornie, wycierając trzymany w dłoni pędzel w szmatkę. To miał być spokojny, cichy wieczór, podczas którego pochylała się nad jednym ze swoich obrazów, który teraz stał na sztaludze, parę kroków od niej. Wolała, gdyby spotkali się jutro i na pewno nie w kamienicy jej ojca, ale nie zamierzała też teraz wygłaszać mu wszystkich swoich wątpliwości, głównie dlatego że widziała jakie stosunki miewał Dolohov w członkami rodziny jego żony. Albo raczej jaki stosunek oni mieli do niego. Nie potrzebowała wiele, żeby wiedzieć że Vakel wcale za Louvainem nie przepada i nawet jeśli miała tendencje do drażnienia się z ludźmi, to wbrew pozorom nie chciała tej samej taktyki przybierać wobec swojego ojca. Jedyne czego od niego chciała to całkowitej akceptacji, a pogrywanie z jego uczuciami mogło jej to skutecznie nie tyle utrudnić, co uniemożliwić.
Może dlatego w jej uśmiechu kryła się odrobina sztywności i roztargnienia. Obraz też wciąż nie był skończony, nawet jeśli wyglądał dobrze, a pstrzące się na płótnie kolory przestawiały wieczorną scenkę na jakiejś brukowanej ulicy. Niebo ciemniało, a latarnie dopiero się rozpalały, kiedy dwie postacie kołysały się w tańcu do sobie tylko znanej muzyki. Robiła teraz to, co zdarzyło się jej już po Ostarze, kiedy Darcy pierwszy raz poprosił ją do tańca - przelewała wspomnienia na płótno, ale nie dlatego żeby uspokoić rozpędzone myśli, ale po to by móc się nim częściej cieszyć. Bo to było właśnie miłe wspomnienie, nawet jeśli tego akurat obrazu nie zamierzała Lockhartowi wysyłać.
Odłożyła pędzel, zakręciła jakieś słoiczki, a potem wytarła dłonie w biały fartuch, który miała na siebie założony, żeby nie poplamić sukienki farbami.
- Myślę, że powinnam się przynajmniej odrobinę obrazić - rzuciła rozsupłany fartuch na krzesło, dotykając jednej z lilii, która znajdowała się w bukiecie, który wcześniej jej podesłał, a który teraz stał w wazonie na parapecie. - Lilie to też kwiaty pogrzebowe. Powiedz, do czego takiego chcesz mnie wykorzystać, że akurat je mi wysłałeś? Czyj przedmiot chcesz mi pokazać? - mówiła tym słodkim, delikatnym głosem, który ocierał się o dziewczęcą filuterność, ale w głębi duszy była niezadowolona. Nie lubiła swojego daru, wiążąc go w jakiś pokrętny sposób z darem jej ojca i tym, że nigdy się po nią nie upomniał, a ona wcześniej nie dała rady go znaleźć. A teraz stał przed nią Louvain, który pojawił się tutaj tylko po to, żeby skorzystać z tego co umiała i o czym musiała wypaplać mu Annaleigh.
Może dlatego w jej uśmiechu kryła się odrobina sztywności i roztargnienia. Obraz też wciąż nie był skończony, nawet jeśli wyglądał dobrze, a pstrzące się na płótnie kolory przestawiały wieczorną scenkę na jakiejś brukowanej ulicy. Niebo ciemniało, a latarnie dopiero się rozpalały, kiedy dwie postacie kołysały się w tańcu do sobie tylko znanej muzyki. Robiła teraz to, co zdarzyło się jej już po Ostarze, kiedy Darcy pierwszy raz poprosił ją do tańca - przelewała wspomnienia na płótno, ale nie dlatego żeby uspokoić rozpędzone myśli, ale po to by móc się nim częściej cieszyć. Bo to było właśnie miłe wspomnienie, nawet jeśli tego akurat obrazu nie zamierzała Lockhartowi wysyłać.
Odłożyła pędzel, zakręciła jakieś słoiczki, a potem wytarła dłonie w biały fartuch, który miała na siebie założony, żeby nie poplamić sukienki farbami.
- Myślę, że powinnam się przynajmniej odrobinę obrazić - rzuciła rozsupłany fartuch na krzesło, dotykając jednej z lilii, która znajdowała się w bukiecie, który wcześniej jej podesłał, a który teraz stał w wazonie na parapecie. - Lilie to też kwiaty pogrzebowe. Powiedz, do czego takiego chcesz mnie wykorzystać, że akurat je mi wysłałeś? Czyj przedmiot chcesz mi pokazać? - mówiła tym słodkim, delikatnym głosem, który ocierał się o dziewczęcą filuterność, ale w głębi duszy była niezadowolona. Nie lubiła swojego daru, wiążąc go w jakiś pokrętny sposób z darem jej ojca i tym, że nigdy się po nią nie upomniał, a ona wcześniej nie dała rady go znaleźć. A teraz stał przed nią Louvain, który pojawił się tutaj tylko po to, żeby skorzystać z tego co umiała i o czym musiała wypaplać mu Annaleigh.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.