Popatrzył na resztki po rytuale. Pomyślał o ogniu, który nadejdzie. Ogień oczyszcza. Ludzkie oko, wpatrujące się w tańczące języki ognia, zdaje się odczytywać w nich zakodowane w mitach i legendach prawdy, ukryte głęboko w zbiorowej pamięci. Ogień, nieprzewidywalny i dziki, paradoksalnie stał się symbolem odnowy, momentu, w którym to, co stare, odchodzi, by zrobić miejsce nowemu. Może takie było znaczenie wizji.
Ale ogień nie jest tylko metafizycznym fenomenem. W dziejach ludzkości odgrywał on kluczową rolę jako narzędzie postępu. Paleniska w starożytnych domostwach nie tylko chroniły przed zimnem, ale i stały się miejscem wspólnego bycia, miejscem, wokół którego gromadziła się rodzina, wspólnota. W tym sensie ogień stał się symbolem centrum, osi świata, wokół której toczyło się życie.
— Wiesz co, nie pogniewam się, jak to usuniesz przy okazji. Natomiast to... — wskazał na resztki klątwy, które wyczuwał, ale nie wiedział, jak się zabrać do ich łamania. — Z historii wiem, że często tutaj squatowali czarnoksiężnicy, przynajmniej do czasu ekspansji dworku Antoniusza, wtedy towarzystwo się wyniosło. Wiem, że zamordowano tu
Morpheus potarł gładko ogolony podbródek w zastanowieniu.
— Wiesz co, jest jedna istotna rzecz, nad którą się zastanawiam. Myślałem o tym, żeby zapuścić brodę i przestać używać brylantyny, ale nie zapytam o to wujków ani twojej mamy, bo zaczną wymyślać i próbować robić mi analizę psyche.
Ciężko było sobie wyobrazić go z jakimkolwiek zarostem, wujek Morpheus od zawsze nosił się dokładnie tak samo, odkąd Jasper poznał go osobiście. Pojawiło się tylko więcej zmarszczek i siwizny, zresztą z całej czwórki starzał się najszybciej i lubił żartować, że Charlotte go zaczarowała i kradnie jego młodość. W rzeczywistości genów nie dało się oszukać, Clemens już był łysy, a ojciec osiwiał bardzo szybko, więc w ogólnym rozrachunku i tak nie wyszedł tak źle, jak mógł. Dziwnie mu się pamiętało o Jessim jako niemowlęciu, był taki malutki, a teraz stał obok niego dorosły mężczyzna. Czas płynął zbyt szybko, czas nie płynął wcale, on iskrzył się, a on był w jego każdym momencie.
— Chyba przechodzę kryzys wieku średniego — zaśmiał się. W rzeczywistości próbował zrobić coś, aby mieć kontrolę nad swoim życiem, jakąkolwiek. Czuć w dłoniach kartę Rydwanu, a nie upadającej Wieży. Poza tym miał wrażenie, że to żenujące, że chciał zatrzymać czas i go cofnąć tam mocno, że postanowił sam się nie zmieniać. Nadszedł tego kres.
Przecież nie zrzuci na Jessiego wieści o tym, że świat zapłonie za kilka tygodni bez żadnego uprzedzenia. Nie wiedział też ile powiedziała mu matka.