Rozglądała się uważnie po pomieszczeniu. Nie szukała długo znajomej twarzy, wyłoniła się zza lady. Energicznie ruszyła w jego kierunku. Miała szczęście, bo akurat nikt nie stał w kolejce po ciastko, czy inne pyszności. Nie zmieniało to jednak faktu, że w cukierni znajdowali się inni ludzie. Inni ludzie, którzy mogli zobaczyć, że nie wygląda normalnie, kolory na jej ciele zmieniały się co kilka minut. Aktualnie była fioletowa, trochę przypominała wielkiego buraka. W dłoni nadal trzymała niewielkie, srebrne lusterko, z którym wyszła z domu. Nie wiedzieć czemu.
- Czy wszystko w porządku? - Gdyby nie to, że aktualnie jej twarz była fioletowa, to pewnie by się zaczerwieniła. Panna Yaxley była wkurwiona. Niestety denerwowała się bardzo szybko i od razu można było to zauważyć po jej wyrazie twarzy.
Zbliżyła się do mężczyzny, nachyliła nad nim i wysyczała przez zęby. - Jak kurwa wszystko może być w porządku, jak jestem zielona? - Najwyraźniej jeszcze pozostała na tym etapie, kiedy to ten kolor zdobił jej skórę.
Po chwili do niej dotarło, że to nie była jego wina, że próbował być nawet miły, a ona zachowała się jak kutas, bo była wkurwiona na to, że ktoś sobie z niej zażartował. - Jakieś dzieciaki rzuciły na mnie klątwę, tak mi się wydaje. - Uniosła lusterko do swojej twarzy, żeby jeszcze raz przyjrzeć się swojej skórze. Westchnęła ciężko, gdy zauważyła, że jest jednak fioletowa. - Czy możesz coś z tym zrobić? - Zapytała teraz nieco bardziej spokojnym tonem głosu. - Spójrz tylko jak wyglądam. - Wręczyła mu w rękę lusterko, jakby to w nim miał zobaczyć jej oblicze.