Nigdy nie zastanawiała się nad tym, którego z wujów matka lubi najbardziej. Wydawało jej się, że wszyscy są na równi, każdemu z nich również potrafiła wybić z głowy te doskonałe pomysły, chociaż wiedziała, że oni też potrafili ją urobić kiedy tego chcieli. Dziwna umiejętność, której ona jeszcze nie opanowała. Na całe szczęście z matką nie musiała sobie jakoś specjalnie radzić, starała się postępować tak, aby ta nie miała jej nic do zarzucenia. Gdy coś było nie tak miała oparcie w tych trzech niesamowitych mężczyznach. Bardzo ceniła sobie te więzi. Szczególnie, że jej ojciec odszedł, gdy była jeszcze całkiem młoda, a oni zastępowali jej go najlepiej jak tylko potrafili.
- Co prawda to prawda, nie moglibyśmy wszyscy wyjechać. - Nadal w jej głosie można było wyczuć nutę rozczarowania. Musiała się pogodzić z tym, że nie będzie miała wszystkich wujków przy sobie podczas tej podróży, wielka szkoda, na pewno to nadrobią po jej powrocie, już ona o to zadba.
- To wspaniale, w takim wypadku jeszcze bardziej nie mogę się doczekać tego wyjazdu, jestem ciekawa, jak tam jest, czy ta ekscytacja nie jest przesadna? - Wolała się upewnić, czy powinna tak reagować. Bardzo przejmowała się konwenansami i tym, co wypada. Była dosyć mocno powściągliwa, jeśli chodzi o okazywanie emocji, przynajmniej w gronie osób, które nie należały do jej rodziny. Dlatego chciała zapytać Jonathana o zdanie.
- Wspaniale, niech więc tak będzie. - Po raz kolejny nie dało się nie zauważyć jej młodzieńczej ekscytacji.