05.09.2024, 23:07 ✶
Basilius chyba po prostu chorował na tę samą chorobę, na którą w pewnym stopniu chorowała i Florence, a którą można byłoby najłatwiej zdefiniować jako Zespół Skrzywienia Najstarszego Rodzeństwa. Bo to przecież nie było tak, że uważał Laurenta za słabego, czy wymagającego stałej opieki, po prostu się o niego martwił, może czasem za bardzo, ale też tak samo jak martwił się o resztę swojego kuzynowsta i rodzeństwa, często okazując to na złośliwe sposoby. Zwłaszcza, że wiedział, że Laurent miał talent do pakowania się w kłopoty i pewnie wyglądałoby to nieco inaczej, gdyby nie wychowywali się tak blisko siebie, ale jednak kojarzyli się od dziecka i byli w swoim życiu częściej, niż jedynie na okazjonalnych zjazdach rodzinnych.
Chorował też jeszcze na inną chorobę, tę przez którą niemal zawsze towarzyszyły mu bladość i zmęczenie, a on śmiał się złośliwie w duchu, za każdym razem, gdy ktoś sugerował, że czystokrwiste dzieci rodziły się zdrowsze, ale to nie był moment na takie rozważania. Grunt, że chociaż problemy zdrowotne będą towarzyszyły mu zawsze, to nie została mu nigdy przylepiona łatka tego chorego, słabego kuzyna, nawet jeśli pewnie i sam Laurent musiał być kiedyś świadkiem tego, jak zasłabł gdy byli młodsi.
Już miał się zgodzić na kawę, gdy drugi Prewett zaczął wyjaśniać o co mu chodziło, a Basilius zamrugał oczami, bo... W sumie to miał rację, ale po prostu nie spodziewał się, że usłyszy teraz o miejscach, jako emocjonalnych kotwicach.
– Jasne, nie jestem zajety. Zainteresowałeś się ostatnio poezją? – powiedział, więc po prostu i zaraz potem dał Laurentowi prowadzić się do miejsca, o które mi chodziło, przez kostkę idąc jeszcze wolniej, niż zazwyczaj. – Tak, mi też ostatnio coś takiego mówiła. – Obejrzał się jeszcze raz na powoli rozchodzący się tłum awanturników i pokręcił głową. – Sam jej chyba ostatnio trochę podpadłem. Z drugiej strony cokolwiek się wydarzyło z Nottem podobno sobie zasłużył, więc może to było jakieś szczęście, że Atreus mógł go uderzyć tą świeczką. Nie wiem czy o tym słyszałeś?
Chorował też jeszcze na inną chorobę, tę przez którą niemal zawsze towarzyszyły mu bladość i zmęczenie, a on śmiał się złośliwie w duchu, za każdym razem, gdy ktoś sugerował, że czystokrwiste dzieci rodziły się zdrowsze, ale to nie był moment na takie rozważania. Grunt, że chociaż problemy zdrowotne będą towarzyszyły mu zawsze, to nie została mu nigdy przylepiona łatka tego chorego, słabego kuzyna, nawet jeśli pewnie i sam Laurent musiał być kiedyś świadkiem tego, jak zasłabł gdy byli młodsi.
Już miał się zgodzić na kawę, gdy drugi Prewett zaczął wyjaśniać o co mu chodziło, a Basilius zamrugał oczami, bo... W sumie to miał rację, ale po prostu nie spodziewał się, że usłyszy teraz o miejscach, jako emocjonalnych kotwicach.
– Jasne, nie jestem zajety. Zainteresowałeś się ostatnio poezją? – powiedział, więc po prostu i zaraz potem dał Laurentowi prowadzić się do miejsca, o które mi chodziło, przez kostkę idąc jeszcze wolniej, niż zazwyczaj. – Tak, mi też ostatnio coś takiego mówiła. – Obejrzał się jeszcze raz na powoli rozchodzący się tłum awanturników i pokręcił głową. – Sam jej chyba ostatnio trochę podpadłem. Z drugiej strony cokolwiek się wydarzyło z Nottem podobno sobie zasłużył, więc może to było jakieś szczęście, że Atreus mógł go uderzyć tą świeczką. Nie wiem czy o tym słyszałeś?