06.09.2024, 01:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.09.2024, 01:09 przez Thomas Figg.)
Thomas przez cały czas zastanawiał się czy czasem to nie był jakiś ostatni krzyk mody, żeby paradować w innym odcieniu skóry niż normalny - nigdy nie mógł nadążyć za modą i gdyby zapewne nie siostra to by chodził ubrany jak w poprzedniej epoce, na szczęście potrafiła nieco pomóc Figgowi w doborze bardziej modnych ubrań.
- Nooo, mogłaś to sobie zrobić sama, wtedy byłoby w porządku, bo to byłoby zamierzone? - odpowiedział niezbyt roztropnie, nie wiedział przecież o żadnej klątwie, jednak po chwili już aktywowała jego drugą naturę. To co pchało go do zajmowania się tymi przeklętymi przedmiotami i ratowaniem ludzi czy pozwalaniem kontynuować wykopaliska.
- Leo, zastąp mnie, proszę! - krzyknął jeszcze w stronę zaplecza i odwrócił się w stronę Geraldine. Chodź, pójdziemy w nieco bardziej ustronne miejsce. Opowiesz mi tam co to za dzieciaki i klątwa[/b] - dodał pokazując jej drogę, aby mogli przejść do części mieszkalnej, potrzebowali nieco prywatności i miejsca, gdzie nie było postronnych ludzi, skoro mieli działać nad zdjęciem klątwy.
- Nie potrzebuje lusterka, żeby widzieć jak wyglądasz - rzucił żartobliwie ale wziął od niej przedmiot. Poczuł dziwne mrowienie pod palcami i zerknął w dół. W lot pojął co się stało - to te cholerne lusterko, był nieuważny... Jęknął widząc, że stał się cały niebieski, oby tylko Kapitana nie było w salo...
- O kurde, Thomas, bawisz się w smerfy? ja nie mogę, będę tym kotem stamtąd! Ale to muszę być rudy! - płonne były jego nadzieje, bo oto jego kocur wylegiwał się na kanapie i od razu zwrócił na nich uwagę.
- Zaraz cię zmienię w dynię jak się nie uspokoisz, zmykaj, będziemy zdejmować klątwę - odparował Figg chcąc pozbyć się stąd swojego towarzysza.
- Mogłeś się zmienić w jakiegoś zabawniejszego smerfa niż smerf maruda - odparował mu kocur, ale uciekł stąd, nie chciał przypadkiem zarobić klątwą.
- Przepraszam za niego - mruknął tylko wchodząc do środka i kładąc lusterko na stole - ewidentnego winowajcę ich kolorowych skór.
- Nooo, mogłaś to sobie zrobić sama, wtedy byłoby w porządku, bo to byłoby zamierzone? - odpowiedział niezbyt roztropnie, nie wiedział przecież o żadnej klątwie, jednak po chwili już aktywowała jego drugą naturę. To co pchało go do zajmowania się tymi przeklętymi przedmiotami i ratowaniem ludzi czy pozwalaniem kontynuować wykopaliska.
- Leo, zastąp mnie, proszę! - krzyknął jeszcze w stronę zaplecza i odwrócił się w stronę Geraldine. Chodź, pójdziemy w nieco bardziej ustronne miejsce. Opowiesz mi tam co to za dzieciaki i klątwa[/b] - dodał pokazując jej drogę, aby mogli przejść do części mieszkalnej, potrzebowali nieco prywatności i miejsca, gdzie nie było postronnych ludzi, skoro mieli działać nad zdjęciem klątwy.
- Nie potrzebuje lusterka, żeby widzieć jak wyglądasz - rzucił żartobliwie ale wziął od niej przedmiot. Poczuł dziwne mrowienie pod palcami i zerknął w dół. W lot pojął co się stało - to te cholerne lusterko, był nieuważny... Jęknął widząc, że stał się cały niebieski, oby tylko Kapitana nie było w salo...
- O kurde, Thomas, bawisz się w smerfy? ja nie mogę, będę tym kotem stamtąd! Ale to muszę być rudy! - płonne były jego nadzieje, bo oto jego kocur wylegiwał się na kanapie i od razu zwrócił na nich uwagę.
- Zaraz cię zmienię w dynię jak się nie uspokoisz, zmykaj, będziemy zdejmować klątwę - odparował Figg chcąc pozbyć się stąd swojego towarzysza.
- Mogłeś się zmienić w jakiegoś zabawniejszego smerfa niż smerf maruda - odparował mu kocur, ale uciekł stąd, nie chciał przypadkiem zarobić klątwą.
- Przepraszam za niego - mruknął tylko wchodząc do środka i kładąc lusterko na stole - ewidentnego winowajcę ich kolorowych skór.