- Cieszy mnie to. - Najwyraźniej była zadowolona z tego, że zaakceptował jej podejście. Nie lubiła dawać gotowych odpowiedzi i rozwiązań podanych na tacy, jeśli komuś choć odrobinę zależało na tym, aby ją poznać to musiał wykazać się chociaż drobnym zaangażowaniem. Mogło to być również dobrą zabawą, oby dla obu stron. Sama jak na razie wyszła z propozycją, może chciała, żeby zostali znajomymi, może to było spotęgowane działaniem alkoholu, aktualnie jednak zainteresował ją na tyle, że chętnie by kontynuowała tę znajomość.
- Uwierz mi, nie mogłabym, chyba, że w pakiecie idą wybuchy i spalenie lasu. - Nie ukrywała przed nim swej słabości. Nie potrafiła warzyć eliksirów, jakby nie patrzeć alkohol tworzyło się w podobny sposób, była pewna, że zakończyłoby się to tragicznie. W końcu na czwartym, czy piątym roku udało jej się niemalże zniszczyć salę do eliksirów. Od tego momentu raczej wolała nie eksperymentować. Pogodziła się z tym, że marna z niej alchemiczka.
- To wcale nie oznacza, że muszą zawsze sobie towarzyszyć. - Powiedziała cicho, ale głos jej nieco zadrżał. Najwyraźniej sama chciała przekonać siebie, że wcale nie musi tak być, tyle, że nie do końca w to wierzyła, stąd to wahanie w głosie. Geraldine pędziła za wolnością i zależnością, to były cechy na których jej okropnie zależało. Nigdy nie zastanawiała się, co może przez to stracić. Bywało, że odsuwała od siebie ludzi i nie chciała się przywiązywać, tak było wygodniej. Przyjaźnie potrzebowały pielęgnacji, starała się więc pisać chociaż listy do tych, którzy znaczyli coś w jej życiu. Czy z czasem listy będą wystarczające, czy przyjaciele nadal będą przyjmować ją z otwartymi ramionami? Tego nie mogła być pewna. W końcu nie była w stanie dać im odpowiedniej ilości zaangażowania, nie była przy nich gdy cierpieli, lub mieli najlepszy czas w swoim życiu. Pojawiła się w losowych momentach, ale czy to było wystarczające. Pewnie w niedalekiej przyszłości się dowie. Bała się tego, że kiedyś nie będzie miała do kogo wracać, że nikt nie będzie czekał na jej opowieści z kolejnych wypraw. Mimo wszystko jednak to przywiązania lękała się najbardziej. Ograniczenia wolności, którą tak bardzo kochała.
Prychnęła nieco zbyt głośno, kiedy Ambroise ponownie wspomniał o pani Rosier. Kilka twarzy spojrzało w ich kierunku, nie mogła się jednak powstrzymać. - Zaiste, pani Rosier już jest przygotowana do ukrywania się w głuszy. - Ponownie spojrzała na futro, w którym kobieta przemierzała salę balową. - Myślisz, że on w ogóle by zauważył gdyby ona zniknęła? - Miała wrażenie, że nie. Co nawet trochę ją zasmuciło. Przykro było patrzeć na los tych wszystkich ludzi, kiedy sama należała do tego świata. Może nieco na innych zasadach, ale jednak. Kto wie, czy nie skończy w podobny sposób? Oczywiście zamierzała zrobić wszystko, co tylko mogła, aby do tego nie doprowadzić, ale co jeśli jednak?
- Oczywiście, że nie mam czasu na takie rzeczy podczas łowów. Nic nie powinno mnie rozpraszać, jeden błąd może mnie kosztować życie. - Odpowiedziała dosyć chłodnym tonem. Nie chodziło jednak tylko o brak czasu, problem był trochę bardziej złożony. Po prostu Geraldine miłość kojarzyła się z czymś nadnaturalnym i póki co jeszcze się nie znalazł ktoś, kto wzbudziłby w niej chociaż namiastkę tego, czym w jej oczach miało być to uczucie.
Zmrużyła oczy, bo Greengrass zasiał w niej ziarno niepewności. Czyżby Erik nie mówił jej wszystkiego? Na pewno się do niego odezwie po tym balu, nie mogła pozostawić tego pytania bez odpowiedzi. Oczywiście o ile nie zapomni, kto wie bowiem, co faktycznie będzie pamiętała po tym przyjęciu. - Nie wydaje mi się, ale na pewno zainteresuję się tym tematem, muszę mieć pewność.- Co był z niej właściwie za łowca, jeśli nie wiedziałaby wszystkiego o swoich przeciwnikach.
- Może kiedyś przyjdzie ci się dowiedzieć kim naprawdę jestem, póki co cieszę się, że twoja wyobraźnia widzi mnie w ten sposób, wygląda na to, że raczej nikt nie chciałby ze mną zadzierać, a przynajmniej ja nie chciałabym zadzierać z kimś kogo opisujesz w ten sposób. - Najwyraźniej Geraldine lubiła, gdy inni czuli do niej respekt, chociaż póki co było to tylko i wyłącznie gadanie. Nie widział jak zachowuje się w naturalnym dla siebie środowisku, nie miał również pojęcia o tym, że pod tą maską groźnej łowczyni kryje się bardzo wrażliwa osoba. Tej strony nie pokazywała praktycznie nikomu, trzeba było przebić się przez gruby mur, żeby do niej dotrzeć.
- Na pewno nie zapomnę o tym, że ktoś zamierza mnie zaskoczyć. - Nie do końca było to prawdą. Jej pamięć czasem ją zawodziła, szczególnie, kiedy wlewała w siebie takie ilości alkoholu, jak tego wieczora. - Czy to obietnica, czy raczej groźba? - Zapytała jeszcze rozbawiona. Nie mogła się doczekać tego ewentualnego spotkania, chociaż nie do końca wierzyła, że w ogóle do niego dojdzie. Tylko się przecież przekomarzali.
- Nie znam jeszcze twoich wszystkich zalet, jak je poznam, to na pewno coś się znajdzie. - Musiała po prostu mieć szersze pole widzenia, póki co miała ograniczone informacje, ale chyba chciała to zmienić. Zamierzała zobaczyć, co skrywa w sobie jeszcze Ambroise Greengrass. Miała dziwne uczucie, że prędzej, czy później pozna kim jest naprawdę.
- Taki pakiet dwa w jednym, całkiem niezłe rozwiązanie, napisz, gdy będziesz gotowy na przygodę. - Nie, żeby poszukiwanie memrotków było szczególnie pasjonujące, jednak wino potrafiło ubarwić każdą historię.
Była ciekawa, jak wiele on zapamięta z tego wieczoru, czy faktycznie postanowi się do niej odezwać, czy to raczej po prostu hipotetyczna rozmowa o tym, co nigdy nie będzie miało miejsca spowodowana chwilowym zamroczeniem alkoholowym.
- Starsze panie to desperatki. - Szepnęła mu na ucho, kiedy zmierzali w kierunku parkietu. Wolała, aby nikt nie usłyszał jej nie do końca przyjaznego komentarza To nie tak, że wśród młodszych panien ich nie było, jednak miała wrażenie, że z wiekiem jeszcze bardziej skłaniały się ku podobym obserwacjom.
- Myślę, że i bez tego już jesteśmy. - Dodała z uśmiechem, najwyraźniej zadowolona z tego, że tak było.
Czuła lekkość, którą spowodował alkohol krążący w jej żyłach, nie była jeszcze jednak tak pijana, aby nie panować w pełni nad swoimi ruchami. Trunki spełniły jednak swoją rolę, w ogóle nie była spięta, kiedy znalazła się na parkiecie, może też było to spowodowane odpowiednim towarzystwem.
Poczuła jego rękę na swojej talii, teraz już nie było odwrotu, nie, że w ogóle chociaż przez myśl jej przeszło, aby odmówić mu tańca. Zbyt dobrze bawiła się w jego towarzystwie. Oparła głowę na jego ramieniu, mógł czuć jej spokojny oddech na swojej szyi. Lewą dłoń położyła na jego ramieniu, zrobiła to całkiem delikatnie jak na to, ile siły w sobie miała. Przyglądała się przy tym osobom, które znajdowały się niedaleko nich. - Pani Rosier wydaje się być zainteresowana naszym tańcem, nie rozczarujmy jej.