mów, mów do mnie jeszcze, tęskniłem za Twoim głosem, tęskniłem za każdym słowem, za skórą, za oddechem, za strachem, mów, a ja Cię uratuję miły, nie dam Cię skrzywdzić nikomu, jesteś tylko mój
Szept obijał się w głowie Jonathana, niepokojąco słodki, niepokojąco rozluźniający ciało, gdy część krzyczała w poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki.
Muzyka grała radośnie, na nadgarstku nie było śladu, jakby nigdy nikt nie przerwał swoimi zębami tej jasnej materii, jakby nikt nigdy nie zawłaszczył dla siebie dróg życia, akwenów istnienia. Jakby nigdy ta rozmowa nie miała miejsca. Nie mogła mieć przecież, Jeźdźcy - jak sami kazali siebie nazywać - nigdy nie przybyli do Paryża, nigdy nie mogli współuczestniczyć w jego szczęściu. Nigdy nie chciał się z nimi dzielić swoim szczęściem. Nigdy?
– Mówiłam panie ambasadorze, że słyszałam, że jest pan bardzo smutny – odpowiedziała miękko kobieta, która z niewiadomych przyczyn patrzyła nań z takim współczuciem. –Słyszałam, że był pan bliskim przyjacielem hrabiego. Wszyscy są niebywale smutni od czasu, kiedy nas opuścił. Zechciałby mi pan opowiedzieć, jaki był? Może to choć trochę ulży w czasie żałoby?
Czerń, wszędzie czerń i nawet róże na ten czas były czarne, poustawiane z kryształowych wazonach na stołkach i szafkach, wypełniające sobą przestrzenie między ludźmi rozmawiającymi ściszonymi głosami. Taka strata unosiło się nad ich głowami, nasze spotkania nigdy już nie będą takie same wspominał kto inny. Zasmucone twarze, wygięte twarze, płaczące twarze. Muzyka od samego początku była smutna na bal, na blichtr, na lśniące cekiny. Pianino splatało się z tęskną melodią łkających skrzypiec, żałobnicy jak zahipnotyzowani szli na parkiet i zaczęli tańczyć krzywo, para za parą, ostatni taniec, ostatnie pożegnanie.
Szept obijał się w głowie Jonathana, niepokojąco słodki, niepokojąco rozluźniający ciało, gdy część krzyczała w poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki.
Muzyka grała radośnie, na nadgarstku nie było śladu, jakby nigdy nikt nie przerwał swoimi zębami tej jasnej materii, jakby nikt nigdy nie zawłaszczył dla siebie dróg życia, akwenów istnienia. Jakby nigdy ta rozmowa nie miała miejsca. Nie mogła mieć przecież, Jeźdźcy - jak sami kazali siebie nazywać - nigdy nie przybyli do Paryża, nigdy nie mogli współuczestniczyć w jego szczęściu. Nigdy nie chciał się z nimi dzielić swoim szczęściem. Nigdy?
– Mówiłam panie ambasadorze, że słyszałam, że jest pan bardzo smutny – odpowiedziała miękko kobieta, która z niewiadomych przyczyn patrzyła nań z takim współczuciem. –Słyszałam, że był pan bliskim przyjacielem hrabiego. Wszyscy są niebywale smutni od czasu, kiedy nas opuścił. Zechciałby mi pan opowiedzieć, jaki był? Może to choć trochę ulży w czasie żałoby?
Czerń, wszędzie czerń i nawet róże na ten czas były czarne, poustawiane z kryształowych wazonach na stołkach i szafkach, wypełniające sobą przestrzenie między ludźmi rozmawiającymi ściszonymi głosami. Taka strata unosiło się nad ich głowami, nasze spotkania nigdy już nie będą takie same wspominał kto inny. Zasmucone twarze, wygięte twarze, płaczące twarze. Muzyka od samego początku była smutna na bal, na blichtr, na lśniące cekiny. Pianino splatało się z tęskną melodią łkających skrzypiec, żałobnicy jak zahipnotyzowani szli na parkiet i zaczęli tańczyć krzywo, para za parą, ostatni taniec, ostatnie pożegnanie.