- Czy naprawdę sądzisz, że zrobiłabym sobie taką krzywdę sama?! Musisz mieć mnie za kompletną wariatkę. - Właściwie nie ma się co dziwić, skoro poznał jej wyimaginowanego brata bliźniaka, którego żarty były na podobnym poziomie. Nie, Geraldine nigdy w życiu nie zrobiłaby sobie czegoś takiego, nawet jeśli chodziło o poświęcenie dla kamuflażu.
Miała szczęście, że Thomas nie był w cukierni sam. Głupio by było tak opowiadać o tym wszystkim przy ludziach próbujących na spokojnie wypić kawę. Niestety już zdążyła zwrócić na siebie uwagę.
Udała się więc z nim do szczęści mieszkalnej, trochę bardziej potulna, bo liczyła na to, że pomoże jej się pozbyć tej kolorowej skóry.
- Sorry, trochę się zawinęłam, faktycznie nie potrzebujesz lusterka. - Była tak wkurzona, że wcale nie dziwiło ją to irracjonalne zachowanie. Często gdy pojawiały się nerwy nie myślała do końca jasno.
Figg postanowił jednak sięgnąć po lusterko. Ledwie do dotknął, a jego skóra zaczęła się zmieniać.
- Pierdole, to nie żart pojebanych dzieciaków, to to lusterko. - Doszła wreszcie do jakichś słusznych wniosków, to musiał być ten przedmiot, skoro po jego kupnie przydarzyło jej się to samo. - A już chciałam im nogi z dupy powyrywać. - Na szczęście najpierw postanowiła zająć się przywróceniem sobie naturalnego koloru skóry.
[b] - Co to są smerfy? - Przeniosła wzrok na kocura, który wdał się z nimi w rozmowę. Dopiero po chwili do niej dotarło, że to on powiedział te słowa. - Dlaczego on mówi? - Kolejne pytanie, pojawiało się ich coraz więcej, a przecież dopiero się spotkali.
Roześmiała się, gdy Thomas zagroził kotu, że zamieni go w dynię, była ciekawa, czy zwierzę w ogóle się tym przejmie. Miała świadomość, jakie zachowania potrafią prezentować koty - te mniejsze i większe. Nie bez powodu w jej mieszkaniu można było znaleźć psy, a nie koty.