06.09.2024, 13:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.09.2024, 13:51 przez Basilius Prewett.)
Uśmiechnął się znad swojej kawy, wyraźnie rozbawiony wizją nieistniejącej synowej, nawet jeśli za bardzo tego rozbawienia nie okazywał.
– Pokazywała mi jej zdjęcia. Chyba oczekiwała, że przyznam jej rację, że jej syn mógł trafić lepiej. Albo, że się w niej zakocham i rozbiję małżeństwo. Sam nie wiem – powiedział, zastanawiając się co też czasem ludziom chodziło po głowach, ale zaraz zauważył jak Ambroise miesza herbatę palcem. – Oparzysz się – stwierdził, ale nie podał mu łyżeczki, bo jego była zabrudzona kawą, a inne znajdowały się całe trzy metry od niego i chociaż szanował kolegę z pracy, to nie miał obecnie ochoty na tak wielkie poświęcenie. – Powinienem był mu to uświadomić, kiedy już go wyleczyłem. – To by było z pewnością absolutnie cudowne. Z drugiej strony mogłoby sprawić, że tamten pacjent następny razem odmówi przyjmowania jakichkolwiek leków, a tego już raczej wolałby uniknąć.
Już sam wyraz twarzy Greengrassa, jasno mu powiedział czyj oddział tak się dzisiaj bawił i zdecydowanie nie zazdrościł my dodatkowego zamieszania.
– Rozumiem – powiedział więc jedynie krótko uznając, że lepiej było nie drążyć tematu, bo gdyby to u niego coś takiego się wydarzyło wolałby pewnie szybko o tym zapomnieć, a na pewno nie tłumaczyć się innym pracownikom. W duchu jednak już trochę współczuł winowajcy tego zamieszania, chociaż może przez konsekwencje czegoś się nauczy.
– Hm... Nowe łóżka zawsze by się przydały – mruknął, jakby naprawdę się nad tym zastanawiał. Oczywiście nigdy nie zrobiłby czegoś takiego żadnemu pacjentowi, po prostu... Po prostu czasem miał wrażenie, że niektóre przypadki były niereformowalne i nie ważne, co by się zrobiło i tak będą utrudniać im pracę. – Może powinieneś poczekać godzinę, czy dwie zanim zaczniesz ich przepytywać? Niech myślą, że uszło im na sucho, nieco się uspokoją, stracą czujność i wtedy przejdziesz do wypytywań – zasugerował, nawet jeśli zazwyczaj miał dość dużo sympatii do stażystów, a zakładał że to oni byli odpowiedzialni za ten chaos.
Nagle usłyszał kroki i Prewett skrzywił się mimowolnie, modląc się do Matki w duchu, aby był to po prostu jakiś uzdrowiciel, który potrzebował przerwy, a nie wezwanie do kolejnego przypadku.
– Panie Greengrass? Panie Prewett? Proszono mnie, abym pilnie panów wezwała. Obawiam się, że mamy dość przykry przypadek międzyoddziałowy – głos starszej magipielęgniarki szybko rozbił tę przyjemną bańkę odpoczynku, w której oboje próbowali się chować. Prewett westchnął ciężko. I to by było na tyle z przerwy.
– Co się stało pani Blake? – spytał, biorąc łyka kawy, z którą zaraz miał się już pożegnać.
– Pacjent podtruł się eliksirami na przyjęciu. Rodzina próbowała mu pomóc, rzucając zaklęcia, które niestety złączyły się i jedynie pogorszyły jego stan dodając, nowych przypadłości – ton kobiety był po prostu rzeczowy, ale w żaden sposób nieprzyjemny. Czemu więc Basilius czuł się, jakby stał właśnie przed Wizengamotem, a sędzina skazywała go na lata nieprzyjemnej pracy w trudnych warunkach... Zaraz, ah, tak..To akurat miało sens.
– Pokazywała mi jej zdjęcia. Chyba oczekiwała, że przyznam jej rację, że jej syn mógł trafić lepiej. Albo, że się w niej zakocham i rozbiję małżeństwo. Sam nie wiem – powiedział, zastanawiając się co też czasem ludziom chodziło po głowach, ale zaraz zauważył jak Ambroise miesza herbatę palcem. – Oparzysz się – stwierdził, ale nie podał mu łyżeczki, bo jego była zabrudzona kawą, a inne znajdowały się całe trzy metry od niego i chociaż szanował kolegę z pracy, to nie miał obecnie ochoty na tak wielkie poświęcenie. – Powinienem był mu to uświadomić, kiedy już go wyleczyłem. – To by było z pewnością absolutnie cudowne. Z drugiej strony mogłoby sprawić, że tamten pacjent następny razem odmówi przyjmowania jakichkolwiek leków, a tego już raczej wolałby uniknąć.
Już sam wyraz twarzy Greengrassa, jasno mu powiedział czyj oddział tak się dzisiaj bawił i zdecydowanie nie zazdrościł my dodatkowego zamieszania.
– Rozumiem – powiedział więc jedynie krótko uznając, że lepiej było nie drążyć tematu, bo gdyby to u niego coś takiego się wydarzyło wolałby pewnie szybko o tym zapomnieć, a na pewno nie tłumaczyć się innym pracownikom. W duchu jednak już trochę współczuł winowajcy tego zamieszania, chociaż może przez konsekwencje czegoś się nauczy.
– Hm... Nowe łóżka zawsze by się przydały – mruknął, jakby naprawdę się nad tym zastanawiał. Oczywiście nigdy nie zrobiłby czegoś takiego żadnemu pacjentowi, po prostu... Po prostu czasem miał wrażenie, że niektóre przypadki były niereformowalne i nie ważne, co by się zrobiło i tak będą utrudniać im pracę. – Może powinieneś poczekać godzinę, czy dwie zanim zaczniesz ich przepytywać? Niech myślą, że uszło im na sucho, nieco się uspokoją, stracą czujność i wtedy przejdziesz do wypytywań – zasugerował, nawet jeśli zazwyczaj miał dość dużo sympatii do stażystów, a zakładał że to oni byli odpowiedzialni za ten chaos.
Nagle usłyszał kroki i Prewett skrzywił się mimowolnie, modląc się do Matki w duchu, aby był to po prostu jakiś uzdrowiciel, który potrzebował przerwy, a nie wezwanie do kolejnego przypadku.
– Panie Greengrass? Panie Prewett? Proszono mnie, abym pilnie panów wezwała. Obawiam się, że mamy dość przykry przypadek międzyoddziałowy – głos starszej magipielęgniarki szybko rozbił tę przyjemną bańkę odpoczynku, w której oboje próbowali się chować. Prewett westchnął ciężko. I to by było na tyle z przerwy.
– Co się stało pani Blake? – spytał, biorąc łyka kawy, z którą zaraz miał się już pożegnać.
– Pacjent podtruł się eliksirami na przyjęciu. Rodzina próbowała mu pomóc, rzucając zaklęcia, które niestety złączyły się i jedynie pogorszyły jego stan dodając, nowych przypadłości – ton kobiety był po prostu rzeczowy, ale w żaden sposób nieprzyjemny. Czemu więc Basilius czuł się, jakby stał właśnie przed Wizengamotem, a sędzina skazywała go na lata nieprzyjemnej pracy w trudnych warunkach... Zaraz, ah, tak..To akurat miało sens.