06.09.2024, 20:16 ✶
Florence wysłuchiwała ich opowieści w milczeniu, ale było to milczenie bardzo wymowne. Zwiastujace, że prędzej czy póżniej wypełnią je jakieś słowa. Być może wiele słow
Nie przerywała jednak. Nie patrzyła na nich nawet oceniająco, kiedy mówili: skupiła się na wyjściu z torby niewielkiej skrzyneczki, wypełnionej eliksirami, z której z kolei wyjęła flakonik Szkiele Wzro. Starannie odmierzyla porcję - już dawno nauczyła się na pamięć alergii, wzrostu, wagi i dodatkowych uwarunkowań kuzynostwa i braci, wiedziała więc, ile nałożyć.
- Pij - poleciła, podstawiając Icarusowi łyżeczkę do ust, najpierw jednej, potem drugiej mikstury. Nie padło zwykle w takich chwilach wobec krewnych i przyjaciół "mój drogi" czy choćby imię, i już to było oznaką pewnego potępienia.
Ból, pod wpływem zaklęć i eliksirów, przeszedł teraz w lekkie ćmienie, nieprzyjemne, ale nawet nie w połowie tak uciążliwe, jak kilka minut wcześniej.
- Będziesz musiał wypić kolejną łyżeczkę za godzinę. Następna porcja jutro rano o dziewiątej i potem w południe. Basilius sprawdzi, czy wszystko dobrze się zarasta. Nie wolno ci się za wiele ruszać ani nadwyrężać. Za chwilę założę opatrunek.
Bardziej po to, by Icarus pamiętał o wytycznych czy nie przestawił sobie czegoś we śnie, gdy zaklęcie zacznie puszczać, a mikstura jeszcze nie dopełni dzieła.
- Pokaż nos - zażądała wstając I podchodząc do drugiego Prewetta. Ton miała stanowczy, ale dotyk jej dłoni był bardzo ostrożny: przesuwała palcami powoli, by nie sprawić mu cierpienia, a potem wyciągnęła różdżkę, i użyła tego samego czaru, co wcześniej na Icarusie. Z trudem powstrzymała skrzywienie się. - Łyżka eliksiru przeciwbólowego i nastawiamy. Chyba że marzy ci się garb na nosie - poinformowała, wciąż nijak nie komentując ich opowieści.
Ale och, ten komentarz miał nadejść. Florence przetwarzała całą tę sytuację i że niby nie wyglądała aż tak źle, jak brzmiała. Skupiała się teraz na złamanych żebrach i nosie, na tym, że obaj mężczyźni wyglądali nie najlepiej, na naprawieniu szkód i ograniczeniu fizycznego cierpienia.
Reszta poczeka.
Co się odwlecze, to nie uciecze.
Tymczasem machnęła różdżką, przywołując odpowiedni eliksir, taki, który Basilius mógł przyjąć pomimo choroby.
Nie przerywała jednak. Nie patrzyła na nich nawet oceniająco, kiedy mówili: skupiła się na wyjściu z torby niewielkiej skrzyneczki, wypełnionej eliksirami, z której z kolei wyjęła flakonik Szkiele Wzro. Starannie odmierzyla porcję - już dawno nauczyła się na pamięć alergii, wzrostu, wagi i dodatkowych uwarunkowań kuzynostwa i braci, wiedziała więc, ile nałożyć.
- Pij - poleciła, podstawiając Icarusowi łyżeczkę do ust, najpierw jednej, potem drugiej mikstury. Nie padło zwykle w takich chwilach wobec krewnych i przyjaciół "mój drogi" czy choćby imię, i już to było oznaką pewnego potępienia.
Ból, pod wpływem zaklęć i eliksirów, przeszedł teraz w lekkie ćmienie, nieprzyjemne, ale nawet nie w połowie tak uciążliwe, jak kilka minut wcześniej.
- Będziesz musiał wypić kolejną łyżeczkę za godzinę. Następna porcja jutro rano o dziewiątej i potem w południe. Basilius sprawdzi, czy wszystko dobrze się zarasta. Nie wolno ci się za wiele ruszać ani nadwyrężać. Za chwilę założę opatrunek.
Bardziej po to, by Icarus pamiętał o wytycznych czy nie przestawił sobie czegoś we śnie, gdy zaklęcie zacznie puszczać, a mikstura jeszcze nie dopełni dzieła.
- Pokaż nos - zażądała wstając I podchodząc do drugiego Prewetta. Ton miała stanowczy, ale dotyk jej dłoni był bardzo ostrożny: przesuwała palcami powoli, by nie sprawić mu cierpienia, a potem wyciągnęła różdżkę, i użyła tego samego czaru, co wcześniej na Icarusie. Z trudem powstrzymała skrzywienie się. - Łyżka eliksiru przeciwbólowego i nastawiamy. Chyba że marzy ci się garb na nosie - poinformowała, wciąż nijak nie komentując ich opowieści.
Ale och, ten komentarz miał nadejść. Florence przetwarzała całą tę sytuację i że niby nie wyglądała aż tak źle, jak brzmiała. Skupiała się teraz na złamanych żebrach i nosie, na tym, że obaj mężczyźni wyglądali nie najlepiej, na naprawieniu szkód i ograniczeniu fizycznego cierpienia.
Reszta poczeka.
Co się odwlecze, to nie uciecze.
Tymczasem machnęła różdżką, przywołując odpowiedni eliksir, taki, który Basilius mógł przyjąć pomimo choroby.