Część zakładała maski, a część nigdy nie wychodziła z piwnicy – i tak to się żyło na tej wsi. Z pewnością jednak każdy z nich mnóstwo swojej uwagi poświęcał pracy i tym rzeczom, które uważał za ważne. Victoria rzadko kłamała, wolała po prostu milczeć, niż zacząć gubić się w sieci kłamstw, i tak mieli ją za osobę cichą i chłodną w obyciu. Rodolphus też taki był, dlatego wcale nie próbowała zgadnąć, jak bardzo go rusza sytuacja, w której się znalazł, nie zastanawiała się czy jego serce jest zimne jak lód, czy odczuwa emocje i tak dalej. Ona je odczuwała, tylko nie okazywała ich szerokiej publice. I podejrzewała, że jej drogi kuzyn może robić tak samo. Może też nie pokazywał ich przed samym sobą, nie dopuszczał ich do siebie – z jakiegoś powodu wielu mężczyzn obierało tę drogę.
– Też tak myślę – oczywiście, że mogła zrobić to samo co on, pieniędzy rodzinie nie brakowało. A jednak nie chciała, nie czuła potrzeby, bo ich rezydencja w Dolinie Godryka nie była wcale ciasna, a Victoria mogła się tam wyszaleć w ogrodzie (bo po skończeniu szkoły to z tego powodu podziękowali ogrodnikowi, Vika wolała zajmować się tym osobiście). W międzyczasie pieniądze z wypłat odkładała sobie do zupełnie osobnej skrytki; w przeciwieństwie do wielu bogatych czarodziejów nie żyła rozrzutnie, tylko pomnażała swoje bogactwo. I tak kupiła mieszkanie kilka miesięcy temu, tak na wszelki wypadek, jak to mówiła, po prostu nie czuła potrzeby się tam przenieść. Ale teraz wszystko się zmieniło; potrzebowała się stąd wyrwać, nie być ciągle narażona na swoją matkę, która miała wyjątkowo trudny charakter, przy którym wychodziło, że Victoria, pomimo tego chłodu, ma w sobie duże pokłady ognia. To nigdy nie chodziło o pieniądze.
Uśmiechnęła się krótko do kelnera, nim ten zniknął, na moment przeniosła spojrzenie na etykietę na winie, sięgnęła po kieliszek, umoczyła w nim usta, odłożyła szkło i dopiero spojrzała na Rodolphusa. Nie miała jasnego spojrzenia, ale i tak jej ciepłe spojrzenie potrafiło być wyjątkowo przenikliwe.
– Ktoś** po Beltane puścił w Ministerstwie plotkę*, że ja to wcale nie jestem po słowie, a po prostu już się ohajtałam i mam na nazwisko Rookwood, więc nie wiem… Pewnie zależy kogo spytasz – odparła i uśmiechnęła się krótko i krzywo, bo oboje doskonale wiedzieli, że żadnego ślubu nie było i Victoria nie nosi obrączki. W ogóle żadnych pierścionków nie nosiła, jej palce były całkowicie gładkie, a jedyną ozdoba były pomalowane na bordowo paznokcie, które Rodolphus mógł zobaczyć, gdy Victoria dotykała kieliszka.
– Za równy miesiąc będę na statku – znała te rozmówkowe zagrywki bardzo dobrze, niejako wychowała się na salonach, chociaż z tych wszystkich spotkań najbardziej lubiła, kiedy można było wyjść na parkiet i potańczyć, a niekoniecznie rozmawiać i plotkować. Tak, domyślała się, ze być może Rodolphus dowiedział się czegoś… I doskonale wiedziała, ze najpewniej dowiedzenie się czegokolwiek będzie wiązało się z nielegalnym działaniem. I miała to na tym, etapie już w dupie, bo chodziło o jej własne zdrowie i życie, które ucierpiały w wyniku wykonywania obowiązków pracowniczych. – Czy masz jakieś życzenia? Przywieźć ci coś z gorącej Afryki?– zagaiła z uprzejmym uśmiechem, wiedząc doskonale, że nie dlatego Rodolphus w ogóle pytał.
* Plotka: http://secretsoflondon.pl/showthread.php...8#pid19478
** Ktoś: http://secretsoflondon.pl/showthread.php...1#pid15841