06.09.2024, 23:09 ✶
Zapewne gdyby znali się nieco lepiej to by się jej odgryzł, ze za kompletną wariatkę to jej nie ma, z odpowiednią intonacją, że za wariatka to jednak ją ma - hej przychodziła po pomoc do cukierni! To jakby ktoś szedł do apteki kupować ser! Może od koloru skóry też trochę mieszało się w głowie? Na Merlina, oby nie!
- Ja? Ciebie? Skądże znowu, cóż za dziwny pomysł - odpowiedział niezwykle niewinnym głosem prowadząc ją do salonu, może i igrał z diabłem zaczynając się do wyraźnie wkurzonej kobiety, ale cóż nie byłby sobą, gdyby odpuścił sobie choć tyle.
Machnął ręką na jej przeprosiny i popatrzył jak Kapitan znika na schodach wiodących do góry.
- Przestań, biorąc pod uwagę okoliczności rozumiem poziom wkurwienia - nie żywił urazy, bo i też nie powiedziała mu nic takiego. Poza tym Thomas nie należał do osób, które długo i głęboko żywią urazę (poza kilkoma wyjątkami).
- To brzmi jak jakiś kiepski żart uczniów w Hogwarcie, dałaś się nieźle podejść - dość mocne słowa, jak na kogoś kto sam był niebieski niczym chaber. Przez moment trawił widok tego przedmiotu i dopiero pytania Geraldine wyrwały go z zamyślenia.
- Takie wymyślone stworzonka, mugolski komiks - wytłumaczył zdawkowo, na sam przymiotnik "mugolski" większość czarodziejów reagowała z obrzydzeniem, więc nie rozgadywał się za bardzo. - Jak to dlaczego? Bo potrafi, wiesz jak ciężko mu się czasami zamknąć? - krótki rant dość szybko wydobył się z ust Figga. Ostatnie dni to było bezustanne naciskanie sobie na odcisk z Pazurem. Powrócił do badania lusterka, wyjął różdżkę i tknął nią delikatnie przedmiot - ten zawibrował i zdawało się, że Thomas wie już wszystko.
- Daj mi chwilę - powiedział i pobiegł po schodach do góry. Nie dalej jak dziesięć sekund później zbiegał już niosąc swoją podręczną torbę, miał tam wszelkie niezbędne rzeczy do łamania klątw i rozbrajania pułapek. Bez zbędnego gadania położył ją na stole i zaczął szukać czegoś, po kolei wyciągał niektóre fiolki i oglądał płyny pod światło. Stanowczo powinien następnym razem podpisać te wszystkie eliksiry. W końcu znalazł ten o żółtawym kolorze, zupełnie jak słoneczniki.
- Dobra, weź łyk tego, a ja rzucę zaklęcie i powinnaś wrócić do normy - powiedział łapiąc w rękę swoją różdżkę i zajmując pozycję, najpierw eliksir potem zaklęcie, dlatego przed rzuceniem czekał na ruch panny Yaxley.
Rozproszenie na skutki klątwy na Ger:
- Ja? Ciebie? Skądże znowu, cóż za dziwny pomysł - odpowiedział niezwykle niewinnym głosem prowadząc ją do salonu, może i igrał z diabłem zaczynając się do wyraźnie wkurzonej kobiety, ale cóż nie byłby sobą, gdyby odpuścił sobie choć tyle.
Machnął ręką na jej przeprosiny i popatrzył jak Kapitan znika na schodach wiodących do góry.
- Przestań, biorąc pod uwagę okoliczności rozumiem poziom wkurwienia - nie żywił urazy, bo i też nie powiedziała mu nic takiego. Poza tym Thomas nie należał do osób, które długo i głęboko żywią urazę (poza kilkoma wyjątkami).
- To brzmi jak jakiś kiepski żart uczniów w Hogwarcie, dałaś się nieźle podejść - dość mocne słowa, jak na kogoś kto sam był niebieski niczym chaber. Przez moment trawił widok tego przedmiotu i dopiero pytania Geraldine wyrwały go z zamyślenia.
- Takie wymyślone stworzonka, mugolski komiks - wytłumaczył zdawkowo, na sam przymiotnik "mugolski" większość czarodziejów reagowała z obrzydzeniem, więc nie rozgadywał się za bardzo. - Jak to dlaczego? Bo potrafi, wiesz jak ciężko mu się czasami zamknąć? - krótki rant dość szybko wydobył się z ust Figga. Ostatnie dni to było bezustanne naciskanie sobie na odcisk z Pazurem. Powrócił do badania lusterka, wyjął różdżkę i tknął nią delikatnie przedmiot - ten zawibrował i zdawało się, że Thomas wie już wszystko.
- Daj mi chwilę - powiedział i pobiegł po schodach do góry. Nie dalej jak dziesięć sekund później zbiegał już niosąc swoją podręczną torbę, miał tam wszelkie niezbędne rzeczy do łamania klątw i rozbrajania pułapek. Bez zbędnego gadania położył ją na stole i zaczął szukać czegoś, po kolei wyciągał niektóre fiolki i oglądał płyny pod światło. Stanowczo powinien następnym razem podpisać te wszystkie eliksiry. W końcu znalazł ten o żółtawym kolorze, zupełnie jak słoneczniki.
- Dobra, weź łyk tego, a ja rzucę zaklęcie i powinnaś wrócić do normy - powiedział łapiąc w rękę swoją różdżkę i zajmując pozycję, najpierw eliksir potem zaklęcie, dlatego przed rzuceniem czekał na ruch panny Yaxley.
Rozproszenie na skutki klątwy na Ger:
Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!