07.09.2024, 01:23 ✶
Po tej przygodzie, najpewniej już więcej nie będzie zmieniał sklepów odzieżowych na dziwne mugolskie domy mody. Gdyby miał te cudne zdolności przewidywania przyszłości, najpewniej odradziłby Camille wybierania tego miejsca. U Rosiera by szybko dokonali zakupu strojów na wesele. A tutaj? Ktoś nie pozwala im stąd wyjść.
Było normalnie, ale już nie jest. Przynajmniej wiedział już, że wspomniany przez Delacour projektant, był już w swoim odpowiednim wieku. Ale czy na tyle , żeby nagle zniknąć? Czy co się tutaj dzieje?
- Zdecydowanie.Potwierdził jej słowa. Obejmując ją ramieniem do siebie, aby choć odrobinę dać ciepło. Niewiele to im pomoże, ale może znajdą jakieś rozwiązanie problemu? Jak się wydostać?
Wtedy towarzyszka postanowiła rzucić zaklęcie na ujawnienie się istoty, która robiła małe zamieszanie, przemieszczając się z prędkością światła. Nie przeszkadzał uzdrowicielce, ale sam był czujny.
Jako że zaklęcie Camille podziałało, zrobiło się niespodziewanie cicho. Jakby zatrzymał się czas. W pewnej chwili, z końca sali coś się do nich zbliżało. Unosiło w powietrzu. Odpowiedź na ich pytania powinna rozwiać wszelkie wątpliwości. Laurence nie znał tej osoby, ale Camille, już tak. Postać była duchem, niedawno zmarłym. Nie opuściła tego świata. To projektant, który nie dokończył jej sukni, tkwiącej w maszynie do szycia.
- Pani Delacour!
Uniósł głowę i rozpoznał swoją klientkę.
- Pani wybaczy! Suknia…
Zaciął się. Kierując wzrok w stronę maszyny do szycia. Lewitując nad ziemią. Przecierając nerwowo swoje dłonie. Nie zdążył. Nie wyrobił się. Byli umówieni na przymiarkę. Na zakup. Ale ta suknia nie była zakończona.