07.09.2024, 02:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2024, 02:56 przez Isaac Bagshot.)
Isaac jak zwykle stawił się przed czasem, więc zanim Brenna pojawiła się na miejscu spotkania, wypalił ze cztery papierosy. Kiedy ją zobaczył, rzucił niedopalonego peta na ziemię i przygniótł go obcasem. Wiedział, że Ziemniaczek nie przepada za papierosami, więc nie chciał jej smrodzić dymem papierosowym.
-Brenna, dziękuję, że przyszłaś. Wiem! Wiem, co sobie myślisz - facet nie chciał udzielić wywiadu, więc mnie wystawił.- Podszedł do dziewczyny i zniżył głos do szeptu. Przyglądał jej się z lekko zmarszczonymi brwiami.-I też tak myślałem, ale kiedy trochę powęszyłem, to okazało się, że ślad po nim zaginął. I owszem - nie pojawił się w pracy. Brenna, ja naprawdę MUSZĘ go odnaleźć. Jeśli coś mu się stało, bo powiedział niewłaściwej osobie o wywiadzie, to jestem mu winny pomoc. Chcę go odnaleźć, żeby upewnić się że żyje i ma się dobrze. I tyle. Jeśli okaże się, że leży gdzieś upity w barze bo przez kilka ostatnich dni dobrze się bawił, to... to dobrze. Zostawię go w spokoju.- Mówił cicho, z przejęciem wymalowanym na twarzy.-Mówię ci o tym, żebyś wiedziała jakie mam intencje. Nie chcę żebyś myślała, że szukam go dla wywiadu. Dlatego dziękuję, że mi pomagasz.- Wytłumaczył i westchnął ciężko przecierając dłonią twarz. Zauważył, że Brenna ma trochę zmieniony wygląd, ale domyślił się, że było to jej kamuflażem. W końcu była funkcjonariuszem i lepiej będzie, jeśli nikt jej nie rozpozna. Mieli zamiar włamać się do czyjegoś mieszkania, co było nie do końca legalne.
-Obiecuje, że będę się grzecznie słuchał i nie zrobię nic bez twojej zgody.- Nie miał zamiaru oponować, bo Longbotomówna doskonale wiedziała co robić. Co prawda nie był to pierwszy raz Bagshota, ale nie będzie chwalił się tym na głos.
Kiedy weszli na klatkę schodową i stanęli przed właściwymi drzwiami, Isaac zapukał i odczekał chwilę. Cisza. Spojrzał na swoją partnerkę in crime I prostym zaklęciem sprawdził, czy mieszkanie posiadało magiczne zabezpieczenia - nie posiadało. Bardzo łatwo dostali się więc do środka.
-Brenna, dziękuję, że przyszłaś. Wiem! Wiem, co sobie myślisz - facet nie chciał udzielić wywiadu, więc mnie wystawił.- Podszedł do dziewczyny i zniżył głos do szeptu. Przyglądał jej się z lekko zmarszczonymi brwiami.-I też tak myślałem, ale kiedy trochę powęszyłem, to okazało się, że ślad po nim zaginął. I owszem - nie pojawił się w pracy. Brenna, ja naprawdę MUSZĘ go odnaleźć. Jeśli coś mu się stało, bo powiedział niewłaściwej osobie o wywiadzie, to jestem mu winny pomoc. Chcę go odnaleźć, żeby upewnić się że żyje i ma się dobrze. I tyle. Jeśli okaże się, że leży gdzieś upity w barze bo przez kilka ostatnich dni dobrze się bawił, to... to dobrze. Zostawię go w spokoju.- Mówił cicho, z przejęciem wymalowanym na twarzy.-Mówię ci o tym, żebyś wiedziała jakie mam intencje. Nie chcę żebyś myślała, że szukam go dla wywiadu. Dlatego dziękuję, że mi pomagasz.- Wytłumaczył i westchnął ciężko przecierając dłonią twarz. Zauważył, że Brenna ma trochę zmieniony wygląd, ale domyślił się, że było to jej kamuflażem. W końcu była funkcjonariuszem i lepiej będzie, jeśli nikt jej nie rozpozna. Mieli zamiar włamać się do czyjegoś mieszkania, co było nie do końca legalne.
-Obiecuje, że będę się grzecznie słuchał i nie zrobię nic bez twojej zgody.- Nie miał zamiaru oponować, bo Longbotomówna doskonale wiedziała co robić. Co prawda nie był to pierwszy raz Bagshota, ale nie będzie chwalił się tym na głos.
Kiedy weszli na klatkę schodową i stanęli przed właściwymi drzwiami, Isaac zapukał i odczekał chwilę. Cisza. Spojrzał na swoją partnerkę in crime I prostym zaklęciem sprawdził, czy mieszkanie posiadało magiczne zabezpieczenia - nie posiadało. Bardzo łatwo dostali się więc do środka.