07.09.2024, 03:43 ✶
- Tylko? - uśmiechnęła się do niego słodko, posyłając mu powłóczyste spojrzenie, zanim ten uśmiech zmienił się lekko, na subtelnie złośliwy. - Odniosłam wrażenie że po tym pojedynku to jedna z niewielu rzeczy jaka ci została - zakończyła, przyjemnym dla ucha tonem, jakby właśnie prawiła mu najsłodszy z komplementów, a nie wspominała jak żałośnie poszło mu podczas starcia z Philipem Nottem. Pokaz jego umiejętności mógł się jej nie podobać, albo raczej jego wynik, ale na przykład wciąż posiadała w którejś szufladzie chusteczkę, którą wręczył jej przed pojedynkiem.
To była ładna pamiątka i Lyssa wcale nie żałowała, że nie zrobiła tego czego od niej oczekiwał, czyli dramatycznego rzucenia jej na parkiet, kiedy zaczynali pojedynek. Lubiła posiadać, nie mówiąc o tym że nie była absolutnie przesądna i tam gdzie niektórzy trzęśliby się nad tym, że brakiem przychylności przechyliła szale pojedynku tak, by równały się ze sobą, tak ona nie posiadała żadnych wyrzutów sumienia. Jeśli Louvain chciał wtedy wygrać, to zwyczajnie mógł być lepszy.
- Oh, ja nawet nie musiałam nic tam sama składać. Sam ułożyłeś je tam jeszcze zanim twój sukces został rozsądzony - uśmiechnęła się znowu, ale tym razem w obrzydliwie wręcz grzeczny sposób, specjalnie zbyt sztuczny by chociaż przypominać ten naturalny wyraz, wyuczony przez lata etykiety i sprawiania dobrego wrażenia. - Oczywiście, fleur-de-lis, jest figurą heraldyczną stylizywaną na lilie lub irysy, ale biorąc pod uwagę wygląd samego herbu, czyli złote kwiaty na niebieskim tle, są to raczej kosaćce żółte, a nie inne kwiaty z liliopodobnych, głównie dlatego że kosaćce rosną nad wodą, czyli tutaj niebieskim tle - mówiła trochę machinalnie, co zdarzało jej się kiedy przywoływała ciągi informacji wyciągniętych z jakichś książek. - Nadbudowywanie teraz do tego jakiejś ładnej historii, że te kwiaty są odniesieniem do Francji, tylko im umniejsza - a przez to jemu, ale to już ostawiła jemu do domyślenia się. W tym natomiast, co mówiła, nie chodziło w sumie o to żeby pokazać mu że nie ma racji, bo to co mówił było jak najbardziej poprawne, a ona wyciągała mu właśnie gdybania z jakiejś książki która pewnie nikt nigdy by się nie zainteresował. Ale chodziło o to, żeby zwyczajnie się z nim nie zgodzić i pokazać, że w pewnych kwestiach zostaje z tyłu.
Zbliżyła się do stolika, na który odłożył lusterko i przyjrzała mu się, nie dotykając go. Było brudne, a osmalenia nie zachęcały, no i nie należało do niego, a do obcej osoby.
- Ładna chociaż była? - zapytała go trochę znużonym tonem i w sumie nieco automatycznie. Nie interesowało jej to, ale z drugiej strony było to jedno z tych pytań, przy których niektórzy zaczynali się wiercić albo je zbywać. Co Louvain myślał o Alannie, było dla niej jednak nieistotne. - A wiesz już coś konkretnego oprócz samego pożaru i zniknięcia? - zagadnęła jeszcze i tak jak jego ton się zmienił, tak jej własny wybrzmiał na o wiele bardziej spokojny czy może nawet znudzony. Lyssa jednak wyprostowała się i podeszła do biurka, wysuwając jedną z szuflad by wyjąć z niej pudełko świec. Trzymała je w pokoju odkąd poprosiła Vakela o pomoc ze swoim darem, a przez to zaczęła też sama nad nim pracować według wskazówek dawanych jej przez ojca. A potem zaczęła te świeczki rozstawiać.
To była ładna pamiątka i Lyssa wcale nie żałowała, że nie zrobiła tego czego od niej oczekiwał, czyli dramatycznego rzucenia jej na parkiet, kiedy zaczynali pojedynek. Lubiła posiadać, nie mówiąc o tym że nie była absolutnie przesądna i tam gdzie niektórzy trzęśliby się nad tym, że brakiem przychylności przechyliła szale pojedynku tak, by równały się ze sobą, tak ona nie posiadała żadnych wyrzutów sumienia. Jeśli Louvain chciał wtedy wygrać, to zwyczajnie mógł być lepszy.
- Oh, ja nawet nie musiałam nic tam sama składać. Sam ułożyłeś je tam jeszcze zanim twój sukces został rozsądzony - uśmiechnęła się znowu, ale tym razem w obrzydliwie wręcz grzeczny sposób, specjalnie zbyt sztuczny by chociaż przypominać ten naturalny wyraz, wyuczony przez lata etykiety i sprawiania dobrego wrażenia. - Oczywiście, fleur-de-lis, jest figurą heraldyczną stylizywaną na lilie lub irysy, ale biorąc pod uwagę wygląd samego herbu, czyli złote kwiaty na niebieskim tle, są to raczej kosaćce żółte, a nie inne kwiaty z liliopodobnych, głównie dlatego że kosaćce rosną nad wodą, czyli tutaj niebieskim tle - mówiła trochę machinalnie, co zdarzało jej się kiedy przywoływała ciągi informacji wyciągniętych z jakichś książek. - Nadbudowywanie teraz do tego jakiejś ładnej historii, że te kwiaty są odniesieniem do Francji, tylko im umniejsza - a przez to jemu, ale to już ostawiła jemu do domyślenia się. W tym natomiast, co mówiła, nie chodziło w sumie o to żeby pokazać mu że nie ma racji, bo to co mówił było jak najbardziej poprawne, a ona wyciągała mu właśnie gdybania z jakiejś książki która pewnie nikt nigdy by się nie zainteresował. Ale chodziło o to, żeby zwyczajnie się z nim nie zgodzić i pokazać, że w pewnych kwestiach zostaje z tyłu.
Zbliżyła się do stolika, na który odłożył lusterko i przyjrzała mu się, nie dotykając go. Było brudne, a osmalenia nie zachęcały, no i nie należało do niego, a do obcej osoby.
- Ładna chociaż była? - zapytała go trochę znużonym tonem i w sumie nieco automatycznie. Nie interesowało jej to, ale z drugiej strony było to jedno z tych pytań, przy których niektórzy zaczynali się wiercić albo je zbywać. Co Louvain myślał o Alannie, było dla niej jednak nieistotne. - A wiesz już coś konkretnego oprócz samego pożaru i zniknięcia? - zagadnęła jeszcze i tak jak jego ton się zmienił, tak jej własny wybrzmiał na o wiele bardziej spokojny czy może nawet znudzony. Lyssa jednak wyprostowała się i podeszła do biurka, wysuwając jedną z szuflad by wyjąć z niej pudełko świec. Trzymała je w pokoju odkąd poprosiła Vakela o pomoc ze swoim darem, a przez to zaczęła też sama nad nim pracować według wskazówek dawanych jej przez ojca. A potem zaczęła te świeczki rozstawiać.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.