07.09.2024, 04:31 ✶
Gdyby nie fakt, jak okropnie denerwowało ją poznane rodzeństwo, to pewnie znajdowałaby sytuację w jakiej znalazł się Ulysses jako całkiem zabawną. Nie dało się nie zauważyć w jak żałosnym stanie zdawał się znajdować, kiedy obskakująca go blondynka, przypominająca raczej chodzącą landrynkę, dwoiła się i troiła by zwrócić na nią jego uwagę. A on nie chciał. Wywijał się z jej szponów, które niemal rozpaczliwie chciały go pochwycić, a najgorsze chyba było w tym wszystkim to, że zdawała się nie przyjmować porażki jak opcji, albo gorzej, nie zdawała sobie sprawy z tego jak niechętny był Rookwood.
On chciał sam się dramatycznie rzucić do wodnego oczka, a Lyssa miała ogromną ochotę wepchnąć tam Ashley i przytrzymać jej głowę pod wodą o sekundę za długo, ale sądziliby ją potem jak za człowieka. Jej brat, na całe szczęście, nawet jeśli gorąco kibicował swojej siostrze to zdawał się nieco bardziej świadomy tego, czego się od niego wymagało. Początkowo sam próbował zająć sobą Mulciber czy nawet pomóc jej w odpowiednim ustawieniu się do uderzenia, ale jedno zniesmaczone spojrzenie i jakieś złośliwie fuknięta w jego stronę uwaga wystarczyły, żeby wrócił do bycia skrzydłowym siostry na pełen etat. Widać było kto grał tutaj pierwsze skrzypce i że w sumie liczył się sukces tylko natrętnej dziewczyny.
Oprócz fantazjowania o popełnieniu morderstwa bez konsekwencji, Lyssa skupiała się bardzo, ale to bardzo na tym, żeby nie słuchać tego co padało z ust Ashley z przesadnym wręcz entuzjazmem. Ale jak zwykle, niewiele to zmieniało, bo słowa czepiały się nieznośnie i wbijały do głowy na stałe. Będzie musiała potem przeżywać tę chwilę na nowo, raz za razem w pełnej krasie, kiedy tylko coś jej o niej przypomni. Może powinna już nigdy nie dotknąć kija golfowego, albo nie patrzeć na równiutko przystrzyżoną trawę w wysokości od czterech do ośmiu milimetrów.
Lyssa zamrugała, a potem podniosła spojrzenie na Rookwooda, patrząc mu w oczy z grobową miną. Czemu ktoś z takimi ładnymi oczami musiał być tak okropnie głu niemądry i nieprzystosowany do życia? I nawet nie chodziło tutaj o to, jak się właściwie poznali, ale że w tym momencie to mógł być najgorszy możliwy komplement jakim mógł ją obdarować. A poprawienie się niczego nie polepszyło.
- Ah tak? - podchwyciła Ashley, ani na milimetr nie odsuwając się od Ulyssesa, a swoją rywalkę obrzucając szybkim i nagle okropnie niezainteresowanym spojrzeniem. - W takim razie musimy cię usłyszeć. Mało jest osób które jest w stanie równać się z moim wokalem, ale skoro Ully - Lyssa przymknęła na moment powieki z boleścią, słysząc to zdrobnienie. - Tak cię tutaj zachwala to wręcz nie mogę się doczekać. No bo przecież musimy się usłyszeć na konkursie, skoro jesteś taka świetna! - jej głos był tak przyjemny dla ucha, że aż obrzydliwy. Pannie Mulciber trochę wydawało się, że Ashley momentami nie mówi po to, żeby przekonać do siebie Rookwooda, a tylko po to żeby usłyszeć własny głos.
- Gdzie następny dołek? - zapytała jak gdyby nigdy nic, nagle wesołym, dźwięcznym tonem w który włożyła o wiele więcej energii niż by chciała. Swoje słowa kierowała natomiast do Lucasa, całkowicie na moment ignorując jego siostrę.
- Początek jest przy jeziorze.
- Oh, cudownie - uśmiechnęła się do niego, a potem spojrzała wesoło na Ashley. - W takim razie proponuję konkurs. Której z nas uda się lepiej trafić do kolejnego dołka, zdobędzie tę przyjemność by zaśpiewać wieczorem w duecie z Ulyssesem - oczywiście, że nie zamierzała brać udziału w tym bzdurnym i wieśniackim konkursie karaoke, ale Ashley zaraz na tę propozycję zaświeciły się niemal oczy. - Ale! - Lyssa uniosła ostrzegawczo palec. - Żeby nie było łatwo zwiększymy dystans i będziemy zaczynać z molo. Może być? - uśmiechnęła się grzecznie, ale nie musiała dłużej zachęcać blondynki, bo ta już dawno na wszystko gotowa była powiedzieć tak. Jej brat niby trochę się wahał, ale w gruncie rzeczy nie miał tu nic do gadania i Lyssa była tego aż za dobrze świadoma. Ulysses natomiast... cóż, on też nie miał tu nic do gadania za ten cudownie okropny komplement którym ją obdarzył, a który pewnie przyjęłaby o wiele chętniej w dosłownie każdych innych warunkach.
- Tak, tak, tak! Lucas, łap za nasze torby, idziemy! - oznajmiła rozemocjonowana Ashley, wyrywając do przodu i ciągnąc Ulyssesa za rękę.
On chciał sam się dramatycznie rzucić do wodnego oczka, a Lyssa miała ogromną ochotę wepchnąć tam Ashley i przytrzymać jej głowę pod wodą o sekundę za długo, ale sądziliby ją potem jak za człowieka. Jej brat, na całe szczęście, nawet jeśli gorąco kibicował swojej siostrze to zdawał się nieco bardziej świadomy tego, czego się od niego wymagało. Początkowo sam próbował zająć sobą Mulciber czy nawet pomóc jej w odpowiednim ustawieniu się do uderzenia, ale jedno zniesmaczone spojrzenie i jakieś złośliwie fuknięta w jego stronę uwaga wystarczyły, żeby wrócił do bycia skrzydłowym siostry na pełen etat. Widać było kto grał tutaj pierwsze skrzypce i że w sumie liczył się sukces tylko natrętnej dziewczyny.
Oprócz fantazjowania o popełnieniu morderstwa bez konsekwencji, Lyssa skupiała się bardzo, ale to bardzo na tym, żeby nie słuchać tego co padało z ust Ashley z przesadnym wręcz entuzjazmem. Ale jak zwykle, niewiele to zmieniało, bo słowa czepiały się nieznośnie i wbijały do głowy na stałe. Będzie musiała potem przeżywać tę chwilę na nowo, raz za razem w pełnej krasie, kiedy tylko coś jej o niej przypomni. Może powinna już nigdy nie dotknąć kija golfowego, albo nie patrzeć na równiutko przystrzyżoną trawę w wysokości od czterech do ośmiu milimetrów.
Lyssa zamrugała, a potem podniosła spojrzenie na Rookwooda, patrząc mu w oczy z grobową miną. Czemu ktoś z takimi ładnymi oczami musiał być tak okropnie głu niemądry i nieprzystosowany do życia? I nawet nie chodziło tutaj o to, jak się właściwie poznali, ale że w tym momencie to mógł być najgorszy możliwy komplement jakim mógł ją obdarować. A poprawienie się niczego nie polepszyło.
- Ah tak? - podchwyciła Ashley, ani na milimetr nie odsuwając się od Ulyssesa, a swoją rywalkę obrzucając szybkim i nagle okropnie niezainteresowanym spojrzeniem. - W takim razie musimy cię usłyszeć. Mało jest osób które jest w stanie równać się z moim wokalem, ale skoro Ully - Lyssa przymknęła na moment powieki z boleścią, słysząc to zdrobnienie. - Tak cię tutaj zachwala to wręcz nie mogę się doczekać. No bo przecież musimy się usłyszeć na konkursie, skoro jesteś taka świetna! - jej głos był tak przyjemny dla ucha, że aż obrzydliwy. Pannie Mulciber trochę wydawało się, że Ashley momentami nie mówi po to, żeby przekonać do siebie Rookwooda, a tylko po to żeby usłyszeć własny głos.
- Gdzie następny dołek? - zapytała jak gdyby nigdy nic, nagle wesołym, dźwięcznym tonem w który włożyła o wiele więcej energii niż by chciała. Swoje słowa kierowała natomiast do Lucasa, całkowicie na moment ignorując jego siostrę.
- Początek jest przy jeziorze.
- Oh, cudownie - uśmiechnęła się do niego, a potem spojrzała wesoło na Ashley. - W takim razie proponuję konkurs. Której z nas uda się lepiej trafić do kolejnego dołka, zdobędzie tę przyjemność by zaśpiewać wieczorem w duecie z Ulyssesem - oczywiście, że nie zamierzała brać udziału w tym bzdurnym i wieśniackim konkursie karaoke, ale Ashley zaraz na tę propozycję zaświeciły się niemal oczy. - Ale! - Lyssa uniosła ostrzegawczo palec. - Żeby nie było łatwo zwiększymy dystans i będziemy zaczynać z molo. Może być? - uśmiechnęła się grzecznie, ale nie musiała dłużej zachęcać blondynki, bo ta już dawno na wszystko gotowa była powiedzieć tak. Jej brat niby trochę się wahał, ale w gruncie rzeczy nie miał tu nic do gadania i Lyssa była tego aż za dobrze świadoma. Ulysses natomiast... cóż, on też nie miał tu nic do gadania za ten cudownie okropny komplement którym ją obdarzył, a który pewnie przyjęłaby o wiele chętniej w dosłownie każdych innych warunkach.
- Tak, tak, tak! Lucas, łap za nasze torby, idziemy! - oznajmiła rozemocjonowana Ashley, wyrywając do przodu i ciągnąc Ulyssesa za rękę.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.