usiądź i zapłacz nad nami
usiądź i zapłacz nad wiecznością w osamotnieniu
usiądź i zapłacz, jak ja zapłakałem, kiedy wyrwałeś moje serce z piersi i zabrałeś je tak blisko, ale tak daleko
usiądź i zapłacz nad nami, a ja otulę Cię swoją miłością
jestem zawsze przy Tobie
usiądź i zapłacz nad wiecznością w osamotnieniu
usiądź i zapłacz, jak ja zapłakałem, kiedy wyrwałeś moje serce z piersi i zabrałeś je tak blisko, ale tak daleko
usiądź i zapłacz nad nami, a ja otulę Cię swoją miłością
jestem zawsze przy Tobie
Czy kiedyś w ogóle sobie wyznali uczucia? Nie trzeba było, gesty mówiły same za siebie, wspólnie spędzony czas, godziny rozmów, nieprzespane dni, nieprzespane noce. Czy to tak właśnie nabawił się bezsenności, gdy swój dobowy rytm musiał dostroić do konieczności wampirzego życia?
Twarda ściana była jedyną ostoją, jedynym pewnikiem w tym pogrzebowym tonie. Dźwięki smyczków coraz koślawiej grały, kilka tonów w fortepianie coraz bardziej nie stroiło, jakby ktoś celowo dodawał fałszywe nuty w tej połamanej kołysance. Na wieczny sen. Na wieczne pamiętanie.
I tylko istniała ściana, ta sama, przy której osunął się na ziemie, czując jak kręci mu się w głowie. I tylko istniała miękka kołdra rozrastający się róż, otulających go coraz ciaśniej jak płaszcz, jak ciężar nie pozwalający wyjść o świcie z łóżka. Nie pozwalający wyjść o zmierzchu z trumny nadchodzącego życia.
Była noc. Było ciemno, a ściana okazała się twardą nagrobną płytą. Ciężkie marmury rodowej krypty stanowiły ostatni bastion tej drogi, na którą skazała go dzisiejsza noc. Bezlistne drzewa pochylały się nad nim, a czarne, lekko lśniące fioletowym blaskiem magiczne róże delikatnie łaskotały skórę jego skostniałych dłoni.
To jest jeden z moich najlepszych żartów, kazałem ją postawić ze dwa wieki temu. Zawsze pokazuję ją ciekawskim, gdy pytają o miejsce mojego pochówku czy okoliczności zgonu. Wścibskie nosy wietrzą za liczbami, chcąc poznać układ planet, który mnie wydał na świat. Szukają po tym jak urodziłem się dla dnia, szukają po tym, jak urodziłem się dla nocy, ale obaj wiemy, że przeznaczenie kpi z nas każdego dnia, i tylko my i nasze własne decyzje mogą utkać przyszłość według naszej woli. Gwiazdy mówiły mi, że odejdę samotnie, ale proszę, oto jesteś, mój towarzyszu, jedyny z którym mógłbym oglądać koniec czasów...
Tylko kochankowie przeżyją
Tak mu mówił, gdy byli w tym miejscu ostatni raz, gdy całowali się w blasku księżyca w domenie umarłych, nad ciałami wielu. Hrabia śmiał się wtedy z Paryża, miasta miłości zbudowanego na gigantycznym cmentarzu, którego katakumby szczyciły się ścianami wytapetowanymi kośćmi, kolumnami bezimiennych czaszek.
Tęsknię
Szeptał wiatr przy akompaniamencie gnących się ostrych gałęzi cmentarnych drzew. Szeptał pośród lamentu osieroconych kwiatów. Szeptał tak słodko i czule, gładząc jego twarz lodowymi opuszkami, których nie było. Których nigdy już nie miałby poczuć.