Rozumiała to, bo sama jako dzieciak obrosła w piórka i były momenty, kiedy zachowywała się, jakby była lepsza od innych. Na całe szczęście z wiekiem jej niespokojny, pragnący wolności duch się uspokoił i zupełnie przestała w ten sposób patrzeć na ludzi. Ot, jednym przychodziło łatwiej to, co drugim sprawiało trudność. Jedni wiedzieli, czego chcą od życia, a drudzy ciągle szukali swojej drogi i celu, miotając się z miejsca na miejsce. Nie oceniała więc Morpheusa przez wzgląd na to, jak zachowywał się w szkole w młodzieńczych latach. Ważne było to, że to widział i potrafił się ot tak do tego przyznać. W odpowiedzi więc tylko się uśmiechnęła i słuchała dalej o złośliwych bliźniakach z jego przeszłości. Przedstawił ich jak typowych złych chłopców z książek, takich, których to dziewczyny chciały zmienić, bo łobuz kocha najbardziej. Wypuściła głośniej powietrze przez nos, a jej usta przeciął krzywy uśmieszek, który zaraz wyładniał, kiedy Morpheus wspomniał o swoich doświadczeniach z Trzecim Okiem. Bardzo oszczędnie wspomniał, lecz jednocześnie mówił tym wszystko.
– Czyli nie miałeś – bo co tam kolega ze szkoły… jej chodziło o mentora, doświadczonego jasnowidza, który potrafił dać dobre rady i pokierować, pomoc z opakowaniem tego daru, który wielokrotnie potrafił być też przekleństwem, gdy nie obchodziło się z nim odpowiednio. – Musiało być tym trudniej. Ale cieszę się, że ten etap jest już dawno za tobą – szkolne przyjaźnie pojawiały się, często znikały. Niektóre zostawały na całe życie, a niektóre absolutnie nie – to był absolutnie normalny krąg życia, nic nadzwyczajnego. Ginny miała sporo takich osób, z którymi kiedyś łączyło ją dużo, a teraz zupełnie nic. Nowe znajomości i przyjaźnie wcale nie były warte mniej – były po prostu inne. Co nie znaczyło, że były gorsze; może nawet przeciwnie. Życie w przeszłości, gdy zaglądało się w przyszłość, nie było zbyt zdrowe. Wyciągać wnioski, uczyć się o historii – tak. Lecz ta przeszłość nie mogła przysłaniać tego, co mogło nadejść, bo okazje mogły tylko przejść koło nosa.
Z początku nawet nie pomyślała o tym, że Morpheus będzie wykorzystywać swoją zdolność do tego, by lepiej tańczyć, ale gdy dostrzegła to zamglone i jednocześnie czyste jak bezchmurna noc spojrzenie, stało się dla niej jasne to, co właśnie się dzieje. I uważała to za genialne prawdę powiedziawszy, bo żadne z nich nie pomyliło kroków i wyglądało to tak, jakby znali swój rytm na wskroś. Swoje ciała, jakby znali się od dawna, na wylot, a przecież dopiero tutaj Morpheus mógł poczuć miękkość jej skóry, gdy ona delikatność jego dłoni.
W normalnych warunkach bardzo by się zdziwiła, że ktokolwiek do niej śpiewa, ale i w niej eliksir zaczął już działać na tyle mocno, że miała ochotę uderzyć w wyższe nuty. Nawet otoczenie, inne pary, które śpiewały, nie wydawały się ani trochę dziwne, gdy z nogą wokół biodra Morpheusa podziwiała nocne niebo, zawierzając sile jego ramion.
– Honey, I'm on fire, I feel it everywhere // Nothin' scares me anymore – odpowiedziała mu śpiewnie w tej pozycji, gdy chórki w tle zaintonowały „One, two, three, four”. – Kiss me hard before you go, Summertime sadness – zaintonowała, kiedy już była w pionie i stała twarzą w twarz z Morpheusem. – I just wanted you to know // That baby you’re the best.