Udało jej się dobiec do Brenny i Rogera. Zajęło jej to chwilę, ale wreszcie znalazła się obok. Zauważyła, że zaklęcie, które chroniło Longbottom przed tym, co unosiło się w powietrzu przestało to robić. Musiały jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz, teraz była pewna, że to przez tą dziwną unoszącą się w powietrzu woń ziół miały omamy.
Oczywiście zaoferowała swoją pomoc, razem na pewno szybciej udało im się wynieść brygadzistę na zewnątrz. Zresztą bała się, że Brenna też padnie od tego zapachu.
Jakoś wyciągnęły go przed budynek, miały sporo szczęścia, że nie skończyły jak koledzy, którzy nie mogli utrzymać się na nogach. Udało im się ich odnaleźć, szkoda tylko, że nie znalazły sprawców tego całego zamieszania. Może jeszcze uda im się to zrobić, oczywiście nie dzisiaj, teraz nie miały na to czasu.
- Czy z tobą wszystko w porządku? - W nosie miała dwóch brygadzistów, to Brenna była jej partnerką, znajdowała się dłużej w tym budynku, jej również mogło to zaszkodzić. Musiała mieć pewność, że nic jej nie dolegało.
- Dam radę, najwyżej narzygam komuś na buty przy lądowaniu. - Oczywiście, że musiała to zrobić, była w najlepszej formie z nich wszystkich. To ona musiała udać się po pomoc. Nie znosiła teleportacji, ale na pewno dzięki temu znajdzie się szybciej w ministerstwie. Musiała to zrobić.
- Zaraz ktoś tu przyjdzie, uważaj na siebie Brenn. - Nie mogła się powstrzymać przed tym komentarzem. Po chwili oddaliła się w krzaki i aprotowała się na posterunek.