Nie powinna interesować się tym, co się wydarzyło, a jej ciekawość wiele razy sprowadzała na nią kłopoty. Najwyraźniej jeszcze się nie nauczyła, że nie warto wsadzać nosa w nieswoje sprawy, może kiedyś dotrze do niej, że to bezsensowne, szczególnie w miejscach jak Nokturn. Bez zastanowienia więc ledwie w kilka sekund znalazła się przy tym zupełnie obcym typie i jego koledze. Jej wybór, oby nie był niewłaściwy.
Nie spodziewała się spotkać Ambroise'a w takim miejscu. Nie do końca pasował jej do Nokturnu. Najwyraźniej tak jak ona chodził swoimi ścieżkami, miał swoje tajemnice. Nikt nie lubił się chwalić w towarzystwie szemranymi interesami, a po tym, jak wniósł tu tego mężczyznę zakładała, że raczej nie znalazł się tutaj przypadkowo. Tak jak ona. Łączyło ich więcej, niż mogłaby przypuszczać.
- Uważaj, złość piękności szkodzi. - Nie przejęła się szczególnie jego nieprzyjemnym tonem. Zapewne coś poszło nie po jego myśli, próbowała jednak póki co domyśleć się, co właściwie się wydarzyło. Gdy przyglądała się bardziej mężczyźnie który leżał na ziemi zauważyła, że wcale nie był nawalony. Ktoś musiał go pobić, nie było to niczym nadzwyczajnym na Nokturnie, czasem wystarczyło, że spojrzało się na kogoś w nieodpowiedni sposób i można było tutaj stracić życie.
W końcu wstała na nogi, odszukała wzrokiem barmana i przywołała go do siebie spojrzeniem. Działała szybko, wiedziała, że nie mogą pozwolić sobie na to, aby zajmować się tym mężczyzną na tej sali, gdzie znajdowało się poza nimi kilka osób. Mogli ją z tym połączyć, nie wysiliła się przecież nawet na założenie płaszcza i kaptura, stanęła przed nimi w całej okazałości, a co jeśli ktoś ją skojarzy? Tym będzie się martwić później.
Wiedziała, że Greengrass będzie potrafił mu pomóc. Był w końcu medykiem, nie miała pojęcia, czy z nim jest wszystko w porządku, nie wyglądał najlepiej. Wypadałoby się tym zainteresować. Podeszła do niego, zignorowała wiązankę, którą ją uraczył. - Jesteś ranny? - Tym razem ton jej głosu był zdecydowanie łagodniejszy, jakby nie chciała go bardziej interesować. Spokój mógł uratować ich wszystkich.
Barman w końcu do nich doszedł, więc Gerry szeptem poprosiła go o to, aby wyprowadził ich na górę, na pewno któryś pokój był wolny. Musiała jednak wrócić po swoje rzeczy, były zbyt cenne. Zapomniała też najwyraźniej o tym, że miała dostarczyć przesyłkę, miała nadzieję, że klient jej wybaczy niedyspozycję.
- Zaraz tu wrócę. - Rzuciła jeszcze przez ramię, gdy szła w kierunku stolika przy którym chwilę wcześniej siedziała. Wzięła swój płaszcz i pakunek, po raz kolejny w kilka sekund znalazła się przy tym niewielkim zgromadzeniu mężczyzn. - Pójdziemy do pokoju, tam nikt nas nie zobaczy. Pomóż mi. - Dosyć rozkazującym tonem odezwała się do barmana, zdecydowanie nie zakładała, że jej się sprzeciwi. Podniosła mężczyznę, który dalej był nieprzytomny i oparła o swoje ramię, barman złapał go pod drugie. - Dasz radę iść sam? - Zapytała jeszcze Ambroise'a, bo nadal nie wiedziała, w jakim do końca jest stanie.