07.09.2024, 23:13 ✶
Matko, daj mi cierpliwość, bo jeśli dasz mi siłę, to jedno z twoich ukochanych dzieci może zbyt szybko wylądować w twych ramionach, skomentował w myślach Sebastian, starając się ignorować komentarze wymienione między sobą przez pracowników sił bezpieczeństwa. Mimo to napawał się przez dłuższą chwilę myślą o okładaniu Bulstrode'a edycją kolekcjonerską śpiewnika kowenowego, który został wydany przed dwoma laty.
Ach, cóż to była za cegła! Sprzedawano ją w limitowanym nakładzie podczas obchodów Yule w 1970 razem z zestawem unikatowych zakładek i pocztówek, które można było wysłać do bliskich poprzez stanowisko sowiej poczty przy jednym ze stoisk na sabacie. Na pewno po dziś dzień stanowiła klejnot koronny kolekcji niejednego bibliofila. Gdyby tylko wydano ją w edycji z barwionymi brzegami, to całkiem prawdopodobne, że Macmillan poczułby jakieś wyrzuty sumienia względem swoich fantazji na temat bliskiego kontaktu księgi z głową Atreusa.
Uspokój się, napomniał samego siebie, odpychając te wyjątkowo... barbarzyńskie... przemyślenia na bok. Nie chciał wnosić do rytuału negatywnej energii, nawet jeśli ta pozostawała w dużej mierze zaklęta w meandrach jego własnego umysłu, gdzie dawał upust swoim emocjom. Prawdę mówiąc, nie wiedział, czemu zachowanie ducha aż tak rozśmieszyło mężczyznę. Egzorcysta odbierał to raczej jako pozdrowienie lub podziękowanie za wykonaną pracę. A może przestrogę przed tym, co może go jeszcze spotkać ze strony magicznych zaświatów.
Po zakończeniu egzorcyzmów mężczyzna pozostał na posadzce, próbując dojść do siebie, podczas gdy Digby próbował jak najszybciej usunąć się z sali. W chwili, gdy czarodziej wytoczył się chwiejnym krokiem z sali, Sebastian ćwiczył oddychanie, wciągając gwałtownie powietrze przez nos, tylko po to, aby po kilku sekundach wypuścić je przez usta. Dopiero rozmowa na temat losów kryształowej czaszki zwróciła jego uwagę na tyle, aby zabrać głos.
— To chyba oczywiste, co się teraz stanie z czaszką — rzucił Sebastian, podnosząc się powoli z kolan. Otrzepał spodnie z niewidzialnego kurzu, poprawiając przy okazji nogawki niedawno wyprasowanych spodni. — Ja ją zabieram. Nigdy nie przechowywałem w domu tak pokaźnego pojemnika na dusze, więc to będzie bardzo dobry moment, aby się wdrożyć. — Uniósł niewzruszone spojrzenie na trójkę pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. — Uważam, że jestem najlepiej wykwalifikowaną osobą do tego, aby obcować z tym artefaktem. Nawet jeśli obecnie jest pusty. — Zamrugał parokrotnie, nie dostrzegając delikatnej sprzeczności w swych słowach. — W ostateczności mogą pójść na ugodę i umieścić ją za szkłem w swoim gabinecie.
Uśmiechnął się minimalnie, po czym zbliżył dłoń do ust, jakby chciał ukryć przed resztą zebranych uniesione kąciki ust. Chrząknął znacząco.
— Wybaczcie. Byłem ciekawy waszej reakcji — wytłumaczył niezgrabnie, ponownie przywołując na twarz maskę powagi.
Chociaż osobiście wolałby, aby artefakt wylądował w rękach śledczych, tak nie miał zamiaru się zbytnio sprzeczać o to, czy Niewymowni powinni mieć w tej sprawie coś do powiedzenia. Chyba wszyscy wiedzieli, że Departament Tajemnic był nadzwyczaj łasy na wszelkiego rodzaju skarby, artefakty bez względu na to, jakiego rodzaju magią były przesycone. I wiele wskazywało na to, że niemalże do perfekcji opanowali sztukę przejmowania ich z rąk innych pracowników Ministerstwa Magii.
Ach, cóż to była za cegła! Sprzedawano ją w limitowanym nakładzie podczas obchodów Yule w 1970 razem z zestawem unikatowych zakładek i pocztówek, które można było wysłać do bliskich poprzez stanowisko sowiej poczty przy jednym ze stoisk na sabacie. Na pewno po dziś dzień stanowiła klejnot koronny kolekcji niejednego bibliofila. Gdyby tylko wydano ją w edycji z barwionymi brzegami, to całkiem prawdopodobne, że Macmillan poczułby jakieś wyrzuty sumienia względem swoich fantazji na temat bliskiego kontaktu księgi z głową Atreusa.
Uspokój się, napomniał samego siebie, odpychając te wyjątkowo... barbarzyńskie... przemyślenia na bok. Nie chciał wnosić do rytuału negatywnej energii, nawet jeśli ta pozostawała w dużej mierze zaklęta w meandrach jego własnego umysłu, gdzie dawał upust swoim emocjom. Prawdę mówiąc, nie wiedział, czemu zachowanie ducha aż tak rozśmieszyło mężczyznę. Egzorcysta odbierał to raczej jako pozdrowienie lub podziękowanie za wykonaną pracę. A może przestrogę przed tym, co może go jeszcze spotkać ze strony magicznych zaświatów.
Po zakończeniu egzorcyzmów mężczyzna pozostał na posadzce, próbując dojść do siebie, podczas gdy Digby próbował jak najszybciej usunąć się z sali. W chwili, gdy czarodziej wytoczył się chwiejnym krokiem z sali, Sebastian ćwiczył oddychanie, wciągając gwałtownie powietrze przez nos, tylko po to, aby po kilku sekundach wypuścić je przez usta. Dopiero rozmowa na temat losów kryształowej czaszki zwróciła jego uwagę na tyle, aby zabrać głos.
— To chyba oczywiste, co się teraz stanie z czaszką — rzucił Sebastian, podnosząc się powoli z kolan. Otrzepał spodnie z niewidzialnego kurzu, poprawiając przy okazji nogawki niedawno wyprasowanych spodni. — Ja ją zabieram. Nigdy nie przechowywałem w domu tak pokaźnego pojemnika na dusze, więc to będzie bardzo dobry moment, aby się wdrożyć. — Uniósł niewzruszone spojrzenie na trójkę pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. — Uważam, że jestem najlepiej wykwalifikowaną osobą do tego, aby obcować z tym artefaktem. Nawet jeśli obecnie jest pusty. — Zamrugał parokrotnie, nie dostrzegając delikatnej sprzeczności w swych słowach. — W ostateczności mogą pójść na ugodę i umieścić ją za szkłem w swoim gabinecie.
Uśmiechnął się minimalnie, po czym zbliżył dłoń do ust, jakby chciał ukryć przed resztą zebranych uniesione kąciki ust. Chrząknął znacząco.
— Wybaczcie. Byłem ciekawy waszej reakcji — wytłumaczył niezgrabnie, ponownie przywołując na twarz maskę powagi.
Chociaż osobiście wolałby, aby artefakt wylądował w rękach śledczych, tak nie miał zamiaru się zbytnio sprzeczać o to, czy Niewymowni powinni mieć w tej sprawie coś do powiedzenia. Chyba wszyscy wiedzieli, że Departament Tajemnic był nadzwyczaj łasy na wszelkiego rodzaju skarby, artefakty bez względu na to, jakiego rodzaju magią były przesycone. I wiele wskazywało na to, że niemalże do perfekcji opanowali sztukę przejmowania ich z rąk innych pracowników Ministerstwa Magii.