08.09.2024, 00:23 ✶
Odwzajemnił nieśmiało uśmiech Florence, raczej z grzeczności niż faktycznej radości z wypowiadanych przez nią słów. Może jego uprzedzenia względem uzdrowicielki raz jeszcze wybiły się na pierwszy plan? Czasem odnosił wrażenie, że ilekroć oferowała mu jakieś alternatywy związane z zaliczeniem poszczególnych egzaminów lub pracy na stażu, to zazwyczaj ta druga opcja okazywała się dużo gorsza, co dosyć skutecznie zniechęcało go do wprowadzania jakichkolwiek zmian w swoich planach.
Tak też było i tym razem. Chociaż zamierzał przystać na prośbę Bulstrode i asystować jej w badaniach nad klątwą żywiołów, tak nie mógł wyzbyć się przeświadczenia, że gdyby postanowił odmówić, to zaliczenie najbliższego testu okazałoby się bardzo trudne. Kto wie, może kobieta nawet skomentowałaby przy całej grupie, że to właśnie jego decyzja jest powodem dla zmiany pytań na dużo bardziej wymagające? Dobrze, że tym razem uda się tego uniknąć, pomyślał przelotnie Lupin, kiwając powoli głową.
— Cóż, l-ludzie lubią mieć natychmiastowe rozwiązania w tych czasach — skomentował gładko nawiązanie do czystokrwistych. — Chyba faktycznie lepiej to przetestować w kontrolowanych warunkach, zamiast robić nadzieje ''ważnym ludziom'' tam na górze, że to wszystko faktycznie się powiedzie.
Wiele rodzin zapewne wpakowałaby w tego rodzaju badania cały majątek, gdyby tylko na koniec mogli dostać w swoje ręce lekarstwo na określoną klątwę. Chociaż społeczeństwo czarodziejów powoli szło do przodu w kwestii zmian społecznych, tak aranżowane małżeństwa czy planowanie kariery całej gromadce swoich pociech dalej było zaskakująco... modne... w co poniektórych domach. A nieprzewidziane incydenty takie, jakie przekleństwa i dziedziczne klątwy potrafiły mocno nabruździć w takich planach. A czasem nawet cała skrytka była warta tego, aby jakaś strategia wypaliły. Bądź co bądź, niektórzy pozostawali dla nestorów przede wszystkim małym trybikiem w maszynie zwanej rodziną.
— Jestem jedyną osobą włączoną do projektu? — zaryzykował kolejne pytanie, rozglądając się czujnie na prawo i lewo, jakby oczekiwał, że z szafki wyskoczy kolejny stażysta lub badacz włączony do pracy przez Florence. — Byłoby dobrze mieć wsparcie także od innych uzdrowicieli.
Wprawdzie pracując samodzielnie nad recepturami, czułby się mniej obserwowany, ale po tych kilku miesiącach pracy w Szpitalu św. Munga zdołał przyzwyczaić się do obecności niektórych jednostek w swoim otoczeniu. Poza tym niektórzy mieli naprawdę świetne pomysły, jak na przykład uzdrowiciel Prewett, który pracował nad maścią zdzierającą skórę. Kto wie, może też mógłby dorzucić od siebie parę sykli w kwestii klątwy żywiołów?
Tak też było i tym razem. Chociaż zamierzał przystać na prośbę Bulstrode i asystować jej w badaniach nad klątwą żywiołów, tak nie mógł wyzbyć się przeświadczenia, że gdyby postanowił odmówić, to zaliczenie najbliższego testu okazałoby się bardzo trudne. Kto wie, może kobieta nawet skomentowałaby przy całej grupie, że to właśnie jego decyzja jest powodem dla zmiany pytań na dużo bardziej wymagające? Dobrze, że tym razem uda się tego uniknąć, pomyślał przelotnie Lupin, kiwając powoli głową.
— Cóż, l-ludzie lubią mieć natychmiastowe rozwiązania w tych czasach — skomentował gładko nawiązanie do czystokrwistych. — Chyba faktycznie lepiej to przetestować w kontrolowanych warunkach, zamiast robić nadzieje ''ważnym ludziom'' tam na górze, że to wszystko faktycznie się powiedzie.
Wiele rodzin zapewne wpakowałaby w tego rodzaju badania cały majątek, gdyby tylko na koniec mogli dostać w swoje ręce lekarstwo na określoną klątwę. Chociaż społeczeństwo czarodziejów powoli szło do przodu w kwestii zmian społecznych, tak aranżowane małżeństwa czy planowanie kariery całej gromadce swoich pociech dalej było zaskakująco... modne... w co poniektórych domach. A nieprzewidziane incydenty takie, jakie przekleństwa i dziedziczne klątwy potrafiły mocno nabruździć w takich planach. A czasem nawet cała skrytka była warta tego, aby jakaś strategia wypaliły. Bądź co bądź, niektórzy pozostawali dla nestorów przede wszystkim małym trybikiem w maszynie zwanej rodziną.
— Jestem jedyną osobą włączoną do projektu? — zaryzykował kolejne pytanie, rozglądając się czujnie na prawo i lewo, jakby oczekiwał, że z szafki wyskoczy kolejny stażysta lub badacz włączony do pracy przez Florence. — Byłoby dobrze mieć wsparcie także od innych uzdrowicieli.
Wprawdzie pracując samodzielnie nad recepturami, czułby się mniej obserwowany, ale po tych kilku miesiącach pracy w Szpitalu św. Munga zdołał przyzwyczaić się do obecności niektórych jednostek w swoim otoczeniu. Poza tym niektórzy mieli naprawdę świetne pomysły, jak na przykład uzdrowiciel Prewett, który pracował nad maścią zdzierającą skórę. Kto wie, może też mógłby dorzucić od siebie parę sykli w kwestii klątwy żywiołów?