Na całe szczęście Thomas postanowił nie zadawać tych pytań. Nie było szans, aby Yaxleyówna się przed kimkolwiek otworzyła. Musiała sama sobie radzić z tymi wszystkimi problemami, ciągle usilnie to sobie powtarzała, póki co nie przynosiło to jednak niczego dobrego.
- Ty to potrafisz pocieszyć, nie ma co. - Dlaczego się nie teleportowała? To było dobre pytanie, zazwyczaj, gdy coś ją złościło wybierała ruch. Aktywność fizyczna pomagała jej w radzeniu sobie z wkurzeniem, pewnie liczyła na to, że jak to rozchodzi, to będzie mniej zirytowana, nie do końca pomogło. Grunt jednak, że już zaczęła się uspokajać.
- Ciekawe, może podróżowaliśmy w inne miejsca. - Ona raczej podczas swoich wypraw uczyła się o różnych, bardziej egzotycznych dziedzinach magii. Może każdy trafiał na to, co faktycznie go interesowało. Nie oceniała jednak Figga, zdawała sobie sprawę, że świat mugoli może być całkiem ciekawy, jednak nie powiedziała o tym głośno. Lepiej, aby nie mówiła w głos o swoim sympatyzowaniu z niemagicznymi, to mogło być różnie odebrane w kręgach w których się obracała.
- Rozumiem, ale na dłuższą metę pewnie strasznie by mnie to irytowało. - Na całe szczęście jej psy nie potrafiły mówić, więc były zdecydowanie dużo prostsze w obsłudze, nie wtrącały się też w jej rozmowy ze znajomymi, czasem jedynie przychodził wyżebrać nieco głaskania.
Gdy uderzyło w nią zaklęcie poczuła się dziwnie. Wibracje przeszły jej ciało. Nie miała pojęcia, czy to zadziałało, dała sobie kilka sekund, nim spojrzała na swoje ręce. Efekt przecież musiał zejść, na pewno nie stało się to od ręki. Wyciągnęła dłoń przed siebie i zaczęła ją obracać, nie była już ani zielona, ani fioletowa. Odruchowo chciała złapać za lusterko, żeby spojrzeć na twarz, jednak zatrzymała dłoń w locie. W końcu to ono spowodowało to, że jej skóra zaczęła zmieniać kolor, wolała drugi raz tego nie przeżywać.
- O tym nie pomyślałam. - Rzuciła z uśmiechem, była już całkiem zadowolona, bo udało mu się osiągnąć sukces.
- Całkiem szybko poszło, ta klątwa chyba nie jest jakaś mocno upierdliwa. - Słyszała opowieści o klątwach, których nie dało się zdjąć przez lata. Tutaj wystarczył eliksir, zgrabnie rzucone zaklęcie i problem się rozwiązał.
Przyglądała się mu, kiedy rzucał zaklęcie na siebie, chciała zapytać, czy może jakoś pomóc, ale się powstrzymała, bo pojawiła się obawa, że mogłaby mu jedynie zaszkodzić.
- Kurde, tobie też schodzi, chyba problem z głowy! - Odparła z entuzjazmem.
Tak właściwie to nie do końca z głowy, bo przecież było jeszcze to cholerne lusterko. Szkoda by było, żeby jeszcze komuś sprawiło kłopoty. - Może powinniśmy je rozwalić, tak na popiół, żeby nikt już go nie dotknął? - Wydawało jej się to być najprostszym rozwiązaniem.