08.09.2024, 15:21 ✶
Uniosła lekko brew ku górze, a potem nieznacznie przekrzywiła głowę, tym drobnym gestem i mimiką pytając Louvaina, czy nie było go stać na nic lepszego niż 'pyskatą rzeżuchę'. To było wręcz żałośnie śmieszne i absolutnie rozczarowujące, ale najwyraźniej Lestrange nie był aż tak zabawny jak mogło się jej wydawać.
Westchnęła, ustawiając świeczkę za świeczką i mimo że mogła to zrobić machnięciem różdżki, wolała zrobić to własnoręcznie. Pozwalało jej się to chociaż odrobinę bardziej skupić na sobie i co miała właściwie zrobić. Wczuć się w odpowiednią intencję, której wymagało od niej widmowidzenie. Bo mogła pokazywać mężczyźnie, że wiedziała co robiła, a w jej ruchach nie brakowało pewności siebie, ale prawda była zupełnie inna.
- Urocze - mruknęła, ale oczywiście tak, żeby na pewno ją usłyszał, a potem podniosła na niego wzrok. - Rozejrzyj się i powiedz mi czy naprawdę wydaje ci się, że przeszkadza mi złota klatka?
Lyssa chciała przede wszystkim życia komfortowego i prowadzonego najlepiej po najmniejszej linii oporu. Lestrange mógł z niej szydzić i próbować jej dokuczyć wizją oddania jej ręki jakiemuś londyńskiemu paniczykowi, ale jej to absolutnie nie przeszkadzało. Ba, pewnie nie miałaby nic przeciwko, gdyby był odpowiednio przystojny, majętny i nie próbował zanudzić jej na śmierć. No i musiałby z nią wytrzymać, bo przecież potrafiła być nieznanośna. Naprawdę, a nie tylko żeby odrobinę zirytować swojego rozmówcę w jakiejś bzdurnej wymianie słów o niczym.
Było trochę tak, że Louvain w jej oczach przestał w pełni zasługiwać na tę cukierkową i miłą wersję, którą lubiła prezentować światu. Potrafiła być wręcz do porzygu grzeczna i sprawiać wrażenie ułożonej panienki, bo tak ją mama wychowała, ale on swoimi pyskówkami zaniżał poziom wymagany do komunikacji z nim. Wbrew też tego, że wciąż była nastolatką, nie była głupia. Rozumiała ludzkie relacje czasem chyba o wiele lepiej niż inni, głównie dlatego jak wyraźne były dla niej nici powiązań, ale nie musiała ich dostrzegać żeby zdawać sobie sprawę z tego że Lestrange sam próbował nieco nią pogrywać.
- Nudy - podsumowała jego lakoniczny komentarz na temat Alanny, odwracając się do niego tyłem i sięgając po jej nadpalone lusterko. Uniosła je ku górze, tak by nie zasłaniać sobie światła wpadającego przez okna i przejrzała się w nim. Przejechała palcem po rzęsach, a potem uchyliła usta, poprawiając szminkę w kąciku ust, na koniec przekręcając lekko lusterko i zerkając w stronę Lou, uśmiechając się przy tym przymilnie.
Usiadła na podłodze, układając wcześniej pośrodku kręgu poduszkę, bo przecież nie będzie się męczyć na twardym. Przez moment jeszcze przyglądała się trzymanemu lusterku, kolejnym ubytkom na jego niegdyś pewnie całkiem ładnej formie, aż zapaliła świece machnięciem różdżki, westchnęła ciężko i zamknęła oczy.
na widmowidzenie
Westchnęła, ustawiając świeczkę za świeczką i mimo że mogła to zrobić machnięciem różdżki, wolała zrobić to własnoręcznie. Pozwalało jej się to chociaż odrobinę bardziej skupić na sobie i co miała właściwie zrobić. Wczuć się w odpowiednią intencję, której wymagało od niej widmowidzenie. Bo mogła pokazywać mężczyźnie, że wiedziała co robiła, a w jej ruchach nie brakowało pewności siebie, ale prawda była zupełnie inna.
- Urocze - mruknęła, ale oczywiście tak, żeby na pewno ją usłyszał, a potem podniosła na niego wzrok. - Rozejrzyj się i powiedz mi czy naprawdę wydaje ci się, że przeszkadza mi złota klatka?
Lyssa chciała przede wszystkim życia komfortowego i prowadzonego najlepiej po najmniejszej linii oporu. Lestrange mógł z niej szydzić i próbować jej dokuczyć wizją oddania jej ręki jakiemuś londyńskiemu paniczykowi, ale jej to absolutnie nie przeszkadzało. Ba, pewnie nie miałaby nic przeciwko, gdyby był odpowiednio przystojny, majętny i nie próbował zanudzić jej na śmierć. No i musiałby z nią wytrzymać, bo przecież potrafiła być nieznanośna. Naprawdę, a nie tylko żeby odrobinę zirytować swojego rozmówcę w jakiejś bzdurnej wymianie słów o niczym.
Było trochę tak, że Louvain w jej oczach przestał w pełni zasługiwać na tę cukierkową i miłą wersję, którą lubiła prezentować światu. Potrafiła być wręcz do porzygu grzeczna i sprawiać wrażenie ułożonej panienki, bo tak ją mama wychowała, ale on swoimi pyskówkami zaniżał poziom wymagany do komunikacji z nim. Wbrew też tego, że wciąż była nastolatką, nie była głupia. Rozumiała ludzkie relacje czasem chyba o wiele lepiej niż inni, głównie dlatego jak wyraźne były dla niej nici powiązań, ale nie musiała ich dostrzegać żeby zdawać sobie sprawę z tego że Lestrange sam próbował nieco nią pogrywać.
- Nudy - podsumowała jego lakoniczny komentarz na temat Alanny, odwracając się do niego tyłem i sięgając po jej nadpalone lusterko. Uniosła je ku górze, tak by nie zasłaniać sobie światła wpadającego przez okna i przejrzała się w nim. Przejechała palcem po rzęsach, a potem uchyliła usta, poprawiając szminkę w kąciku ust, na koniec przekręcając lekko lusterko i zerkając w stronę Lou, uśmiechając się przy tym przymilnie.
Usiadła na podłodze, układając wcześniej pośrodku kręgu poduszkę, bo przecież nie będzie się męczyć na twardym. Przez moment jeszcze przyglądała się trzymanemu lusterku, kolejnym ubytkom na jego niegdyś pewnie całkiem ładnej formie, aż zapaliła świece machnięciem różdżki, westchnęła ciężko i zamknęła oczy.
na widmowidzenie
Rzut PO 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.