Cóż. Yaxley zbyt często sięgała po wiggenowy, żeby nie mogła się z nim nie zgodzić. Był obrzydliwy, ale przynosił efekty. Nic nie pomagało w regeneracji jak on. Miała tego świadomość, szkoda, że nikt jeszcze nie postanowił nieco podrasować jego smaku, to chyba nie powinno być specjalnie trudnym zadaniem, a na pewno ułatwiłoby życie tym, którzy musieli go spożywać. Gdyby znała się choć trochę na eliksirach pewnie sama zajęłaby się czymś takim. Sprawianie, że mikstury były bardziej przystępne dla ludzi, smaczniejsze, i nie powodowały odruchu wymiotnego. Ciekawe dlaczego nikt jak dotąd nie postanowił zająć się takimi błahostkami.
Westchnęła jedynie ciężko. Nie łatwo było z niego wyciągnąć te informacje. Próbowała zrozumieć, co do niej mówił, ale aktualnie nie był najlepszym partnerem do dyskusji. Wiedziała, że jest źle, że próbuje walczyć ze słabością, musiała mu pomóc ją pokonać. Wywar regenerujący, chyba o to mu chodziło, oby, wolałaby nie mieć na sumieniu innego czystokrwistego, nie daliby jej żyć gdyby wyzionął ducha przez źle podany eliksir.
Szukała na tej kupce medykamentów tego, o czym wspomniał. Przeglądała etykiety, raczej niezbyt dokładnie, spieszyło jej się. Musiała działać szybko, miała nadzieję, że jej wybaczy, jeśli nie do końca sięgnie po to, co miał na myśli. Nie szkodzić, zasada którą mieli się kierować medycy, na szczęście ona nie była uzdrowicielem, więc jej to nie dotyczyło. Wybrała jedną z fiolek, która była odpowiednio opisana, otworzyła ją, nie wiedzieć czemu ponownie zanim podała to powąchała. Wypiła w swym życiu wiele podobnych mikstur, zapach wydawał się jej znajomy, więc to nie mogło być nic, co mogłoby mu zaszkodzić. - Pij to. - Rzuciła tonem, który nie akceptował sprzeciwu. Wręczyła mu buteleczkę w rękę. Oby faktycznie spotęgowało działanie wiggenowego. Im szybciej stanie na nogach tym większe prawdopodobieństwo, że i ten drugi wyjdzie z tego cało. Zerknęła jeszcze w stronę mężczyzny leżącego na łóżku, aby się upewnić, że w ogóle walka ma jeszcze sens. Widziała unoszącą się do góry klatkę piersiową - oddychał, mieli więc jeszcze trochę czasu. Ulżyło jej, nie chciała mieć bowiem na sumieniu żadnego trupa.
- Najpierw ty, później pacjent. - Próbowała podeprzeć go, aby łatwiej było mężczyźnie wlać w siebie kolejny eliksir. Liczyła, że to pomoże mu wypić jego większą część, szkoda by było, aby znowu rozlał sporą część na siebie. Musiała mieć pewność, że wreszcie uda jej się mu pomóc, że będzie myślał jasno. Jej ruchy był coraz bardziej nerwowe, spieszyła się, bo bała się, że zaraz zabraknie im czasu.