- Widziałeś tylko moje jedno potknięcie, ale może dobrze, że mnie nie doceniasz, element zaskoczenia chyba również jest dość istotny podczas wojny. - Wrócił znowu do tego jej nieszczęsnego potknięcia związanego z podaniem przeterminowanego eliksiru. Zazwyczaj jej pomoc nie kończyła się w ten sposób, raczej nie miała problemu z tym, aby dbać o swoich towarzyszy, to był tylko jeden raz kiedy nic nie poszło po jej myśli. Może i lepiej, że sądził, że tak jest zazwyczaj, dzięki temu nie do końca mógł się spodziewać tego, jak jest naprawdę. Lubiła mieć jakiś element zaskoczenia. Tak naprawdę, jeśli chodziło o swoich towarzyszy panna Yaxley była skłonna zrobić naprawdę wiele, aby zapewnić im bezpieczeństwo, pewnie sama wzięłaby śmierć na siebie, gdyby miało to uratować kogoś z jej bliskich. Bez żadnego zająknięcia, dlatego też starała się nie mieć zbyt wielu osób wokół siebie. Wiedziała, że każda bliższa znajomość przynosiła jej kolejną słabość. Wolała więc budować wokół siebie mur i utrudniać nawiązanie ze sobą jakiejkolwiek relacji, tak było bezpieczniej i dla niej i dla drugiej strony.
- Na pewno będzie na co popatrzeć. - Zapewniłaby mu pewnie pełne wybuchów przedstawienie, oj tego była pewna. Mogła więc obiecywać, że będzie to spektakularne, może nie do końca bezpieczne, ale na pewno będzie warte zapamiętania, o ile w ogóle ktoś przeżyje te próby warzenia przez nią eliksirów.
Jako medyk miał na pewno dużo większe doświadczenie niż ona w tworzeniu mikstur. Pewnie nie dopuściłby do tego, aby komukolwiek stała się krzywda, tyle, że nad Geraldine i jej chaosem wcale nie tak łatwo było zapanować, nie była więc pewna, czy mężczyzna by sobie z nią poradził, raczej wydawało jej się, że nie miałby specjalnego wpływu na jej działanie. Reagowała bowiem zbyt pospiesznie na wszystkie komunikaty, co było często bardzo zwodnicze.
- Prawda, żadna sytuacja nie jest bliźniacza. - Po raz kolejny tego wieczora się z nim zgodziła, strasznie łatwo przychodziło jej utwierdzanie go w tym, że ma rację. Nawet trochę nie poznawała siebie, bo zazwyczaj negowała myśli innych osób nawet po to, aby zasiać ziarno niepewności. Przyjemność sprawiało jej wprowadzenie chociaż odrobiny chaosu, zmuszanie ich do faktycznego rozpatrywania problemów, tym razem jednak tego nie robiła.
Zaśmiała się perliście, jej policzki rumieniły się uroczo w świetle, które rzucały lampiony wiszące nad nimi. - Nie od razu, nie pozwoliłabym ci szybko umrzeć, nie lubię kończyć zabawy zbyt wcześnie. - Śmierć wbrew pozorom nie była najgorszą opcją, miała cały wachlarz innych rzeczy, które mogły być od niej zdecydowanie gorsze. - Czy ja wiem, patrząc na to ile duchów kręci się po świecie to chyba nie wszyscy martwi zaznają spokoju i są zadowoleni. - Dosyć często wpadała na nieszczęśliwe dusze, które nie mogły przejść na drugą stronę, nadal wędrowały po świecie szukając sensu istnienia. Ta opcja wydawała się jej być zdecydowanie gorsza.
- Gratisy chyba powinny być pozytywne? - Uniosła brew, jakby chciała upewnić się, że ma rację. Kojarzyły jej się bowiem z profitami. - Chyba, że chcesz mnie postraszyć, abym zrezygnowała z kradnięcia ci talentów, miej świadomość, że wcale nie tak łatwo to zrobić, jak się uprę to nie ma zmiłuj. - Zazwyczaj dostawała dokładnie to, na co miała ochotę. Dążyła do celu po trupach, bez względu na konsekwencje.
- Tego nie byłabym taka pewna, nie jestem dobrym człowiekiem Ambroise. - Najwyraźniej chciała go ostrzec, bo miała świadomość, że jest w stanie sprowadzać innych na złe ścieżki. Jej moralność była wątpliwa, niby istniała, ale łatwo było nią manipulować, kiedy sakiewka odpowiednio się zatrzęsła.
Nie musiała sięgać po pogróżki, wybierała inne opcje. Potrafiła demonstrować swoją siłę, pokazywać innym, że nie są w stanie sobie z nią poradzić, mogła zatruć ich życia tak, że prosili ją o to, aby przestawała. Nie musiała im grozić, wybierała czyny, które uprzykrzały egzystencję na tym świecie, uderzały głęboko.
Nie zdarzało jej się to często. Odrywanie od rzeczywistości przy tak wielu twarzach skierowanych w jej kierunku. Gdzieś z boku, z dala od ciekawskich oczu pozwalała sobie na chwilę zapomnienia, nigdy jednak nie tak jak teraz. Wiedziała, że pozwoliła sobie na więcej niż zazwyczaj, miała też świadomość, że nie było to spowodowane tylko i wyłącznie chęcią wzbudzenia plotek na ich temat. To był moment, krótka chwila, kiedy do końca nie panowała nad tym, co się działo. Właściwie to nawet jej się to podobało, magia chwili, czy coś.
Kiedy muzyka zamilkła nadszedł koniec, powrót, który mógł okazać się dosyć bolesny. Nie chciała dać po sobie poznać, że nie do końca rozumiała to, co się wydarzyło, nie wydawała się też być speszona. Yaxleyówna nie miała problemu z tym, aby brać odpowiedzialność za swoje czyny, czy zachcianki, gdyby nie chciała odepchnęłaby go od siebie i nie dopuściła do pocałunku, zdecydowanie więc akceptowała to, co się wydarzyło.
- Tak, mają o czym plotkować, zadanie wykonane wybitnie. - Dostali zakończenie, którego pewnie się spodziewali, chociaż czy na pewno? Musnęła jeszcze delikatnie policzek Greengrassa nim zniknęła w tłumie, najwyraźniej nie oczekiwała już nic więcej od tego wieczoru. - Dziękuję za dobrą zabawę. - Rzuciła jeszcze do niego i dygnęła w oddali, jak przystało na pannę z dobrego domu.