Cóż, zapewne rozumiałaby to uczucie. Ona także nie znosiła być zależna od kogokolwiek, szczególnie w dziedzinie, w której powinna radzić sobie sama. Zdarzały się jednak sytuacje, kiedy nie miało się w pełni wpływu na to, co działo się wokół. Tak jak dzisiaj. Normalnie pewnie olałaby temat, coś jednak skłoniło ją do tego, aby podejść do przybyszów, którzy pojawili się w Wiwernie, gdy dostrzegła znajomą twarz, tylko upewniła się, że decyzja, którą podjęła była słuszna. Chcąc nie chcąc, nie była w stanie zignorować Greengrassa, który znajdował się przed nią nie do końca świadomy tego, co dzieje się wokół. Gdyby była w podobnej sytuacji i spotkała kogoś znajomego pewnie też liczyłaby na to, że jej pomoże. Tak powinny działać znajomości wśród czystokrwistych. Powinni się wspierać, jeśli pojawiały się ku temu powody. Może i nie czuła się w pełni jak typowa arystokratka, ale wiedziała, że czasem pochodzenie może pomagać, że czasem znajomości się przydają, szczególnie w podbramkowych sytuacjach.
Wbrew temu co sobie myślał nie stał się jej ciężarem, był nadzieją, światełkiem w tunelu. Dzięki niemu mogło im się uratować tego konającego mężczyznę. Sama na pewno nie była w stanie sobie z tym poradzić. Dlatego też zaangażowała się w pomoc jemu, gdy wreszcie dojdzie do formy będzie mógł pomóc tamtemu z którym było zdecydowanie, z którego obrażeniami nie umiała sobie poradzić. Nie wiedziałaby nawet jak zacząć. Dlatego tak uparcie próbowała doprowadzić go do porządku, bo wiedziała, że on będzie wiedział, co powinni zrobić.
- Kto powiedział, że lubię łatwych. - Chyba wracał do siebie, a przynajmniej tak się jej wydawało, kiedy usłyszała ten komentarz. Cięty język, błysk w oku - tak go zapamiętała z ich ostatnich wspomnień. Dobrze, że go to nie opuszczało, to mogło wróżyć szybki powrót do pełni sił, a przynajmniej tak sobie wmawiała.
- To nie jest odpowiedni czas na rozmowy o zaufaniu. - Nadal jej nie kojarzył, wcale jej to nie przeszkadzało, grunt, że wykonywał jej polecenia, to było najważniejsze. Wspólnymi silami może uda im się ogarnąć ten bałagan. Nie zależało jej nawet na tym, aby po wszystkim zorientował się, że to była ona. Nie liczyła na nic w zamian, pomagała mu, bo chciała to zrobić, bo coś jej mówiło, że postępuje słusznie, może też dostrzegła, że ma do niego delikatną słabość, czego pewnie sama przed sobą nie chciała przyznać.
Najważniejsze, że dał sobie pomóc, instruował ją, dzięki czemu mogła działać, przede wszystkim nie robiła też tego po omacku. To ułatwiało jej podejmowanie decyzji. Stała się trochę asystentką medyka nie będącego w formie.
Wypił kolejny eliksir, miała nadzieję, że to wystarczy do tego, aby stanął na nogi, by mógł pomóc temu nieszczęśnikowi, który znajdował się w łóżku. Zapewne będzie w stanie mu pomóc, jak chociaż trochę się ogarnie, właściwie czy aby na pewno? Musiał doprowadzić siebie do porządku, by myśleć jasno, nie sądziła bowiem, że dzięki samym wskazówkom, które będzie jej dawał poradzi sobie z kimś w jego stanie. To było dla niej zbyt wiele, choć jeśli zostanie podstawiona pod ścianą pewnie będzie musiała działać, zdecydowanie wolała uniknąć tej odpowiedzialności, nie chciała być winna czyjejś śmierci.
- Raczej ciężko. - Tak naprawdę to nawet nie wiedziała, za bardzo była skupiona na tym, aby Greengrass wrócił do pełni sił by ocenić stan drugiego poszkodowanego.