15.01.2023, 21:58 ✶
Lubiła wygody, jakie można było osiągnąć za pomocą opanowania zaklęć – nie transmutacji, tylko wyczarowywania czegoś z niczego. Lestrange potrafiła sprawić, że pojawiała się przy niej filiżanka herbaty, potrafiła wyczarować wazon z wodą, poduszki, korony, podnóżki – i mnóstwo innych rzeczy. Potrafiła podgrzać napój czy jedzenie, wiedziała jak je schłodzić, jak wyczyścić ubranie, jak je naprawić, jak przerobić. Gdyby chciała to pewnie umiałaby zakląć druty, żeby same robiły wełniany szalik. Nie było to to samo, co prawdziwe zaparzenie herbaty, czy uszycie ubrania – ale na jakiś czas z powodzeniem mogło być pewnym substytutem.
Dobrze, że nie wiedział. To faktycznie byłoby co najmniej dziwne, no bo jak, skoro nigdy dalej niż za przedpokój nie wchodził? Tak naprawdę to dzisiaj pierwszy raz był w tym domu dłużej niż pięć minut.
Wątpliwe, że te wszystkie kotki zostały ustawione przez panią Lestrange. Bardziej wyglądało to tak, jakby któryś z domowników zrobił sobie kiedyś żart, a pani Isabelle po prostu… ich nie wyrzuciła, tylko kazała jakoś wkomponować w otoczenie. Kociarą tutaj była akurat Victoria, która, jak się już Saurielowi przyznała, zawsze chciała mieć kota.
Nawet wobec tego jej rodzina miała swoje lepsze zdanie.
– Eeee – zaczęła strasznie inteligentnie i zapatrzyła się na Sauriela jak ciele w malowane wrota. Myślała że już od razu sobie czegoś dziwnego zażyczy i nie sądziła, że po prostu zapyta o ulubione danie. Victoria zawiesiła się na moment, gapiąc się nieco nieprzytomnie na Sauriela, kompletnie zbita z tropu. Zamiast zacząć od "kiedy masz urodziny, jaka jest twoja liczba drogi życia, jaki lubisz kolor" ten pytał co najbardziej lubi jeść. – Ale tak ogólnie, od czasu do czasu, czy co najbardziej lubię na obiad? – albo na śniadanie. Victoria nie miała swojego najulubienszego jedzenia. Lubiła kilka różnych i zwyczajnie nie umiałaby się zdecydować. – Lubię kotlety schabowe – przyznała po chwili niemalże wstydliwie. Totalnie mugolskie żarcie. A ona je uwielbiała! – I babeczki z ciasta marchewkowego – pewnie nie wyglądała jak ktoś, kto lubił słodkości… a jednak!
Dobrze, że nie wiedział. To faktycznie byłoby co najmniej dziwne, no bo jak, skoro nigdy dalej niż za przedpokój nie wchodził? Tak naprawdę to dzisiaj pierwszy raz był w tym domu dłużej niż pięć minut.
Wątpliwe, że te wszystkie kotki zostały ustawione przez panią Lestrange. Bardziej wyglądało to tak, jakby któryś z domowników zrobił sobie kiedyś żart, a pani Isabelle po prostu… ich nie wyrzuciła, tylko kazała jakoś wkomponować w otoczenie. Kociarą tutaj była akurat Victoria, która, jak się już Saurielowi przyznała, zawsze chciała mieć kota.
Nawet wobec tego jej rodzina miała swoje lepsze zdanie.
– Eeee – zaczęła strasznie inteligentnie i zapatrzyła się na Sauriela jak ciele w malowane wrota. Myślała że już od razu sobie czegoś dziwnego zażyczy i nie sądziła, że po prostu zapyta o ulubione danie. Victoria zawiesiła się na moment, gapiąc się nieco nieprzytomnie na Sauriela, kompletnie zbita z tropu. Zamiast zacząć od "kiedy masz urodziny, jaka jest twoja liczba drogi życia, jaki lubisz kolor" ten pytał co najbardziej lubi jeść. – Ale tak ogólnie, od czasu do czasu, czy co najbardziej lubię na obiad? – albo na śniadanie. Victoria nie miała swojego najulubienszego jedzenia. Lubiła kilka różnych i zwyczajnie nie umiałaby się zdecydować. – Lubię kotlety schabowe – przyznała po chwili niemalże wstydliwie. Totalnie mugolskie żarcie. A ona je uwielbiała! – I babeczki z ciasta marchewkowego – pewnie nie wyglądała jak ktoś, kto lubił słodkości… a jednak!