- Raczej niezbyt. - Nadal trochę kuło ją to, że nie potrafiła działać pewnie, nie w tej sytuacji. Była biegła w wielu dziedzinach magii, a w tej chwili żadna z nich nie mogła się przydać. To ją frustrowało, powodowało, że Yaxleyówna nieco się gotowała. Nie znosiła być bezużyteczną. Niestety nawet ona nie potrafiła radzić sobie z każdym problemem, a szkoda. Naprawdę próbowała poszerzać granice, rozwijać wiedzę jednak nauczenie się niektórych czynności leżało poza jej granicami. Szkoda, ale została stworzona do odbierania życia, a nie ratowania. Smutna prawda. Okazywało się, że zabijanie było zdecydowanie prostsze, mniej wymagające.
Może nie powinna go straszyć, i wspominać głos o tym, że działała po omacku, mimo wszystko wolała być szczera. Uprzedzić, jak może skończyć się jej pomoc. Lepiej, aby spodziewał się tego, że coś może pójść nie tak. Oczywiście nie specjalnie, nie skrzywdziłaby go celowo. Jeśli zaczęłoby się robić naprawdę źle zamierzała go stąd zabrać do zaufanej uzdrowicielki, wiedziała, że nie będzie zadawała pytań, być może także znała mężczyznę. Miała plan awaryjny, jednak póki co wolała nie mieszać w to dodatkowych osób, jeśli pojawi się taka konieczność na pewno się nie zawaha. Była w całkiem niezłej formie po polowaniu, zdążyła się już ogrzać, te nerwy które pojawiły się w między czasie doprowadziły ją do porządku, do gotowości. Jakby nie patrzeć to poza raną na policzku nic złego jej się dzisiaj nie przytrafiło, była najmniej poszkodowaną osobą w tym pomieszczeniu, może szkoda, że tak się stało. Zdecydowanie wolałaby, żeby to jej życie leżało na szali. Miała skłonność do poświęcania się dla innych, nie bała się tego, że może odejść, zupełnie przypadkiem. Nie obawiała się śmierci, była gotowa się z nią spotkać chociażby teraz. Przynajmniej tak sobie wmawiała, bo przecież miała przed sobą całe życie, jednak oszukiwała sama siebie jaka to jest nieustraszona, jakby nic tak naprawdę się dla niej nie liczyło. Wcale tak nie było, jak każdy inny chciała stąpać po ziemi jak najdłużej.
Nie miała najmniejszego problemu z tym, że udzielała mu pomocy. Pewnie każdy zachowałby się podobnie, gdyby znalazł się na jej miejscu. Nie, to też nie było prawdą. Nokturn rządził się swoimi prawami, tu mało kto interesował się losem innych osób, mieli w nosie to, czy ranny dożyje poranka. Niech zdycha w spokoju. Ona nie była z Nokturnu, nie należała do tej społeczności, odwiedzała to miejsce od czasu do czasu, upewniała się w tym, że nie do końca tu pasuje, ale nadal wracała. Nie zamierzała jednak wsiąkać w nie za bardzo. Bała się tego, że może skończyć jak mieszkańcy Nokturnu, będąc obojętna na wszystkie krzywdy, myśląca tylko o sobie. Mimo tego, że wiele była w stanie zrobić dla pieniędzy, czy przysług, to jednak nadal nie umiała przejść biernie obok tych, którzy potrzebowali pomocy. Kiedyś na pewno pożałuje swojego zaangażowania w los obcych osób, nie był to jednak jeszcze ten moment.
Dostrzegła ruch, nie przewidziała go jednak, a więc nie mogła odpowiednio szybko zareagować. Odskoczyła do tyłu, aby dać mężczyźnie przestrzeń. Najwyraźniej musiał pozbyć się zawartości swojego żołądka. Wiedziała, że wymioty mogły przynieść ulgę w najróżniejszych sytuacjach, może więc to wcale nie był zły znak? Wiele razy trzymała włosy koleżankom, kiedy przedobrzyły z alkoholem, nie sądziła jednak, aby teraz jej pomoc była potrzebna. To mogłoby uderzyć w męskie ego, miała tego świadomość. Dlatego też odwróciła wzrok, przynajmniej na chwilę, aby dać mu trochę przestrzeni. Nie zamierzała jednak stąd wyjść, bo obawiała się, że nie skończyłoby się to dobrze.
Czekała chwilę, aż się uspokoi, w między czasie wyczarowała kolejny dzbanek z wodą. Mógł jej jeszcze potrzebować, chociaż trochę obawiała się, że jeśli dalej będzie w siebie wlewał jej takie ogromne ilości to zaraz zaliczą powtórkę z rozrywki.