08.09.2024, 23:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 23:12 przez Thomas Figg.)
Popatrzył na Geraldine po jej komentarzu, to prawda nie był zbyt współczujący, ale wyznawał zasadę, że śmiech lepiej poprawia humor niż klepanie po pleckach - co nie znaczy, że nigdy nikogo po plecach nie klepał. Ale zazwyczaj robił to jak już kogoś znał na tyle, żeby wiedzieć kto kiedy tego potrzebuje.
- A to nie wiedziałaś, że mężczźni nie mają podzielnej uwagi? - zapytał ze szczerym zdziwieniem - Więc, albo mogę pocieszać albo pomagać ,ale nie dwie rzeczy na raz, sorry takie ograniczenia płci - mrugnął jeszcze do niej.
- Zapewne, skoro nigdy nie spotkaliśmy się podczas naszych podróży. - zgodził się z nią, w sumie to Smerfy nie pochodziły znowu z tak daleka, bo ledwie z Belgii, ale już nie zamierzał zanudzać jej opowieściami o tym, nie była to raczej forma rozrywki dla dorosłych czarodziejów.
- Możliwe, że to kwestia przyzwyczajenia, od zawsze towarzyszy mi kot, taka rodzinna tradycja - zdradził nieco tajemnicy na temat tego, dlaczego Pazur mówił - z drugiej strony nie było wcale tajemnicą, że Figgowie darzyli koty specjalnymi względami.
Z zadowoleniem oglądał jak skóra wraca mu znowu do normalnego odcienia i nie wygląda już wpadł do kociołka z niebieskim barwnikiem.
- Oczywiście, że szybko, co ty myślałaś, że przyszłaś do jakiegoś partacza od klątw? - udał oburzenie, ale podzielał jej zdanie, to musiała być jakaś wyjątkowo słaba klątwa, która nie wymagała zbyt dużego nakładu pracy - a przynajmniej,niej jej efekty, jak z samą klątwą mu pójdzie to się dowie zaraz.
Zerknął na Geraldine i pokiwał przecząco głową. - Cóż w pewien sposób to by rozwiązało problem, ale sam klątwa nie zawsze znika gdy niszczysz przedmiot, wręcz rzadko się to dzieje - cóż używanie silnej czarnej magii pomagało, ale nie widział, żeby któreś z nich miało rzucać avadę na lusterko, trzeba było to rozwiązać nieco konwencjonalnie. - Żeby potem ten popiół nie był odpowiedzialny za wysyp klątw. Lepiej pozbyć się przyczyny - stwierdził sięgając ponownie do swojej torby i wyciągnął kredę oraz notes. Przewertował kilka stron i zerknął na przedmiot leżący na blacie. Dla upewnienia się jeszcze sięgnął do torby po liście malwy i ułożył je na tafli lustra. Obserwował je przez chwilę aż z cichym syknięciem zniknęły, jakby spłonęły. Nakreślił za pomocą kredy dość szybko krąg* na stole, trójkąt wpisany w koło i otoczony trzema mniejszymi okręgami, w te mniejsze okręgi ustawił specjalne świeczki.
- Dobra, nie ma co zwlekać, możesz się rozgościć to może zając chwilę - powiedział zapalając świeczki i wskazując kobiecie krzesło nieopodal. Domyślił się ,że wolałaby zostać i upewnić się, ze klątwa została złamana, ale cóż, to nie było takie hop siup. Skupił się teraz w pełni na swoim zadaniu - łamaniu klątwy ciążacej na lusterku. Domyślał się, że dla Geraldine to nie będzie ekscytujące. Co tu ciekawego w recytowaniu mantry rytuału, kiedy polowało się na magiczne bestie? To brzmiało zapewne dla niej jak niezwykła nuda, ale cóż. W tym przypadku jednak nie było żadnego lania eliksiru po prostu recytował słowa rytuału, a im dalej w to brnął tym mocniejszy stawał się płomień na świeczkach - aż w końcu rzucił zaklęcie mające całkowicie zniszczyć klątwę.
Rozproszenie:
Płomienie buchnęły mocno, lustro zaczęło zaś tryskać kolorowymi iskrami, zupełnie jakby walczyło z próbą złamania klątwy. Jednak nie trwało to długo, iksy zniknęły, świeczki się wypaliły i słychać było nagły trzask szyby - tafla lustra pękła. Wszystko ustało tak nagle jak się zaczęło.
- No to ten. Będziesz musiała tylko wymienić samo lusterko, ale rączka jest cała - podrapał się po głowie i za pomocą różdżki zniknął resztki po świeczkach i krąg. Podniósł lusterko i wtedy zauważył, ze pod przedmiotem stół się przypalił na węgiel.
- O kurwa - jęknął widząc co stało się z meblem jego siostry.
Odkryj wiadomość pozafabularną
- A to nie wiedziałaś, że mężczźni nie mają podzielnej uwagi? - zapytał ze szczerym zdziwieniem - Więc, albo mogę pocieszać albo pomagać ,ale nie dwie rzeczy na raz, sorry takie ograniczenia płci - mrugnął jeszcze do niej.
- Zapewne, skoro nigdy nie spotkaliśmy się podczas naszych podróży. - zgodził się z nią, w sumie to Smerfy nie pochodziły znowu z tak daleka, bo ledwie z Belgii, ale już nie zamierzał zanudzać jej opowieściami o tym, nie była to raczej forma rozrywki dla dorosłych czarodziejów.
- Możliwe, że to kwestia przyzwyczajenia, od zawsze towarzyszy mi kot, taka rodzinna tradycja - zdradził nieco tajemnicy na temat tego, dlaczego Pazur mówił - z drugiej strony nie było wcale tajemnicą, że Figgowie darzyli koty specjalnymi względami.
Z zadowoleniem oglądał jak skóra wraca mu znowu do normalnego odcienia i nie wygląda już wpadł do kociołka z niebieskim barwnikiem.
- Oczywiście, że szybko, co ty myślałaś, że przyszłaś do jakiegoś partacza od klątw? - udał oburzenie, ale podzielał jej zdanie, to musiała być jakaś wyjątkowo słaba klątwa, która nie wymagała zbyt dużego nakładu pracy - a przynajmniej,niej jej efekty, jak z samą klątwą mu pójdzie to się dowie zaraz.
Zerknął na Geraldine i pokiwał przecząco głową. - Cóż w pewien sposób to by rozwiązało problem, ale sam klątwa nie zawsze znika gdy niszczysz przedmiot, wręcz rzadko się to dzieje - cóż używanie silnej czarnej magii pomagało, ale nie widział, żeby któreś z nich miało rzucać avadę na lusterko, trzeba było to rozwiązać nieco konwencjonalnie. - Żeby potem ten popiół nie był odpowiedzialny za wysyp klątw. Lepiej pozbyć się przyczyny - stwierdził sięgając ponownie do swojej torby i wyciągnął kredę oraz notes. Przewertował kilka stron i zerknął na przedmiot leżący na blacie. Dla upewnienia się jeszcze sięgnął do torby po liście malwy i ułożył je na tafli lustra. Obserwował je przez chwilę aż z cichym syknięciem zniknęły, jakby spłonęły. Nakreślił za pomocą kredy dość szybko krąg* na stole, trójkąt wpisany w koło i otoczony trzema mniejszymi okręgami, w te mniejsze okręgi ustawił specjalne świeczki.
- Dobra, nie ma co zwlekać, możesz się rozgościć to może zając chwilę - powiedział zapalając świeczki i wskazując kobiecie krzesło nieopodal. Domyślił się ,że wolałaby zostać i upewnić się, ze klątwa została złamana, ale cóż, to nie było takie hop siup. Skupił się teraz w pełni na swoim zadaniu - łamaniu klątwy ciążacej na lusterku. Domyślał się, że dla Geraldine to nie będzie ekscytujące. Co tu ciekawego w recytowaniu mantry rytuału, kiedy polowało się na magiczne bestie? To brzmiało zapewne dla niej jak niezwykła nuda, ale cóż. W tym przypadku jednak nie było żadnego lania eliksiru po prostu recytował słowa rytuału, a im dalej w to brnął tym mocniejszy stawał się płomień na świeczkach - aż w końcu rzucił zaklęcie mające całkowicie zniszczyć klątwę.
Rozproszenie:
Rzut Z 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Płomienie buchnęły mocno, lustro zaczęło zaś tryskać kolorowymi iskrami, zupełnie jakby walczyło z próbą złamania klątwy. Jednak nie trwało to długo, iksy zniknęły, świeczki się wypaliły i słychać było nagły trzask szyby - tafla lustra pękła. Wszystko ustało tak nagle jak się zaczęło.
- No to ten. Będziesz musiała tylko wymienić samo lusterko, ale rączka jest cała - podrapał się po głowie i za pomocą różdżki zniknął resztki po świeczkach i krąg. Podniósł lusterko i wtedy zauważył, ze pod przedmiotem stół się przypalił na węgiel.
- O kurwa - jęknął widząc co stało się z meblem jego siostry.