Szklanka wody przyjęła się zdecydowanie lepiej od dzbanka. Mały krok, ale cieszył. Może faktycznie uda im się jakoś ogarnąć ten cały burdel. Nadal tliła się nadzieja, Yaxley wcale tak szybko nie zamierzała jej tracić. Gorzej być nie mogło, znaczy mogło, może lepiej nie kusić losu i nie narzekać, bo znając swoje szczęście siła wyższa chętnie by jej udowodniła, że się myli.
Na całe szczęście nie miał jej za złe tego, że wrzuciła wszystko losowo do torby, przez co panował w niej spory bałagan. Była dumna z siebie, że nic nie uszkodziła, to był naprawdę spory sukces jak na nią. Nie należała do specjalnie delikatnych osób, łatwo przychodziło jej niszczenie wszystkiego, co miała obok siebie. Wszystko przez ten ognisty temperament, nigdy nie zastanawiała się nad swoimi czynami, po prostu działała, bez żadnych refleksji, jakbu automatycznie.
Trzymała więc torbę tuż przed nim, pewnym ruchem, brakowało tylko tego, żeby wypadła jej z dłoni. Mężczyzna szukał czegoś, sam jeden wiedział czego, bo mimo, że znowu spoglądała na fiolki to nie miała pojęcia czym są. Jej obojętność związana z eliksirami wołała o pomstę do siły wyższej.
Ustawiał fiolki na podłodze, musiał w tym widzieć jakiś sens, nie próbowała jednak tego zrozumieć, to zdecydowanie było poza nią. Nie odgadłaby jego metody, nic bowiem nie mówiły jej napisy znajdujące się na fiolkach.
Te czynności świadczył jednak o tym, że jest z nim lepiej, że próbuje odnaleźć się w tym całym bałaganie. To dobrze, jeszcze chwila, a będą mogli zająć się tym nieszczęśnikiem który znajdował się w łóżku.
Nie odpowiedziała mu na jego pytanie o pomoc, nie musiała, znalazła się za to tuż obok i wyciągnęła w kego kierunku rękę na której mógł się oprzeć. Zadecydowała, że mu pomoże kilkanaście minut temu, kiedy jeszcze znajdowali się na dole, w pubie. Teraz nie miała innego wyjścia, jak po prostu kontynuować to co zaczęła. Było zbyt późno na zastanawianie się nad konsekwencjami podjętej decyzji. Czuła, że jakieś się pojawią, jednak tym się będzie martwiła później. Zupełnie przypadkiem znalazła się w samym centrum bardzo niejednoznacznej sytuacji. Liczyła na to, że po wszystkim dowie się o co właściwie tutaj chodziło, co się wydarzyło. Chciała to wiedzieć.
Szybkim, acz bardzo pewnym krokiem zaprowadziła go w stronę łóżka. Puściła go dopiero, gdy miała pewność, że jest bezpieczny, że się nie przewróci. Musiała pilnować tego, aby nic więcej mu się nie stało. Wydawało się jej, że wreszcie zaczął odnajdywać się w rzeczywistości, nieskromnie stwierdziła, że ten sukces chociaż trochę był jej zasługą.
Obserwowała mężczyznę, gdy odsłaniał twarz tamtego. Zaglądała mu przez ramię, jednak nie zbliżała się do niego zbyt blisko, aby miał przestrzeń, której potrzebował do działania. Przyjrzała się bardziej temu leżącemu, kiedy Ambroise zapytał czy go zna. Wyglądał trochę znajomo, jednak nie była w stanie stwierdzić dlaczego. Nie potrafiła w tej chwili połączyć twarzy z imieniem i nazwiskiem.
- Mogłam go kiedyś spotkać, jednak nie jestem pewna kim jest. - Nie przywiązywała wagi do osób z którymi robiła interesy, dopiero teraz przypomniała sobie o swoim pakunku, o tym, że ona nie pojawiła się w Wiwernie przypadkiem. Cóż, klient nie będzie zadowolony, o ile w ogóle się pojawi.